Każdy ma pewnie swoją własną opinię, ja natomiast postanowiłem wyróżnić te reedycje, które moim zdaniem zasługują na uwagę i z którymi naprawde warto się zapoznać. Oto i one:
Nine Inch Nails - Pretty Hate Machine
Debiut NIN znacznie różni się muzycznie od dalszych dokonań Trenta. To muzyka dość silnie inspirowana elektronicznymi brzmieniami lat 80, chociażby Depeche Mode (choć jest dużo bardziej ostrzej i mroczniej). Dotychczasowe wydania tego albumu charakteryzowały się dość płaskim i mało dynamicznym brzmieniem. Remaster w zasadzie nie pozostawia nic do życzenia. No ale w końcu sam Reznor nad tym czuwał, więc musi być dobrze. Wszystkie utwory są głośniejsze, syntezatory i automaty perkusyjne dostały należytego kopa, a dźwięk jest ostry jak stal. Całość zapakowana jest w gustowny digipack z przezroczystą obwolutą. Co ciekawe, nadworny grafik NIN Rob Sheridan przygotował zupełnie nowy artwork (spowodowane było tym, że nigdzie nie zachował się oryginał graficznego projektu). Żeby móc zaprezentować okładkę w pełnej okazałości, digipack rozkłada się dość nietypowo w kształt litery L. Bardzo to ładne i bardzo ładnie brzmi. Chyba nie muszę mówić, że warto?
John Lennon - Gimme Some Truth/katalog
W 2010 roku miały miejsce dwie okrągłe rocznice - urodzin i śmierci Johna Lennona. Z tej okazji, pod nadzorem Yoko Ono, wydano na nowo i zremasterowano cały studyjny katalog ex-Beatlesa. Nie będę opisywał tu żadnego studyjnego wydawnictwa. Skupię się za to na składance Gimme Some Truth. Dlaczego akurat składanka, skoro uważam składanki za zło wcielone? Ano dlatego, że ten czteropłytowy zestaw zawiera naprawdę wszystko to, co w twórczości Lennona najlepsze. Może się narażę, ale Lennonowi zdarzało się nie raz popełnić utwory słabe i nieciekawe. W przypadku Gimme Some Truth zostały zebrane naprawdę utwory dobre, bardzo dobre i wybitne. Warto wspomnieć, że są tu w całości dwa najlepsze albumy John Lennon/Ono Plastic Band i Imagine, wszystkie utwory singlowe i wybór z każdej solowej płyty. Dodatkowo każda z płyt ma dobrane utwory według specyficznego klucza. Dostajemy zatem niejako cztery różne portrety artysty. A sam dźwięk? Podoba mi się to, że remastering poszedł w kierunku przywrócenia brzmienia i dynamiki winyla. Mamy zatem do czynienia z bardzo ciepłym i pełnym brzmieniem. Reasumując: jeśli kogoś interesuje konkretny album, to może wreszcie wszystko bez problemu kupić. Jeżeli ktoś chce mieć to, co w Lennonie najlepsze i najciekawsze - niech wybierze polecaną przeze mnie składankę (zwłaszcza, że pięknie wydana i w bardzo przystępnej cenie).
Paul McCartney - Band on the Run
Chyba najlepsze solowe dokonanie McCartneya również doczekało się reedycji. Oprócz standardowego jednopłytowego wydawnictwa i mega wypasionego boxu, polecam wersję 2CD+DVD. Na dodatkowym CD znajdziemy utwory z singli i wykonania na żywo, a na dvd nigdy niewyemitowany dokument, w którym McCartney daje koncert w londyńskich studiach Abbey Road (nagranie oczywiście z czasów wydania płyty). Plus jeszcze parę ciekawostek. Płyta wydana w gustownym digipacku z bardzo ciekawym esejem. A że nad remasteringiem czuwała ekipa odpowiedzialna za ostatnie remastery katalogu The Beatles, to należy powieedzieć: wstyd nie znać i nie posłuchać.
.
David Bowie - Station to Station
Ta płyta to Bowie przejściowy. Niby jeszcze soul i disco, ale też już eksperymenty i droga do berlińskiej trylogii. Reedycja na 3CD to rzecz obowiązkowa dla fanów. Pierwsza płyta to klasyczny już album. Bardzo wielki plus dla dźwiękowców za ten remaster. Tu również postawiono na głębie i ciepło winylowego brzmienia, przez co nigdy chyba nie słuchało się z kompaktu tej płyty tak dobrze. Na dwóch pozostałych krążkach znajduje się mocno bootlegowany koncert z Nassau Colloseum z 1976 roku. I jest to chyba najlepszy portret koncertowego Bowiego z lat 70. Niektóre wykonania wręcz porażają feelingiem, mocą. No i oczywiście mega mega profesjonalizmem. Reedycja zapakowana jest w gustowny box, a na dokładkę dołączona jest gruba książeczka z długim esejem na temat powstawania Station to Station oraz pocztówki ze zdjęciami Bowiego z okresu Chudego Białego Księcia.




0 komentarze:
Prześlij komentarz