<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358</id><updated>2011-10-06T09:10:45.447-07:00</updated><category term='felieton'/><category term='rankingi'/><category term='słowotok bez treści'/><category term='recenzje'/><category term='Relacje'/><category term='Uwagi'/><category term='nie ogarniam'/><category term='różne'/><category term='ogłoszenia parafialne'/><title type='text'>...Shine on...</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>46</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-8471425055601780234</id><published>2011-05-26T11:39:00.000-07:00</published><updated>2011-05-26T11:39:23.532-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>666...</title><content type='html'>...and counting.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle się tego uzbierało przez około 16 lat. Co ciekawe mogę tylko przypisać numerycznie trzy płyty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Płyta numer jeden - Electric Light Orchestra "Greatest Hits vol. 2". Pierwsza płyta, którą kupiłem w życiu świadomie z uzbieranych pieniędzy. Tak prawdę mówiąc, to nie pamiętam skąd te pieniądze się wzięły, bo w 1995 kompakty były drogie. W każdym razie słucham do dziś. Nie tylko z sentymentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Płyta numer 500 - tu akurat (dzięki RYM) zakup był kontrolowany ;) A Place To Bury Strangers "Exploding Head" na koncercie w Powiększeniu w maju 2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Płyta numer 666 - dziś. Austra "Feel it Break"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny wpis tego typu przy okazji kolejnej szczególnej liczby. Ale nie wiem jakiej ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakaś tam część 666:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-w_10H5F0f9E/Td6bV4GmmhI/AAAAAAAAA5w/mP_ew9L79z0/s720/DSC09808.JPG"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-w_10H5F0f9E/Td6bV4GmmhI/AAAAAAAAA5w/mP_ew9L79z0/s320/DSC09808.JPG" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;I&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;A tu druga część 666:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-o01lQbRV3FI/Td6bh8qtt9I/AAAAAAAAA50/MlSl1bpEpBs/DSC09806.JPG"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-o01lQbRV3FI/Td6bh8qtt9I/AAAAAAAAA50/MlSl1bpEpBs/s320/DSC09806.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy chcieli zobaczyć ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-8471425055601780234?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/8471425055601780234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/05/666.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8471425055601780234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8471425055601780234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/05/666.html' title='666...'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-w_10H5F0f9E/Td6bV4GmmhI/AAAAAAAAA5w/mP_ew9L79z0/s72-c/DSC09808.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-4076951744666051631</id><published>2011-05-09T13:22:00.000-07:00</published><updated>2011-05-09T13:22:21.891-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>Kiedy człowiek długo nie pisze nic na blogu...</title><content type='html'>...to nawet jak już chce napisać, to nie wie o czym. Sam myślałem, żeby zacząć od jakiejś recenzji (albo i dwóch - jak szaleć, to szaleć), ale mi przeszło. Zatem poniższa notka będzie zbiorem luźnych komentarzy i opinii. Może to potem będzie rozwinięte, ale póki co trzeba się cieszyć tym, co jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Spojrzałem na swoje podsumowanie (plus suplement) roku 2010 i znowu przypałętała się do mnie Myśl. Myśl ta właściwie uczepiła się mnie jakiś rok wcześniej. I nie chce puścić. Proszę państwa, oto Myśl:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory nie udało mi się posłuchać płyty, która od "Embryonic" Flaming Lips jest:&lt;br /&gt;- lepsza&lt;br /&gt;- nowsza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oznacza to, że od czasów "Embryonic" nie pojawiło się nic fenomenalnego, czy też wartego uwagi. Pojawiło się sporo. Ale nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia. Nawet dziś, podczas urokliwego spaceru w towarzystwie spalin ulicy Puławskiej, słuchałem sobie Flaming Lips i kurcze... Powala mnie to tak samo, jak za pierwszym razem, za drugim, piątym, dziesiątym...I pewnie będzie powalać nadal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Jakby ktoś po przeczytaniu powyższej refleksji chciałby mi polecać rzeczy fenomenalne i (rzekomo) lepsze od flamingów, to ja grzecznie podziękuję. Bo ja lubię po swojemu, lubię się nie spieszyć i lubię, jak coś się najpierw w głowie poukłada. Beatlesi czekali 24 lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.2. Nie Kanye, ty też nie jesteś tak fenomenalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Pierwszą płytą wydaną w 2011 roku, którą kupiłem, jest "21" Adele. Tak przynajmniej twierdzi nieoceniony Rate Your Music. I pewnie gromy się posypią...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. ...No bo komercja, radio friendly, sentymentalne, ugrzecznione, top Empiku i nie ma dubstepu. Ale co poradzę, że ta pani ma kawał głosu i te utwory mnie po prostu ruszają?