Podobno podłogi i ściany oplecione były kilkoma kilometrami kabli. Podobno jeden jedyny aparat telefoniczny miał odłączony dzwonek – jak ktoś chciał zadzwonić, należało się wcześniej umówić na konkretny dzień i godzinę, o której ktoś po prostu podniesie słuchawkę. Podobno znajdowały się tam budowane na zamówienie syntezatory w cenie nowego Volkswagena. Podobno…
Wbrew pozorom niewiele wiadomo o jednej z najbardziej wpływowych, innowacyjnych i kultowych grup muzycznych w dziejach muzyki. Powyższe przypuszczenia dotyczą studia Kling Klang, czyli swoistego laboratorium Kraftwerk. Mało kto miał okazję tam być, a sami muzycy praktycznie nie udzielają wywiadów. Wiemy mało, ale zostaje muzyka.
W czym przejawia się innowacyjność Elektrowni? By odpowiedzieć na to pytanie najlepiej zrobić wycieczkę poprzez kolejne albumy. W jednym z nielicznych wywiadów Ralph Hüter powiedział, że muzyka przemawia sama przez siebie i dlatego oni nie muszą nic więcej tłumaczyć. Zatem zaufajmy muzyce, a fakty i tak będą.
Choć pierwszy album Kraftwerk pojawił się już w roku 1970, to jednak całe zamieszanie rozpoczęło się w 1974 roku. Wtedy to świat wjechał na Autostradę.
Autobahn (1974)
Można powiedzieć, że od tego album wszystko się zaczęło. Pojawiły się tu bowiem elementy, które zdefiniowały styl zespołu na lata. Po pierwsze: tematyka. Tematyką albumu (jak chyba łatwo się domyślić) jest jazda samochodem po autostradzie. Nie żadna wyczynowa, szaleńcza jazda – zwykła, monotonna podróż. Można sobie zadać pytanie: co jest ciekawego w nudnej jeździe autem? Dlaczego poświęcać temu niemal 40 minut muzyki, podczas gdy np. Pink Floyd na wydanej rok wcześniej Ciemnej Stronie poruszało niemal filozoficzne tematy życia, śmierci i miejsca człowieka w świecie? Ano właśnie. Dla Kraftwerk ważna jest idea. Co z tego, że jazda samochodem jest nudna. Ważne jest to, że w ogóle człowiek ma możliwość takiej jazdy, że może się przemieszczać z miejsca na miejsce. A poza tym czyż nie jest to ważna część naszego życia?
Gloryfikowanie idei stanie się znakiem rozpoznawczym zespołu, ale o tym będzie przy okazji kolejnych płyt. Następnym elementem, który zdefiniował styl, jest muzyka. Utwór tytułowy jest długi – trwa ponad 20 minut. Jest monotonny. Jest w pewnym sensie naiwny (wystarczy posłuchać wokalu – liryki i melodia są niezwykle proste). Ale taka jest właśnie jazda samochodem po autostradzie. Jeżeli ktoś z czytelników nie miał okazji wysłuchać Autob ahn w całości, to proszę się nie bać. Nudzić się nie będziecie. Prędzej będziecie nucić „Wir fahr'n fahr'n fahr'n auf der Autobahn”. Pozostałe utwory na płycie kontynuują wątek jazdy, ale tym razem upływają godziny i zastaje nas noc. Skoro słońce nie świeci, ruch mniejszy, to i muzyka inna – bardziej wyciszona, płynąca. Całość kończy się powtórzeniem tematu tytułowego – beztroski dźwięk fletu oznajmia, że nastał zupełnie nowy dzień, a my nadal jedziemy.
