wtorek, 16 lutego 2010

Peter Gabriel - "Scratch My Back"




Pamiętam wakacje 2002 roku, kiedy to jechałem z rodzinką na wakacje. W samochodzie leciała radiowa Trójka i akurat prowadzący (nie pamiętam kto) jarał się, że już wkrótce nowa płyta Petera Gabriela. Przyznam, że mego imiennika wtedy kompletnie nie znałem. Wiadomo - "Sledgehammer" i "Don't Give Up" zna każdy, ale nie o to przecież chodzi. Nie rozumiałem za bardzo o co chodzi z tym zamieszaniem. Dopiero kilka miesięcy później postanowiłem przysłuchać się twórczości PG. No i wpadłem. Od razu wiedziałem skąd się wzięło wspomniane wyżej zamieszanie - artysta nowymi płytami fanów nie rozpieszcza. Od ostatniego, pełnoprawnego solowego "Up" minęło już niemal 10 lat!. Nie dziwne więc, że jeśli się artystę lubi i szanuje, to oczekuje się nowych wydawnictw. Teraz to doskonale rozumiem.

Informacje o "Scratch My Back" pojawiały się od jakiegoś czasu. Muszę przyznać, że zamiast ekscytacji, każda z tych wiadomości wywoływała u mnie coraz to większe zdziwienie. Same covery? Orkiestrowa aranżacja? WTF? Powiedziałem sobie, że jednak uprzedzać się nie będę. Najpierw posłucham, potem ocenię. Zatem oceniam ;)

Peter Gabriel od początku swojej kariery lubił bawić się formą. Ma niezwykły dar łączenia popu z etnicznymi brzmieniami. Często doprawione jest to awangardowym brzmieniem. Faceta po prostu ubóstwiam, jednak za "Scratch My Back" ubóstwiać Petera nie mogę. Wbrew pozorom nie mam pretensji o te covery. I tak na plus należy zaliczyć to, że są to covery Radiohead, Arcade Fire, Talking Heads, a nie jakieś rzeczy oczywiste. Mam raczej zastrzeżenia do formy. Mówiąc wprost: płyta wypełniona w 100% orkiestrowymi brzmieniami mnie kompletnie nudzi. Całość jest jednostajna, przewidywalna i bez polotu. Może ktoś powiedzieć, że w końcu Gabriel już się nagrał w życiu, że nie musi odkrywać nowych muzycznych terytoriów... Zgoda, ale nudy to nie usprawiedliwia. I nie usprawiedliwia to 10 lat czekania na nowe wydawnictwo. Wystarczy spojrzeć na młodych, którzy teraz potrafią wydać nawet 2 porywające płyty w ciągu roku.

Nie chciałbym jednak do końca jechać po tym wydawnictwie, bo de facto nie jest ono aż takie złe. Moim zdaniem bardziej trafi do tych, którzy szukają takiej właśnie muzyki i niekoniecznie lubią (lub znają) Petera Gabriela. Spora grupa fanów może się jednak poczuć rozczarowana. I ja się do tej grupy zaliczam.

3 komentarze:

  1. a mnie się podoba. właśnie sobie słucham nowonabytego krążka ;-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Mnie też się podoba i to bardzo. Może dlatego żem też stary pienik...
    http://kolatka.blogspot.com/2010/02/muzyka-tak-osobista-jak-tatuaz.html

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Znakomite wydawnictwo, którym PG kolejny raz udowodnił, że przegania światową muzykę o kilka kroków. Zostanie zrozumiany dopiero po latach. Gdyby wszystkie płyty z coverami tak wyglądały... Świetny album!

    OdpowiedzUsuń na zawsze