poniedziałek, 4 stycznia 2010

Igły w oku wielbłąda

Ten wpis będzie poświęcony jednemu artyście. Właściwie powinno być „Artyście”. Z wielkiej litery. Jednocześnie czuję się trochę zakłopotany, że wszystko to, co chcę o nim i o jego twórczości powiedzieć, musi się zawrzeć w ramach jednej blogowej notki. Tak naprawdę zasługuje na książkę, ale tego podejmować się nie będę ;)

Brian Eno, bo o nim będzie mowa, to dla mnie artysta kompletny. Bóg, geniusz etc. Co ciekawe, nie jest to tylko moje zdanie. W Internecie można przeczytać niezliczone ilości komentarzy i opinii mówiących dokładnie to samo. Opinie te pochodzą także od uznanych ludzi kultury. Praktycznie zero krytyki. Czy słusznie? Oczywiście, że słusznie.
 

Z kim, albo czym kojarzy się najpierw Brian Eno? Nie ma na dobrą sprawę jednej odpowiedzi, bowiem działa z powodzeniem na wielu frontach. Spróbuję zatem jakoś usystematyzować jego pracę.
 

Brian Eno – muzyk.
 

Karierę zaczął w 1971 roku w Roxy Music. Tak właśnie – to ten zespół, który kojarzy nam się ze zblazowanym Brianem Ferry w nienagannym garniturze. Jednak na początku był to zespół w iście glam rockowym stylu. Stylu, do którego Eno dopasował się idealnie – makijaże, futra, boa z piór itp. Z Roxy nagrał dwie płyty, które zwykło się uważać za wielkie, bo właśnie on na nich gra. Bzdura. Wcale nie są to jakieś rewelacyjne dzieła. Można nawet powiedzieć, że są dość przeciętne. Wydaje się, że niezdecydowanie całej grupy oraz chęć Briana do eksperymentów sprawiły, że zdecydował się odejść i rozpocząć działania na własny kierunek.
 

Solowe działania Eno można podzielić na dwa nurty: dzieła „rockowe” i dzieła „elektroniczne”. Najbardziej kojarzony jest z elektroniką, ale zaczynał od płyt z piosenkami. I są to płyty rewelacyjne. Płyt elektronicznych nagrał zdecydowanie więcej i są one równie dobre.
 

Brian Eno – filozof
 

Iście filozoficzne podejście do sztuki, wraz z chęcią eksperymentowania, doprowadziły do tego, że Eno stał się ojcem ambientu. Nie każdy może wie, że to on wymyślił ten termin i w jednym z esejów napisał założenia tej muzyki. Oczywiście sam stworzył też od groma muzyki ambientowej, która uważana jest za klasycznego przedstawiciela gatunku i traktowana jest jak biblia (choć nagrania z elementami ambientu pojawiały się już 20-30 lat wcześniej). Poniekąd jest także twórcą tego, co po latach zyskało miano dark ambientu – dowód na to, jak często wyprzedzał epokę.
 

Warto także wspomnieć o frippertonics – jest to wymyślony przez Eno system tworzenia, nagrywania i odtwarzania dźwięku. W skrócie wygląda to tak: mamy dwa magnetofony. Na jednym się nagrywa dźwięk, taśma przechodzi do drugiego i w nim jest odtwarzana, potem wraca do pierwszego itd. Dało to możliwość zapętlania dźwięku i w czasie rzeczywistym dogrywania do tego nowych brzmień. Jak nazwa wskazuje, technikę tę Eno uskuteczniał razem z Robertem Frippem. Polecam posłuchać płyty „Evening Star”, sygnowanej jako Fripp/Eno. Ostatnie 20 minut tej płyty, to prawdopodobnie pierwszy w historii drone’owy utwór. Przypomnę tylko rok: 1975.

Jako filozof Eno stworzył także „studyjną pomoc” o nazwie Oblique Strategies. Co to jest? To po prostu stos karteczek, na których widnieją różnego rodzaju teksty, stwierdzenia, polecenia. Przykład: zapisz 10 pomysłów i wykorzystaj trzeci od końca. Te karteczki się losuje. Po co? Po to, by spróbować niekonwencjonalnego podejścia do tworzenia. Po to, by pójść w zupełnie nieznanym kierunku. Po to, by się nie ograniczać.
 

Pod TYM linkiem znajduje się elektroniczna wersja Oblique. Wystarczy kliknąć na którąś z edycji i wyskoczy randomowy tekst. Sami się przekonajcie, że ze stosowania tych prostych stwierdzeń może coś wyjść. Zwłaszcza, jak się przeżywa męki twórcze ;)

Brian Eno – producent.
 

Od samego początku Eno zafascynowany był manipulowaniem dźwiękiem. Studio traktował jako instrument, a nie narzędzie pracy. Dążył do tego, by to, co banalne i zwykłe, zabrzmiało niebanalnie i niezwykle. Jego wpływ na brzmienie był często tak wielki, że na niektórych płytach w creditsach wymieniony jest po prostu jako Eno, albo instrument na jakim gra to „enossifications”. Brian często zestawia ze sobą pozornie niepasujące elementy po to tylko, by uzyskać nową jakość. I to jest to, za co go niezwykle cenię. Czy ktoś mógł sobie wyobrazić, że zespół, który nagrywa „Psycho killer” parę lat później nagra jedną z najwybitniejszych płyt wszech czasów, czyli „Remain In Light”? To właśnie zasługa Eno – pokazał Talking Heads co to są polirytmy i kim jest Fela Kuti. Dalej poszło samo. Od 25 lat jest stałym współpracownikiem U2. Działał z Davidem Bowie (trylogia berlińska, potem płyta Outside). Płyt, na których Eno się udziela jest mnóstwo. Odsyłam do angielskiej wikipedii.

 

Z ciekawostek: stworzył także dźwięk słyszany podczas uruchamiania Windowsa 95.

Nie napisałem w tym tekście nic nowego. Nie napisałem recenzji żadnej z płyt. Mam nadzieję, że ktoś, kto to przeczyta, zainteresuje się twórczością Briana Eno i posłucha jego płyt. Nie dlatego, że to artysta niszowy. Dlatego, że tak naprawdę nie tak dużo osób zna jego twórczość. Większość kojarzy go tylko, z działalnością producencką, ewentualnie z elektroniką. A to artysta o wiele bardziej złożony, który praktycznie złej płyty nie nagrał. Wierzcie mi, że jak posłuchacie, to się nie zawiedziecie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz