czwartek, 19 listopada 2009

True szatan rodem z ciepłych krajów.

Już tłumaczę skąd taki tytuł. Grecja. Z czym nam się ten kraj kojarzy? Głównie ze starożytnością, z urlopem na Krecie. I ewentualnie z Zorbą (filmem, muzyką). No właśnie - muzyką. Nie zastanowiło was nigdy, dlaczego nie znamy praktycznie NIC z greckiej muzyki? Bo mnie tak. Nawet teraz, kiedy każdy może zacząć tworzyć muzykę i promować ją w internecie, greckich twórców brak. Doprawdy nie wiem z czego to wynika. Może ktoś z czytelników ma jakieś pomysły?

Ale nie pisałbym tego wstępu, gdybym nie miał czegoś w rękawie ;)

Tak naprawdę Grecja "wypuściła" dwóch artystów, którzy w sumie sprzedali kilkanaście (kilkadziesiąt?) milionów płyt, a jeden z nich nawet ma w dorobku Oscara. Pierwszy z nich to:



(popularności odmówić temu nie można, prawda?)


A drugi to.....




(tu komentarze są zbędne)

Dlaczego piszę o tych dwóch artystach w jednym miejscu? Bo chyba nie wszyscy wiedzą, że ci panowie występowali razem w greckiej rockowej grupie o wdzięcznej nazwie Aphrodite's Child. Oprócz Demisa Roussosa (śpiewającego i grającego na basie i gitarach) i Vangelisa (wiadomo jakie instrumenty), w składzie był jeszcze perkusista Lucas Sideras. Grupa nie działała długo - zaczęli w 1967, a skończyli w 1972. W tym czasie zdążyli wydać trzy albumy. I o ostatnim z nich właściwie będzie ten tekst.

Szatan nadchodzi \m/


Aphrodite's Child - "666" (1972)

Album ten został wydany, kiedy Aphrodite's Child formalnie nie istniało i każdy z muzyków zdążył zająć się solową działalnością. Nie ma co się oszukiwać - ten album to dzieło Vangelisa. Uczulonych na wszelakiej maści elektronikę i syntezatorowo-klawiszowe informuję: to album rockowy. Powiem więcej: to niesamowity rockowy album, w którym klimat i psychodelia występują w praktycznie każdej minucie (a ich jest całkiem sporo, bo to dwupłytowy album - niemal 80 minut muzyki).

Zanim o muzyce, to parę słów o treści. Tytuł (wbrew pozorom) nie oznacza, że mamy do czynienia z albumem poświęconym Szatanowi czy innym czarnym mszom. Teksty oparte są (często dosłownie) o cytaty i opisy pochodzące z Apokalipsy Św. Jana, przez co całość jest właściwie koncept albumem opartym o ten właśnie tekst. Przyznać muszę, że te teksty naprawdę robią wrażenie. Dosłowność wszystkich sformułowań i ich biblijność składają się właśnie na niepowtarzalny klimat (tu nie ma tekstów w stylu "przyjdzie Szatan i cię zje" - to nie metal).

Teksty nie robiłyby AŻ TAK wielkiego wrażenia, gdyby nie muzyka. A w tej kwestii dzieje się sporo. Są momenty którym blisko do klasycznego rocka. Są momenty awangardowe, którym bliżej do jakiejś odjechanej odmiany jazzu. Są momenty absolutnie piękne, gdzie właściwie jest sam fortepian. A nad całością góruje psychodelia. Niepokojące dźwięki + damsko-męski chór recytujący fragmenty o nadejściu bestii - tak to mniej więcej wygląda. I choć z opisu może się wydawać, że dzieło to jest pretensjonalne lub kiczowate, to nic w tym stylu.

Dlaczego ten album pozostaje w cieniu wszystkiego, co działo się w muzyce przełomu lat 60/70? Nie bardzo wiem. Być może właśnie geografia miała (ma) z tym dużo wspólnego. Świat zalewany był wtedy gigantami w stylu Pink Floyd czy Rolling Stones, zatem jaką szansę miał się przebić jakiś tam grecki zespół (pamiętajmy, że wtedy jeszcze Roussos i Vangelis nie byli uznanymi światowymi markami i nie dzięki Aphrodite's Child stali się potem gwiazdami). Sami też się pewnie przyczynili do tego: Roussos zaczął śpiewać łzawy pop, Vangelis stał się mistrzem elektronicznych brzmień - dla odjazdów z "666" miejsca nie było.

Być może gdyby nagrywali i działali w np. Wielkiej Brytanii, to Aphrodite's Child od razu byłoby zauważone. A tak jest to muzyka, którą trzeba samemu znaleźć i (mam nadzieję) docenić.

Tu mały fragment na zachętę:



"And when the lamb
opened the first seal,
I saw the first Horse.
The Horseman held a bow.

Now when the lamb
opened the second seal,
I saw the second Horse.
The Horseman held a sword.

The leading Horse is white,
the second Horse is red,
the third one is a black,
the last one is a green.

And when the lamb
opened the third seal,
I saw the third Horse.
The Horseman had a balance.

Now when the lamb
opened the fourth seal,
I saw the fourth Horse.
The Horseman was the Pest"


PS. Tego albumu w sklepach tradycyjnych się nie znajdzie. Jedyna szansa, to polować na aukcjach internetowych, sprowadzać z zagranicy lub czatować w antykwariatach.

2 komentarze:

  1. Kojarzę ten zespół. Moja mama lubiła Demisa, a kolega(wielbiciel oldskulu i psychodelii) to kiedyś w liceum skądś przytargał więc od razu skojarzyłem:)a

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta płyta jest dostępna tutaj
    http://www.fan.pl/katalog/p90014317_aphrodites_child_666.html

    OdpowiedzUsuń