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. A PJ Harvey zatrzęsła Anglią. Przyznam się bez bicia: nigdy nie byłem jej fanem, nigdy nie rozumiałem jej fenomenu. I pewnie nadal bym nie rozumiał, gdyby nie "Let England Shake". Płyta podeszła mi totalnie - świetnie napisana, zagrana i zaśpiewana (naturalne brzmienia, pogłosy i stare kościoły jako studia nagraniowe - jestem na tak). Raczej murowana pierwsza dziesiątka top 2011. Chociaż chciałbym, żeby z niej wypadła, bo to by oznaczało, że się dzieje (patrzy z nadzieją i wyczekiwaniem na pkt. 1)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. A w ogóle to taki mały pojedynek jest. Bo z jednej strony mamy Jamesa Blake'a z jego szkicami, głosem i ascetyczną elektroniką (plus "Wilhelm's Scream" w reklamie jakiegoś serialu na tefałenie, ale to było 2 miesiące temu&amp;nbsp; i widziałem raz [reklamę, nie serial]. I pewnie już i tak nie ma). A z drugiej strony Jamie Woon - w sumie podobnie, ale żwawiej, bardziej piosenki i r'n'b. No i, skubaniec, ma Buriala w 3 utworach na płycie. W sumie nie wiem, który podoba mi się bardziej. Generalnie obaj są w formie i ja trzymam kciuki oraz czekam na więcej. Kiedyś tam. I nawet może lepiej będzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Skoro było wcześniej o kupowaniu płyt... Stałem się przesadnie komercyjny, bo większość tego, co mnie interesuje, mogę dostać normalnie w polskich sklepach bez konieczności zamawiania w internecie. Tylko dlaczego, na litość boską, sklepy zalewają w ilościach hurtowych płyty w wersji "Zagraniczna płyta-polska cena" i dlaczego tak ciężko dostać normalne wydanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagraniczna płyta - chujowe wydanie. Tak powinna się ta akcja nazywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Koncert Rogera Watersa, podczas którego odegrał (właściwie to wystawił) całe "The Wall",&amp;nbsp; to był mój koncert życia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Dzień później był był koncert Belle&amp;amp;Sebastian, który dla wielu wczesnogimnazjalnych hipsterów był zapewne koncertem życia. I zupełnie poważnie powiem, że koncert był naprawdę bardzo fajny i kto nie był, niech jednak żałuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Ale nie tak bardzo, jak Rogera Watersa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Potem było jeszcze parę fajnych koncertów. Parę fajnych dopiero nie będzie. A jednego nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Dziś chyba rozdają Fryderyki. Nie wiem, kto jest nominowany, nie wiem kto wygra. A przepraszam, wiem. Fryderyka w kategorii "Jestem polskim artystą, który od lat nie nagrał dobrej płyty, jedzie na legendzie i się non stop ośmiesza, bo nie umie zrobić swojej własnej strony i obsługiwać fan page'a na FB" dostaje Kazik. Synowa już ogarnia FB, by móc zbierać pochwały i gratulacje, a reklamy Google'a zacierają bitowe łapki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. A dla uspokojenia polecam posłuchać Swarms. Za niecałe 30 zł (wraz z przesyłką z USA) można nabyć płytkę. Można też posłuchać online. Gdzie? A &lt;a href="http://lodubs.bandcamp.com/album/swarms-old-raves-end"&gt;TU&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Mówią, że trzynastka pechowa. Nie wiem, nie sprawdzałem. Ale z różnych powodów to koniec tej notki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-4076951744666051631?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/4076951744666051631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/05/kiedy-czowiek-dugo-nie-pisze-nic-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4076951744666051631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4076951744666051631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/05/kiedy-czowiek-dugo-nie-pisze-nic-na.html' title='Kiedy człowiek długo nie pisze nic na blogu...'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5272272728618127614</id><published>2011-01-14T11:27:00.000-08:00</published><updated>2011-01-14T11:27:24.401-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rankingi'/><title type='text'>Podsumowanie 2010 - suplement</title><content type='html'>Okazuje się, że:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Blogger ma jednak ograniczoną długość postów&lt;br /&gt;2. Człowiek czasami zawodną pamięć ma i nie ogarnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem poniżej to, co się nie zmieściło w poprzednim poście. Również to, o czym w poprzednim poście zapomniałem. I to, co mi przyszło do głowy dopiero teraz. Na początek suplement płytowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCdrWrJqYI/AAAAAAAAA5I/e8gNHn3Kl08/s1600/GRABEK_cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="290" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCdrWrJqYI/AAAAAAAAA5I/e8gNHn3Kl08/s320/GRABEK_cover.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Grabek - 8&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na to czekałem. Płyta wydaje się być bardziej poukładana, dopracowana i przemyślana. Z ambientem, z którym Wojtek Grabek przynajmniej w części jest kojarzony, ta muzyka ma już niewiele wspólnego. I dobrze - przesunięcie akcentu na beat i elektronikę (nawet trochę kosztem skrzypiec) wyszło tym utworom na dobre. Szczerze polecam, a już wkrótce pełna recenzja na blogu. Proszę trzymać rękę na pulsie ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCeisC5UXI/AAAAAAAAA5M/_TihuTRVwf0/s1600/32563.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCeisC5UXI/AAAAAAAAA5M/_TihuTRVwf0/s1600/32563.