wtorek, 1 grudnia 2009

The Vinyl Stitches + The Phantoms - 28.11.2009, Obiekt Znaleziony, Warszawa

Koncerty, koncerty, koncerty... Zazwyczaj zawsze planowałem sobie tego typu wyjścia. Na parę tygodni przed wiedziałem, że dzieje się to i to, i że należy się wybrać. Ostatnio jednak bardzo polubiłem spontaniczne wyjścia na zasadzie "nie znam kapeli, ale może być fajnie, więc idę". Tak było w sumie z Editors, tak było i w przypadku The Vinyl Stitches.

The Vinyl Stitches - co to za kapela? Proszę wejść na ich myspace'a i się zapoznać. Powiem tylko tyle, że są z Londynu i że jest ich trójka. Ale zanim o Winylach, to parę słów o The Phantoms. Oczywiście wcześniej nie słuchałem ich muzyki, ani nie miałem okazji ich widzieć na żywo. Słyszałem jedynie pozytywne opinie znajomych. Muszę przyznać, że kapela wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wychwytywałem w muzyce The Phantoms od groma odniesień do psychodelicznego, rozimprowizowanego grania z lat 60. Podobają mi się takie klimaty. Na szczególną uwagę zasługiwała instrumentalna improwizacja (zatytułowana "The Phantoms") - Velvet Underground pełną gębą. Nie byłbym jednak sobą, gdyby coś mi się jednak nie podobało ;) Mianowicie: te utwory są za krótkie. Żyjemy w czasach, że albo gra się 3 minuty singlowego badziewia, albo odwala 20-minutowe kolosy, które tak naprawdę są czterema różnymi piosenkami na siłę tworzącymi Wielkie Coś, co zazwyczaj przekłada się na Wielkie Nic. Natomiast The Phantoms mają przeogromny potencjał, by zaszczycić słuchaczy parominutową improwizacją. Wtedy skakałbym ze szczęścia. Niestety (jak dla mnie) kiedy zaczynały się dziać fajne rzeczy, to utwór się kończył. A gdzie grać takie rzeczy, jak nie na koncertach? Mało który zespół potrafi zarejestrować ciekawe improwizacje na płytę (odrębną sprawą jest przecież jeszcze różnica w odbiorze pomiędzy CD a koncertem).

Po The Phantoms sceną zawładnęli The Vinyl Stitches. Na scenie trójka: Claude-claws na gitarze i wokalu, Vinn-sinister na basie i Sam-Bam na perkusji (Tak! Oni mają perkusistkę!). Od pierwszych dźwięków zostałem kupiony. To był rock'n'roll w najczystszej postaci, podlany sosem lat 60 i początku lat 70. Takiej bezpretensjonalności dawno nie widziałem. Utwory przepełnione energią, nogi same chcą skakać. Coś niesamowitego. Do tego dochodzi bardzo fajny kontakt z publicznością. Widać było, że zespół bardzo dobrze się czuje na scenie i ma autentyczną radość z grania. Nie przeszkodził nawet fakt, że Claude'owi wysiadła gitara. Na szczęście została pożyczona kolejna, od The Phantoms. Koncert trwał nadal. Wada? Jest jedna, bardzo istotna. Za krótko. Naprawdę rzadko można coś tak porywającego usłyszeć i człowiek chciałby więcej i więcej. No ale trzeba się zadowolić tym, co było.

To co? Widzimy się na kolejnym koncercie The Vinyl Stitches? Nie widzę sprzeciwu. I bardzo słusznie ;)

Na sam koniec trochę o samym Obiekcie Znalezionym. Miejsce to znajduje się dokładnie pod warszawską Zachętą i na dobrą sprawę jest to kompleks piwnic. Brzmi to może niezbyt ciekawie, ale z piwnicznym wystrojem tak naprawdę wiele wspólnego nie ma: miejsca jest sporo, sporo jest też zakamarków. Ogólnie całkiem przyjemnie, gdyby nie:
1. Fakt, że miejsce na koncerty się nie nadaje, bo....

2. ...panuje tam lansiarstwo.

Rock'n'rollowy koncert w miejscu, gdzie na ten koncert przychodzi może 10% wszystkich ludzi, nie jest dobrym rozwiązaniem. Co niektórzy wpadali na salę, gdzie odbywał się koncert, na zasadzie: "fazy nie czaję, ale przyjdę se poskakać, będzie cool". Niby to jakoś wybitnie nie przeszkadzało, ale pewien dyskomfort pozostał.

Jadłodajnio, wróć ;)

3 komentarze:

  1. obsrać lansiarstwo, ja na szczęście nie odwracałem się za często i nie obchodziło mnie co tam się dzieje. skądinąd potwierdzam - sporadycznie wchodzący w tłum chłopcy, żeby wywęszyć co się takiego wydarza, nie mówili przepraszam. kto jak kto, ale rachitycy powinni dbać o kulturę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe no dokładnie. Ale ze względu na brak Jadło chyba nie mamy wyjścia i musimy się przyzwyczaić. Zawsze lepszy Obiekt nić np Noł MErcy.

    OdpowiedzUsuń
  3. no to przegapiłam coś Dobrego. Następnym razem jak taki koncertowy spontan będzie to proszę mi dać znać - np. 2h wczesniej :D

    Karola

    OdpowiedzUsuń