Właśnie. Na „Autobahn” oprócz różnego rodzaju elektronicznych instrumentów pojawiają się także instrumenty klasyczne, takie jak gitara, flet. Ten stan rzeczy jednak nie ma już miejsca na kolejnym albumie, którym jest…
Radio-Activity (1975)
To pierwszy album Kraftwerk nagrany tylko i wyłącznie przy pomocy elektronicznych urządzeń, zatem w pewnym sensie jest przełomowy. Jest to także album, którego spora część fanów nie ceni jakoś wybitnie. Przyczyną tego jest to, że Radio-Activity jest pełna blipania, plumkania i zwartych utworów w zasadzie tu nie ma. Płyta ma bardziej charakter impresji i słuchowiska na tematy radioaktywności oraz radia. Nie oznacza to wcale tego, że jest to płyta zła. Wypada raczej powiedzieć, że jest ona bardziej przestrzenna, bardziej ambientowa i może mniej konkretna od poprzedniej. Ma jednakże kapitalny klimat. Pierwsze chwile utworu tytułowego to dla mnie jedne z najlepszych sekund w historii muzyki elektronicznej: narastający dźwięk syntezatora, pulsujący rytm i melodia składająca się z dosłownie kilku dźwięków. Warto wspomnieć też o niesamowicie transowej „Antennie”.
Były samochody na autostradzie, więc teraz czas na…..
Trans Europe Express (1977)
…pociąg. Pociąg jako symbol Europy bez granic. Ta płyta to przede wszystkim utwór tytułowy. Oparty na syntezatorowym rytmie udającym stukot kół jest chyba najdoskonalszą ilustracją muzyczną jazdy pociągiem. Kraftwerk zabiera nas w podróż z Paryża do Dusseldorfu, a po drodze jeszcze spotkanie z Iggym Popem i Davidem Bowie’m (nota bene takie spotkanie muzycy Kraftwerk odbyli naprawdę). Co oprócz utworu tytułowego? Kapitalne i w pewnym sensie przebojowe „Showroom Dummies” o sklepowych manekinach. Zmuszające do zadumy i posępne „The Hall of Mirrors”. No i „Europe Endless” – pochwała Europy bez granic, pełnej hoteli, promenad i szczęśliwości.
Muzycznie płyta oparta jest mocno o rytm. Melodie nadal proste i nadal wyraziste. Do perfekcji zostało to doprowadzone na….
….The Man-Machine (1978).
Mamy kolejną ideę: ludzie-maszyny, ludzie-roboty, technologia. „We are the robots” śpiewa przekształcony elektronicznie głos w otwierających płytę „The Robots”. Kosmiczne laboratorium, metropolis, neony…o tym jest ta płyta. Muzycznie są tu właściwie same hity. Wspomniane „The Robots” czy też „Neon Lights” są żelaznymi punktami koncertów. Poza tym mają niesamowicie wpadające w ucho melodie. Na płycie jest też niezaprzeczalnie największy przebój Kraftwerk, czyli „The Model”. Czy jest ktoś, kto tego nie zna? Wątpię. Jako ciekawostkę warto napisać, że „The Model” stał się przebojem dopiero 4 lata od momentu wydania. Skąd ta zwłoka? Nie wynika ona z tego, że o Kraftwerk nikt nie słyszał. 4 lata potrzebował świat aby docenić innowacyjność tego utworu. Tak, to jest wytłumaczenie.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o stronie wizerunkowej. Na tej płycie muzycy zostali przedstawieni w duchu prac Lissitzky’ego – czerwone koszule, czarne krawaty, przylizane fryzury. Stanie się to ich znakiem rozpoznawczym aż do tej pory.
Computer World (1981)
Przez wielu uważana za najlepszą płytę Kraftwerk. Temat przewodni to: (niespodzianka) komputery. Melodie stały się znowu bardziej zwarte i popowe. Wszystko świetnie płynie i jest przebojowe. Nie wiem, co mogę jeszcze napisać – płyta jest świetna i poświęcenie 34 minut na jej przesłuchanie nie będzie na pewno czasem straconym.