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Blindead - Affliction XXIX II MXMVI&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Rzutem na taśmę, bo tę płytę usłyszałem już w nowym, 2011 roku. Ale musi się pojawić w zestawieniu - moim zdaniem jest to jedna z najlepszych polskich płyt ostatnich lat. Panom z Blindead udało się połączyć ciężar i lekkość, przestrzeń z muzyczną duchotą. Naprawdę świetnie zagrana i zaśpiewana muzyka. I dobrze napisana. W pięknym digibooku nawet znajduje się krótkie opowiadanie, będące rozwinięciem treści płyty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCgTOoMrZI/AAAAAAAAA5Q/xT-a1ExvFRM/s1600/DillingerEscapePlan_-_OptionParalysis-300x300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCgTOoMrZI/AAAAAAAAA5Q/xT-a1ExvFRM/s1600/DillingerEscapePlan_-_OptionParalysis-300x300.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;The Dillinger Escape Plan - Option Paralysis&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Panowie z DEP są w formie. Nowy perkusista wymiata, a Greg Pucciato jak zwykle daje wszystko z siebie. Muzycznie niby tak samo, ale chyba więcej łagodniejszych fragmentów i łagodniejszego śpiewu. No i nawet Mike Garson (mistrz) dołożył swoje fortepianowe grosze, dzięki czemu w jednym utworze zrobiło się lekko jazzowo i bardzo fajnie. Polecam przynajmniej raz wziąć w łapki digipack edycji limitowanej, bo to istne puzzle ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i to tyle, jeśli chodzi o płyty z 2010 roku. Jeżeli coś mi się za jakiś czas przypomni, albo poznam coś, czego w zeszłym roku z różnych przyczyn nie słyszałem, to wzmianka na blogu w takiej, czy innej formie będzie. Ale musi to być naprawdę coś dobrego ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Oczywiście proszę nie zapominać o płytach, których recenzje pojawiły się już na blogu w ciągu roku 2010 - to naprawdę dobre płyty!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jak wiadomo, rok w muzyce to też koncerty. Nie przypominam sobie koncertu, który jakoś szczególnie by mnie rozczarował. Niestety mam też problem z wybraniem koncertu najlepszego - na szczęście nie z powodu deficytu dobrych koncertów ;) Właściwie do 10 grudnia wszystko było jasne i nazywało się Flaming Lips. Nie da się opisywać wrażeń z tego koncertu - to trzeba po prostu przeżyć i nie zadowalać się żadnym jutubem. 10 grudnia w Warszawie zagrali Swans (po kilkunastoletniej przerwie w działalności) i zniszczyli totalnie. A 18 grudnia (i również w Warszawie) zagrał Ulver, Fennesz, Blindead i Proghma-C. I ten koncert też zniszczył.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Generalnie sporo koncertów udało mi się zobaczyć w tym roku i niestety trochę się to wszystko zlewa. W porównaniu z wydarzeniami opisanymi wcześniej, były to koncerty o znacznie znacznie znacznie mniejszej sile rażenia. Co nie znaczy, że złe - po prostu dobre, bardzo dobre, ale jedne z wielu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Muszę też wspomnieć o świetnym OFF Festivalu (dzięki któremu miałem okazję poznać i doznać Archie Bronson Outfit) - wystarczyłoby Flaming Lips, ale działo się też wiele innych fajnych rzeczy. Oby tak dalej i oby została Dolina Trzech Stawów, bo to bardzo sympatyczne miejsce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i to tyle. Czas już zamknąć 2010 rok i czekać na to, co ciekawego się wydarzy w 2011. Sobie życzę znacznie znacznie częstszych wpisów, a wszystkim życzę dobrych dźwięków - tych z płyt i tych na żywo.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5272272728618127614?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5272272728618127614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-2010-suplement.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5272272728618127614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5272272728618127614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-2010-suplement.html' title='Podsumowanie 2010 - suplement'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TTCdrWrJqYI/AAAAAAAAA5I/e8gNHn3Kl08/s72-c/GRABEK_cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1831424231588968254</id><published>2011-01-04T12:43:00.000-08:00</published><updated>2011-01-04T12:53:11.777-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rankingi'/><title type='text'>Podsumowanie roku 2010</title><content type='html'>Zawsze podziwiałem wszystkich tych, którzy umieją stworzyć ranking płyt. Ja niestety tego nie potrafię. W każdym roku ukazuje się mnóstwo nowych wydawnictw w bardzo wielu gatunkach. Nie jestem w stanie tego wszystkiego zestawić ze sobą, porównać. Dlatego też poniżej znajdują się krótkie opisy płyt, których miałem okazję posłuchać i które uważam za warte odnotowania. Kolejność wyszła przypadkiem alfabetyczna (ale od końca) - to pewnie dla zachowania pozorów rankingu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDDiQw0lbI/AAAAAAAAA2Q/sU2IRNGObJg/s1600/plyta-yeasayer-odd-blood.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDDiQw0lbI/AAAAAAAAA2Q/sU2IRNGObJg/s1600/plyta-yeasayer-odd-blood.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Yeasayer - Odd Blood&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Drugi album brooklyńskiego zespołu ucieka trochę od brzmień etnicznych oraz Beach Boysów w buszu i kieruje się w stronę popu. Struktura utworów została uporządkowana, pojawiły się wyraziste refreny no i się zrobiło przebojowo. Potwierdziły to koncerty - aż dwa w tym roku w naszym pięknym kraju. No i co mogę powiedzieć? Jak następnym razem Yeasayer będzie w Polsce, to trzeba iść. A póki co słuchamy Odd Blood.