niedziela, 14 marca 2010

Holly Miranda - The Magician's Private Library



Dla każdego fana muzyki największą chyba radością jest moment, kiedy włącza nową płytę i okazuje się, że jest to płyta bardzo dobra. Dla mnie jeszcze większą radością jest, kiedy jest to płyta kogoś, kogo kompletnie wcześniej nie znałem. W tym przypadku jest to nawet debiut.

Holly Miranda pochodzi z Brooklynu i wcześniej udzielała się w grupie Jealous Girlfriends. Album "The Magician's Private Library" to jej pierwsze solowe wydawnictwo. No i od razu pani Holly postanowiła uderzyć z wysokiego C.
Dźwięki na tej płycie najłatwiej opisać jako dream pop. Całość jest niezwykle eteryczna, zatopiona w pogłosach. Jednym słowem: przestrzeń. Takie stwierdzenia mogłyby wywołać skojarzenie, że muzyka jest nudna i nieciekawa. Nic bardziej mylnego! Ta płyta od pierwszych dźwięków wciąga swoim klimatem. Najlepiej sobie w tym momencie wyobrazić stan pomiędzy snem, a jawą - człowiek nie jest do końca obudzony, ale już za rogiem czai się rzeczywistość. Holly bardzo umiejętnie balansuje na tej właśnie granicy.

Na płycie jest 10 utworów i praktycznie każdy jest tak samo dobry. Nie ma tu tego, co jest w gruncie syndromem wielu ostatnio wydawanych płyt - parę utworów singlowych, reszta raczej średnia. Duża w tym zasługa Holly - sama napisała wszystkie utwory, no i oczywiście sama je zaśpiewała. Jej głos jest z jednej strony delikatny, a z drugiej strony mocny i wyrazisty. Słucha się go bardzo przyjemnie. Warto też wspomnieć, że Holly zagrała na tej płycie na gitarach, klawiszach, fortepianie...
Niewątpliwie ważną postacią na "The Magician's Private Library" jest David A. Sitek - mózg Tv On The Radio. Sitek odpowiedzialny był za produkcję oraz zagrał na dużej ilości instrumentów. Wykonał kawał świetnej roboty, bowiem tego typu płyty łatwo popsuć - często muzyka jest dominująca, a wokal jest tylko dodatkiem. Tu jednak całość jest niezwykle organiczna. Głos jest traktowany na równi z muzyką, w związku z tym każdy utwór to integralna całość.

Już teraz wiem, że solowy debiut Holly Mirandy znajdzie się w moim top 2010. Potrzeba takich płyt, które uciekają od gitarowego zgiełku i jednocześnie nie nudzą. Świetna rzecz.


Tu jeden z utworów Holly do posłuchania:




A sama Holly jest wielce przeurocza :)






0 komentarze:

Prześlij komentarz