1. Blogger ma jednak ograniczoną długość postów
2. Człowiek czasami zawodną pamięć ma i nie ogarnia
Zatem poniżej to, co się nie zmieściło w poprzednim poście. Również to, o czym w poprzednim poście zapomniałem. I to, co mi przyszło do głowy dopiero teraz. Na początek suplement płytowy
Grabek - 8
Na to czekałem. Płyta wydaje się być bardziej poukładana, dopracowana i przemyślana. Z ambientem, z którym Wojtek Grabek przynajmniej w części jest kojarzony, ta muzyka ma już niewiele wspólnego. I dobrze - przesunięcie akcentu na beat i elektronikę (nawet trochę kosztem skrzypiec) wyszło tym utworom na dobre. Szczerze polecam, a już wkrótce pełna recenzja na blogu. Proszę trzymać rękę na pulsie ;)
Blindead - Affliction XXIX II MXMVI
Rzutem na taśmę, bo tę płytę usłyszałem już w nowym, 2011 roku. Ale musi się pojawić w zestawieniu - moim zdaniem jest to jedna z najlepszych polskich płyt ostatnich lat. Panom z Blindead udało się połączyć ciężar i lekkość, przestrzeń z muzyczną duchotą. Naprawdę świetnie zagrana i zaśpiewana muzyka. I dobrze napisana. W pięknym digibooku nawet znajduje się krótkie opowiadanie, będące rozwinięciem treści płyty.
The Dillinger Escape Plan - Option Paralysis
Panowie z DEP są w formie. Nowy perkusista wymiata, a Greg Pucciato jak zwykle daje wszystko z siebie. Muzycznie niby tak samo, ale chyba więcej łagodniejszych fragmentów i łagodniejszego śpiewu. No i nawet Mike Garson (mistrz) dołożył swoje fortepianowe grosze, dzięki czemu w jednym utworze zrobiło się lekko jazzowo i bardzo fajnie. Polecam przynajmniej raz wziąć w łapki digipack edycji limitowanej, bo to istne puzzle ;)
No i to tyle, jeśli chodzi o płyty z 2010 roku. Jeżeli coś mi się za jakiś czas przypomni, albo poznam coś, czego w zeszłym roku z różnych przyczyn nie słyszałem, to wzmianka na blogu w takiej, czy innej formie będzie. Ale musi to być naprawdę coś dobrego ;)
Oczywiście proszę nie zapominać o płytach, których recenzje pojawiły się już na blogu w ciągu roku 2010 - to naprawdę dobre płyty!
***
Jak wiadomo, rok w muzyce to też koncerty. Nie przypominam sobie koncertu, który jakoś szczególnie by mnie rozczarował. Niestety mam też problem z wybraniem koncertu najlepszego - na szczęście nie z powodu deficytu dobrych koncertów ;) Właściwie do 10 grudnia wszystko było jasne i nazywało się Flaming Lips. Nie da się opisywać wrażeń z tego koncertu - to trzeba po prostu przeżyć i nie zadowalać się żadnym jutubem. 10 grudnia w Warszawie zagrali Swans (po kilkunastoletniej przerwie w działalności) i zniszczyli totalnie. A 18 grudnia (i również w Warszawie) zagrał Ulver, Fennesz, Blindead i Proghma-C. I ten koncert też zniszczył.
Generalnie sporo koncertów udało mi się zobaczyć w tym roku i niestety trochę się to wszystko zlewa. W porównaniu z wydarzeniami opisanymi wcześniej, były to koncerty o znacznie znacznie znacznie mniejszej sile rażenia. Co nie znaczy, że złe - po prostu dobre, bardzo dobre, ale jedne z wielu.
Muszę też wspomnieć o świetnym OFF Festivalu (dzięki któremu miałem okazję poznać i doznać Archie Bronson Outfit) - wystarczyłoby Flaming Lips, ale działo się też wiele innych fajnych rzeczy. Oby tak dalej i oby została Dolina Trzech Stawów, bo to bardzo sympatyczne miejsce.
***
No i to tyle. Czas już zamknąć 2010 rok i czekać na to, co ciekawego się wydarzy w 2011. Sobie życzę znacznie znacznie częstszych wpisów, a wszystkim życzę dobrych dźwięków - tych z płyt i tych na żywo.



Och, jak dobrze, że jesteś, wiem teraz, co muszę nadrobić w muzyce : To byłam ja. JJ
OdpowiedzUsuń