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDD2MzmqdI/AAAAAAAAA2U/ERgjuxZrMT0/s1600/7055233418These_New_Puritans_Hidden_2010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDD2MzmqdI/AAAAAAAAA2U/ERgjuxZrMT0/s1600/7055233418These_New_Puritans_Hidden_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;These New Puritans - Hidden&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Oj zrobiła na mnie wrażenie ta płyta. I doprawdy ciężko coś pisać, bowiem muzyka jest niezwykła. Nie jest to rock, nie jest to muzyka etniczna... Czym zatem jest? Dziwną mieszanką wyrazistej sekcji rytmicznej (a właściwie perkusyjnej), akustycznych orientalnych instrumentów, dzięcięcych chórów...Ufff. Jedno z największych zaskoczeń tego roku i jedna z najlepszych płyt ostatnich kilkudziesięciu miesięcy. Koniecznie trzeba posłuchać. Przynajmniej raz. Może OFF w przyszłym roku?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDENBmEOeI/AAAAAAAAA2Y/SifVnCgTy7U/s1600/Swans-My-Father-Will-Guide-Me-Up-A-Rope-To-The-Sky.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDENBmEOeI/AAAAAAAAA2Y/SifVnCgTy7U/s1600/Swans-My-Father-Will-Guide-Me-Up-A-Rope-To-The-Sky.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Swans - My Father Will Guide Me Up a Rope to the Sky&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Powrócili. Zagrali koncert w Warszawie. I zamietli. I wydali też płytę. Niby nie kopie jak chociażby "The Great Annihilator", ale wciąż jest moc. Jak trzeba - łomot. Jak trzeba - łagodnie i melodyjnie. Dla fanów Swans jazda obowiązkowa (aczkolwiek nie jest to zapewne najlepsza Łabędzia płyta), dla reszty - polecam przynajmniej się zapoznać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDEpNrr4dI/AAAAAAAAA2c/jL_2uNYjaYY/s1600/SONOIO+blue+digital+artwork.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDEpNrr4dI/AAAAAAAAA2c/jL_2uNYjaYY/s1600/SONOIO+blue+digital+artwork.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;SONOIO - Sonoio&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Solowy projekt i zarazem debiut znanego z NIN i Modwheelmood Alessandro Cortiniego. Właściwie EPka, bo muzyki na tym ściśle limitowanym wydawnictwie jest tylko pół godziny. Alessandro przygotował wszystko od początku do końca sam i udowodnił, że zdolny z niego człowiek. Całość jest oczywiście elektroniczna, świetnie wyprodukowana (fajne analogowe i ciepłe brzmienie syntezatorów) i przede wszystkim wpadająca w ucho. Zdecydowanie warto się przyglądać SONOIO. Jedno z najbardziej niespodziewanych zaskoczeń roku 2010&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFII9Pn7I/AAAAAAAAA2g/cDOuhkVFx7Y/s1600/Golden_Archipelago_4186907.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFII9Pn7I/AAAAAAAAA2g/cDOuhkVFx7Y/s1600/Golden_Archipelago_4186907.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Shearwater - The Golden Archipelago&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Gdyby nie OFF, to pewnie bym o tym zespole nie usłyszał. Dzięki festiwalowi mogłem zarówno posłuchać i zakupić płytkę. Powiem tyle: warto. Muzyka na tej płycie totalnie mi się kojarzy z morzem i opowieściami. Jest subtelnie, ale nie nudno. No i panowie grać i śpiewać umieją (perkusista występuje teraz ze Swans)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFc3-sA8I/AAAAAAAAA2k/WncfJvf4gwU/s1600/Serena_Maneesh-200x200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFc3-sA8I/AAAAAAAAA2k/WncfJvf4gwU/s1600/Serena_Maneesh-200x200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Serena-Maneesh - Serena-Maneesh #2: Abyss In B Minor&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Niespodziewajek ciąg dalszy. Ta norweska grupa nagrała bardzo interesującą i wciągającą płytę. Choć utwór pierwszy zapowiada hipnotyczno-postrockową jazdę, to jednak płyta ma bardziej zwartą strukturę. Podoba mi się, że utwory nie mają sztampowej struktury i pojawia się w nich dość duża doza szaleństwa. Zdecydowanie polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFyodVsEI/AAAAAAAAA2o/HWDfoKf7Ujc/s1600/bodytalk200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDFyodVsEI/AAAAAAAAA2o/HWDfoKf7Ujc/s1600/bodytalk200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Robyn - Body Talk&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o płytę popową, to pani Robyn zmiotła konkurencję. Nie wiem co jest w nardodzie szwedzkim takiego, że mają tak ogromny talent to melodii. I choć Robyn nie ma ani powalającego głosu, a utwory mają naprawdę proste melodie, to całości słucha się rewelacyjnie. Jest pozytywnie, jest energetycznie. Zdaję sobię sprawę, że dla części ta płyta to prezent dla wroga, ale chrzanić to - dobry pop zawsze w cenie i dobrze widziany/słyszany. Body Talk to moja ścisła czołówka tego roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGLNjIQII/AAAAAAAAA2s/rUQWhpxETlI/s1600/pvt_church_with_no_magic.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGLNjIQII/AAAAAAAAA2s/rUQWhpxETlI/s1600/pvt_church_with_no_magic.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;PVT - Church With No Magic&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Debiut PVT (kiedyś PIVOT) w szeregach wytwórni Warp. Gęste rytmy, żywa perkusja i elektronika. No i wokal, który przywodzi trochę na myśl mrocznego do kwadratu Dave'a Gahana. Dobrze się tego słucha.