Na kolejną płytę trzeba było czekać aż 5 lat. W międzyczasie Ralf Hutter miał wypadek na rowerze i spędził bardzo dużo czasu w szpitalu. Aż w końcu w 1986 roku ukazał się album zatytułowany
Electric Cafe/Techno Pop (1986)
Jest to pierwszy album Kraftwerk bez żadnej myśli przewodniej. Jest raczej zgodna opinia wśród fanów, że to najgorszy album w dorobku zespołu. Moim zdaniem słucha się tego albumu dobrze. Nie ma tam żadnych rewelacji, melodie może nie zachwycają, zniknął gdzieś element innowacyjności, niemniej płyta jest w porządku
W 1991 zespół wydał album „The Mix” – swoiste greatest hits, na którym dobrze znane utwory pojawiły się w zupełnie nowych aranżacjach. Całość zyskała wyraźnie taneczny posmak, co oczywiście niektórym się może kompletnie nie podobać. Nie polecam tej płyty na początek.
Ostatni studyjny album Kraftwerk to rok 2003. Był samochód, był pociąg, więc teraz czas na….
Tour de France (2003)
….rower. A konkretnie czas na słynny francuski wyścig. Tym albumem zespół powrócił do dźwiękowych opowieściach o idei – tym razem chodzi o kolarstwo. Kraftwerk muzycznie oddał monotonię i wysiłek podczas brania udziału w wyścigu. Ponadto swoje miejsce znalazły witaminy, EKG, aerodynamika… Pojęcie jest znowu punktem wyjścia dla muzyki. Płyta brzmi nowocześnie, analogowe brzmienia zostały zastąpione cyfrowymi. Jednak cały czas wiemy, że jest to Kraftwerk – charakterystyczne melodie, frazowanie i wokal pozostały bez zmian.
Kraftwerk wyruszył w trasę promując swój ostatni album. Powstał dzięki temu album koncertowy „Minimum-Maximum” (2005), na którym znalazły się wykonania z całego świata – w tym 3 z Warszawy. Oprócz wersji audio jest także wersja dvd.
Kraftwerk jest jednym z najbardziej innowacyjnych zespołów na świecie. Swoją muzyką zainspirował takie gatunki muzyczne jak techno, house, minimal, hip hop, rap, dance. Pomimo istnienia innych ważnych grup muzycznych i wykonawców, tworzących muzykę elektroniczną (Vangelis, Jean Michelle Jarre, Tangerine Dream, Klaus Schulze), Kraftwerk pozostał zespołem wiernym minimalizmowi. Specyficzna atmosfera tych nagrań, hasła zamiast właściwych słów, przenikanie elementu ludzkiego i techniki – za to są wielbieni do tej pory. Gorąco zachęcam do tego, by zapoznać się z twórczością Elektrowni. Warto chociażby dla aspektu czysto historycznego.
Pod koniec 2009 roku na rynku ukazały się zremasterowane wydania opisanych wyżej albumów. Jest to idealna okazja do tego, by zaopatrzyć się w te płyty. Nigdy nie brzmiały one tak dobrze i nie wyglądały tak dobrze – postanowione bowiem uzupełnić je także o nowe elementy graficzne.
I uwaga na koniec. Albumy Kraftwerk dostępne są w dwóch wersjach językowych: angielskiej i niemieckiej. Wszystkie wymienione przeze mnie tytuły są oparte o wersje angielskie.







przebrnąłem. klarowna lektura, jak tee na torach ;) zaintrygowany koncepcją idei miałem sen, o którym chyba mówiłem już, ale nie zmienia to faktu, że nurtuje mnie on ciągle: jak oddać ideę tańca na koncercie elektrowni? gdybyś akapit o tym mógł dodać byłbym wdzięczny.
OdpowiedzUsuń na zawszeJak mi miło, że ktoś pisze o Kraftwerk :) Mam prawie całą ich dyskografię (poza „Kraftwerk 2”), byłam na ich koncercie w 2008 roku. Nie mogę się doczekać nowego albumu :)
OdpowiedzUsuń na zawsze