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGc9kdx-I/AAAAAAAAA2w/3Vh91HFBKB4/s1600/Pantha+du+Prince+-+Black+Noise.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGc9kdx-I/AAAAAAAAA2w/3Vh91HFBKB4/s1600/Pantha+du+Prince+-+Black+Noise.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Pantha du Prince - Black Noise&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Niezwykle przyjmna rzecz. Sporo w tej muzyce jakiś metalicznych stuków, plumkania. Sporo przestrzeni i delikatych beatów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to płyta niemal wakacyjna. O ile ktoś lubi rozstawiać leżak w otoczeniu industrialnych i najlepiej opuszczonych hal.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGvdRd54I/AAAAAAAAA20/qemzzjR_xRs/s1600/the_orb_gilmour_metallic_spheres.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDGvdRd54I/AAAAAAAAA20/qemzzjR_xRs/s1600/the_orb_gilmour_metallic_spheres.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;The Orb - Metallic Spheres&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Klasycy ambient housu pracują z klasykiem gitary, czyli Davidem Gilmourem. Jedna płyta, dwa niemal półgodzinne utwory. Dla fanów chilloutu rzecz bardzo polecana, dla reszty mniej. No i szkoda trochę, że poziom jakby nie ten w stosunku do rewelacyjnego debiutu The Orb.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHAZqvaGI/AAAAAAAAA24/tL6XhHobniU/s1600/together.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHAZqvaGI/AAAAAAAAA24/tL6XhHobniU/s1600/together.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;The New Pornographers - Together&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Barokowy pop w naprawdę niezłym wydaniu. Rozbuchane aranżacje, wpadające w ucho melodie i naprawdę porządne wykonanie. Nie wgniata w ziemię, ale momentami pozwala się od niej oderwać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHUy0oOrI/AAAAAAAAA28/sdOUP267Ork/s1600/0000857616_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHUy0oOrI/AAAAAAAAA28/sdOUP267Ork/s1600/0000857616_200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;Novika - Lovefinder&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Novika potwierdziła, że zna się na rzeczy. Potwierdziła też, że w Polsce można robić dobrą taneczną muzykę. Dobra płyta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHo1qU6PI/AAAAAAAAA3A/5oloGkiwpxg/s1600/highviolet200_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDHo1qU6PI/AAAAAAAAA3A/5oloGkiwpxg/s1600/highviolet200_.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;The National - High Violet&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jest jakby spokokniej, w porównaniu do płyty poprzedniej. Panowie mają ogromny talent do pisania tych nostalgiczno-smutnych utworów. Z początku jakoś nie odczuwałem rewelacji, ale potem zacząłem nagle i nieświadomie nucić sobie pod nosem kilka utworów. Chyba najlepsza ich płyta do tej pory.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDH_mJsvmI/AAAAAAAAA3E/WyvuCbNFKfQ/s1600/maximum_balloon.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDH_mJsvmI/AAAAAAAAA3E/WyvuCbNFKfQ/s1600/maximum_balloon.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Maximum Balloon - Maximum Balloon&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Solowy projekt Davida A. Siteka z Tv On The Radio. 10 utworów, 10 różnych głosów. Od Davida Byrne'a z Talking Heads po Karen O z Yeah Yeah Yeahs. Świetnie zagrany, zaśpiewany i wyprodukowany pop. Właściwie każdy utwór mógłby być singlem. Bardzo polecam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDINZCms1I/AAAAAAAAA3I/D29i4y356hg/s1600/plyta-magnetic-man-magnetic-man.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDINZCms1I/AAAAAAAAA3I/D29i4y356hg/s1600/plyta-magnetic-man-magnetic-man.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Magnetic Man - Magnetic Man&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Chyba pierwsza dubstepowa supergrupa, czyli połączone siły Skreama, Bengi i Artworka. Pojawia się pytanie, czy to dubstep z elementami muzyki klubowej, czy na odwrót. Jakby na to nie patrzeć, powstała rzecz wybitnie na parkiet. Co ciekawe, bardziej podobają mi się utwory z wokalem, niż bez. Magnetic Man nie ryje psychiki tak, jak to mają w zwyczaju klasyczne dubstepowe płyty, ale akurat w tym przypadku to zaleta. Warto się zapoznać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDIhgeMmzI/AAAAAAAAA3M/n0wcOlKVeQ4/s1600/Liars+-+Sisterworld.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDIhgeMmzI/AAAAAAAAA3M/n0wcOlKVeQ4/s1600/Liars+-+Sisterworld.jpg" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Liars - Sisterworld&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Sisterworld brzmi tak, jakby Syd Barrett zamiast o wesołych gnomach i rowerach zaczął śpiewać o upiornych wiedźmach z ciemnego lasu. Ta płyta niesamowicie wkręca. Potrafi być tajemniczo, potrafi być psychodelicznie, potrafi też być hałaśliwie. Całość jest niesamowicie dopracowana dźwiękowo (podobno na jeden z utworów Liars poświęcili aż rok pracy). Gorąco polecam.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJEgcx55I/AAAAAAAAA3Q/9Z9mtKqTrFU/s1600/thisishappening200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJEgcx55I/AAAAAAAAA3Q/9Z9mtKqTrFU/s1600/thisishappening200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;LCD Soundsystem - This Is Happening&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Świat się zachwyca, ja może trochę mniej. Niemniej słucha się tego świetnie. Nóżka tupie, a głowa podziwia talent pana Murphy'ego do pisania świetnych piosenek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJTu5Wj_I/AAAAAAAAA3U/Yvbxhd-P7cg/s1600/killing.joke-absolute.dissent-cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJTu5Wj_I/AAAAAAAAA3U/Yvbxhd-P7cg/s1600/killing.joke-absolute.dissent-cover.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Killing Joke - Absolute Dissent&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i zaskoczyło mnie. Jest...hmmm...metalowo, do przodu. I to mi się bardzo podoba. Parę riffów niezmiennie siedzi mi w głowie. Dawno nie słyszałem takiej klasycznie mocnej płyty. Warto wspomnieć, że to powrót oryginalnego składu KJ. Warto (niestety) też wspomnieć, że dzięki organizatorowi, który w słowniku ma wszystkie słowa oprócz "promocja" i "koncert", nie dane nam było usłyszeć tych utworów na żywo, bo bilety się nie sprzedawały. Fail.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJm0rr76I/AAAAAAAAA3Y/Uv8egU59Wqw/s1600/kanye_west_my_beautiful_dark_twisted_fantasy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJm0rr76I/AAAAAAAAA3Y/Uv8egU59Wqw/s1600/kanye_west_my_beautiful_dark_twisted_fantasy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Kanye West - My Beautiful Dark Twisted Fantasy&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W życiu bym nie pomyślał, że płyta (bądź co bądź) hip hopowa znajdzie się w moim zestawieniu. A jednak. Na początku wrażenia nie robiło wcale. Z czasem natomiast coraz bardziej się wkręcałem i stwierdziłem: "Kurcze, dobre jest". Teraz doszedłem do etapu, że utworu "Runaway" słucham średnio 2 razy dziennie (a utwór 9 minut trwa).&amp;nbsp; A "Monster" ma zwrotkę roku. Dobra ta płyta. Świetnie posklejane dźwięki, milion ficzeringów. Słychać klasę. Niech będzie...Genialna rzecz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJ7Y04CJI/AAAAAAAAA3c/FCX1bb_r9IQ/s1600/junip_fields-200x200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDJ7Y04CJI/AAAAAAAAA3c/FCX1bb_r9IQ/s1600/junip_fields-200x200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;Junip - Fields&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Niby Jose Gonzales, niby nadal smęci swoim głosem, niby nadal brzdąkanie na gitarze, ale 1. to zespół, 2. są klawisze i perkusja 3. jest żwawo 4. jest momentami psychodelicznie 5. Jest fajnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDKSEW2JjI/AAAAAAAAA3g/zB9fooq40Mo/s1600/boxx-breslau.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDKSEW2JjI/AAAAAAAAA3g/zB9fooq40Mo/s1600/boxx-breslau.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Igor Boxx - Breslau&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Połowa naszej narodowej dumy i jednocześnie połowa naszych ludzi w Ninja Tune, czyli Igor Pudło ze Skalpela postanawia dźwiękowo opowiedzieć historię Wrocławia z czasów II Wojny Światowej. Taka zapowiedź może przestraszyć i przywodzi na myśl 743523898 ilustrację muzyczną (koniecznie nowoczesną) Powstania Warszawskiego. Na szczęście pan Boxx zna się na rzeczy i słów tam nie ma. Jest muzyka. A właściwie poskładane w muzykę dźwięki ze starych winyli. Rewelacyjna mieszanka nowoczesnych rytmów i jazzu. Pietyzm, z jakim to jest wykonane, za każdym razem budzi mój autentyczny podziw. Bez dwóch zdań polska płyta roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDKlDOKmTI/AAAAAAAAA3k/U9E1wkldLYo/s1600/how-to-destroy-angels-how-to-destroy-angels.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDKlDOKmTI/AAAAAAAAA3k/U9E1wkldLYo/s1600/how-to-destroy-angels-how-to-destroy-angels.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;How To Destroy Angels - How To Destroy Angels&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Nowy projekt Trenta Reznora, ale tym razem z żoną i Atticussem Rossem. Od razu powiem, że głos żony mnie kompletnie nie kręci i nie rusza, ale w połączeniu z Reznorowymi zgrzytami, beatami i rzężeniem gitary brzmi dobrze. Niby liczyłem na jakieś odstępstwo od NINowego brzmienia, ale Trenta nigdy za wiele, więc ok. Poza tym to tylko EPka (za darmo do ściągnięcia). W 2011 ma być pełnoprawny album. Zobaczymy co z tego wyjdzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDK3BZz9FI/AAAAAAAAA3o/_EjjJLRvw-0/s1600/hot-chip-one-life-stand.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDK3BZz9FI/AAAAAAAAA3o/_EjjJLRvw-0/s1600/hot-chip-one-life-stand.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Hot Chip - One Life Stand&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Nie bardzo wiem, co mam o tej płycie elokwentnie napisać, bo wystarczy podać hasła: przebojowo, pop, beat, emotronica (musiałem - to z wikipedii i niby określa Hot Chip) i mega zajebisty One Life Stand (utwór - ale płyta też tak się nazywa...i też jest zajebista)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSN_49yGJ8I/AAAAAAAAA3s/YM-I-UiY1iY/s1600/269.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSN_49yGJ8I/AAAAAAAAA3s/YM-I-UiY1iY/s1600/269.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Holy Fuck - Latin&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Elektronicznie plus żywe bębny i żywy bas. Kręci bardzo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOANVRerzI/AAAAAAAAA3w/ZK8zzDBf0V0/s1600/Plastic_Beach_Gorillaz_3971327.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOANVRerzI/AAAAAAAAA3w/ZK8zzDBf0V0/s1600/Plastic_Beach_Gorillaz_3971327.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Gorillaz - Plastic Beach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na początku kompletnie mi się to nie podobało, bo za dużo hip hopu, a za mało Albarnowego luzactwa. Z czasem jednak się odwróciło i proporcje zrobiły się właściwe. A płyta mi się bardzo spodobała. Dobrze się słucha, fajnie buja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOAdtCJ9iI/AAAAAAAAA30/mSmc9JNNCM0/s1600/Sufi_Killer_3990628.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOAdtCJ9iI/AAAAAAAAA30/mSmc9JNNCM0/s1600/Sufi_Killer_3990628.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Gonjasufi - A Sufi And A Killer&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Łolaboga. Za pierwszym przesłuchaniem jedno wielkie WTF. Potem zaczęło się ogarnianie. No i ten dziad z pomocą Gaslamp Killera i Flying Lotusa stworzył totalnie odjechaną płytę. Co z tego, że śpiewać nie umie, skoro jest zajebiście? Psychodelia, garażowe brzmienia, hip hopy, elektronika... Choć ostatnio słucham tej płyty dość rzadko, to jednak bez dwóch zdań jest to jedno z dwóch największych "odkryć" tego roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOA5iaRD2I/AAAAAAAAA34/HguQ_watVAY/s1600/67640_0002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOA5iaRD2I/AAAAAAAAA34/HguQ_watVAY/s1600/67640_0002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Goldfrapp - Head First&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;O O O, aj gat e raket! To właściwie powinno starczyć, no ale niech będzie więcej: lata 80-te pełną gębą. Jedna z tych płyt, gdzie człowiek zerka do książeczki i patrzy na rok wydania. Goldrapp wyszło z leśnej chaty, zostawiło folk i wróciło na parkiet. 30 lat temu.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBRgcTjII/AAAAAAAAA38/2w5LWqeil-0/s1600/200px-Four_Tet_-_There_Is_Love_in_You_%2528CD%2529.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBRgcTjII/AAAAAAAAA38/2w5LWqeil-0/s1600/200px-Four_Tet_-_There_Is_Love_in_You_%2528CD%2529.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Four Tet - Ther Is Love in You&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Pan Hebden wraca wielką płytą. Świetnie poklejone sample wokalne, wkręcające bity. Fajnie się tego słucha. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBeD0dPrI/AAAAAAAAA4A/iL1c7DposYc/s1600/FlyingLotus-Cosmogramma.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBeD0dPrI/AAAAAAAAA4A/iL1c7DposYc/s1600/FlyingLotus-Cosmogramma.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Flying Lotus - Cosmogramma&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na dobrą sprawę trzeba tej płyty posłuchać dobre kilkanaście razy, by wszystko ogarnąć. Niesamowicie pokręcona elektonika z naleciałościami jazzowymi. Momentami jazda bez trzymanki i niesamowita muzyczna erudycja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBsTW6fPI/AAAAAAAAA4E/nfYGkMt2hb8/s1600/Deerhunter_HalcyonDigest1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOBsTW6fPI/AAAAAAAAA4E/nfYGkMt2hb8/s1600/Deerhunter_HalcyonDigest1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="goog_758999872"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_758999873"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="goog_758999872"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_758999873"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="goog_758999872"&gt;Deerhunter - Halcyon Digest&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="goog_758999872"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span id="goog_758999872"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span id="goog_758999873"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem wyznawcą Bradforda Coxa, ale złapałem się na tym, że bardzo pasuje mi jego muzyka. Na tej płycie jest jakby więcej inspiracji latami 60-tymi, Velvet Underground. Bardzo dobrze mi się tego słucha i z czystym sumieniem polecam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOB_rTeORI/AAAAAAAAA4I/hL1WHJmBkBo/s1600/the_deadwheater_sea_of_cowards.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOB_rTeORI/AAAAAAAAA4I/hL1WHJmBkBo/s1600/the_deadwheater_sea_of_cowards.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;The Dead Weather - Sea of Cowards&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Druga płyta i druga dobra. Brzmienie niby bardziej klarowne, ale z drugiej strony jest surowo. W sumie ciężko mi powiedzieć, czy wolę debiut, czy Sea of Cowards. Obie dobre. Czekamy na więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOCWHZIEkI/AAAAAAAAA4M/alS0pQkFvEY/s1600/bryan_ferry_olympia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOCWHZIEkI/AAAAAAAAA4M/alS0pQkFvEY/s1600/bryan_ferry_olympia.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Bryan Ferry - Olympia&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Naczelny stylowy nudziarz powraca pierwszą od 8 lat płytą z autorskim materiałem. Ilością ficzeringów ustępuje tylko Kanye Westowi, bo kto się może pochwalić, że na jego płycie (jednej) grają Groove Armada, Scissors Sisters, Nile Rodgers, David Gilmour, Johnny Greenwood z Radiohead, muzycy Roxy Music z Brianem Eno i Philem Manzanerą na czele? Jest stylowo, ale i nowocześnie (choć bez przesady). Do posłuchania wieczorem i koniecznie w dobrym towarzystwie ;)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOCod3rTNI/AAAAAAAAA4Q/QeCeIHMIvds/s1600/bss-forgiveness-e1272931728639.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOCod3rTNI/AAAAAAAAA4Q/QeCeIHMIvds/s1600/bss-forgiveness-e1272931728639.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Broken Social Scene - Forgiveness Rock Record&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Powrócili po 5-cio letniej przerwie nagraniowej. I powrócili z klasą. Płyta jest długa (godzina z kawałkiem), ma dużo utworów (14) i słucha się się jej świetnie. Jest werwa, jest przebojowość, a gdzie trzeba - jest zaduma i spokój. Mnie na tej płycie wystarczy All to All - świetny numer.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOC9rOCw9I/AAAAAAAAA4U/RV-19xWknNM/s1600/broken.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOC9rOCw9I/AAAAAAAAA4U/RV-19xWknNM/s1600/broken.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Broken Bells - Broken Bells&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;To jest pop jaki lubię. Sporo gitary akustycznej, świetne melodie, świetna produkcja. Zdarza się, że jest podniośle, ale nie przekracza to w żadnym razie granicy ckliwości. Oby więcej takich płyt było.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSODNhVf3MI/AAAAAAAAA4Y/H6JKtMwa9rs/s1600/brian-jonestown-massacre-who-killed-sgt-pepper.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSODNhVf3MI/AAAAAAAAA4Y/H6JKtMwa9rs/s1600/brian-jonestown-massacre-who-killed-sgt-pepper.jpg" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;The Brian Jonestown Massacre - Who Killed Sgt. Pepper&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Potwierdzili, że znają się na psychodelii. Pokazali, że znają się na przebojowości. Pokazali, że umieją skopiować Joy Division. Pokazali, że znają islandzki i rosyjski. A zresztą lets go fucking mental i tyle. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSODnX1Y9pI/AAAAAAAAA4c/ORVLgvz4pK8/s1600/Small-Craft-On-A-Milk-Sea-2LP-2CD-Collectors-Edition-3423485-4.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSODnX1Y9pI/AAAAAAAAA4c/ORVLgvz4pK8/s1600/Small-Craft-On-A-Milk-Sea-2LP-2CD-Collectors-Edition-3423485-4.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Brian Eno - Small Craft on a Milk Sea&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Oj trzeba się było naczekać na nowe wydawnictwo Eno. Zwiastuny zapowiadały odjechaną, zgrzytliwą jazdę. Płyta pokazała, że mistrz Brian świetnie się czuję w tworzeniu soundtracków do nieistniejących filmów. Bywa delikatnie, bywa ciut mocniej. Eno w formie, Eno mistrz. Postawić pomnik w Świebodzinie. Tak, wyższy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOD3qLzgeI/AAAAAAAAA4g/1bROz4XyuPQ/s1600/belle_and_sebastian_write_about_love-300x300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOD3qLzgeI/AAAAAAAAA4g/1bROz4XyuPQ/s1600/belle_and_sebastian_write_about_love-300x300.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Belle and Sebastian - Belle and Sebastian Write about Love&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Napiszę tylko tyle: mam cholerną słabość do tego oldskulowego, niewinnego brzmienia, wokalu, klawiszy. Te utwory niszczą, a duet z Norah Jones wymiata. Rzekłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOERTJuY-I/AAAAAAAAA4k/bLC0nqiyBdI/s1600/Oversteps_Autechre_4068803.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOERTJuY-I/AAAAAAAAA4k/bLC0nqiyBdI/s1600/Oversteps_Autechre_4068803.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOETD-YN_I/AAAAAAAAA4o/YgQQVzf9pok/s1600/25108.jpeg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOETD-YN_I/AAAAAAAAA4o/YgQQVzf9pok/s1600/25108.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Autechre - Oversteps/Move of Ten&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Aż dwa wydawnictwa panowie przygotowali. Pierwsze - klasyczne Autechre, czyli w sumie sporo osób nie wie, o co chodzi, ale jest fajnie. Jak zwykle pokomplikowane i połamane rytmy plus ciągoty ambientowe. Płyta druga to w sumie to samo, ale z beatem i bardziej da się słuchać. I nie ma w tym żadnej ironii. Dwa solidne i dobre wydawnictwa&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOEohL65KI/AAAAAAAAA4s/hdcnjGCP0bU/s1600/Ariel+Pink%2527s+Haunted+Graffiti+-+Before+Today.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOEohL65KI/AAAAAAAAA4s/hdcnjGCP0bU/s1600/Ariel+Pink%2527s+Haunted+Graffiti+-+Before+Today.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Ariel Pink's Haunted Graffiti - Before Today&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Oldskul pełną gębą. Jest nawet i surf rock. I chamskie disco w stylu gorączki sobotniej nocy. W dodatku brzmienie lo-fi. Szaleństwa w tym mnóstwo i dużo pozytywnej energii. Jedno z ciekawszych wydawnictw 2010 roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOE7jEIaaI/AAAAAAAAA4w/POtPW1kgFs0/s1600/Arcade-Fire-The-Suburbs.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOE7jEIaaI/AAAAAAAAA4w/POtPW1kgFs0/s1600/Arcade-Fire-The-Suburbs.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Arcade Fire - The Suburbs&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Chyba jedyny zespół tzw. indie, na którego kolejne płyty czekałem od momentu debiutanckiego Funeral. Kanadyjczycy tym razem jakby bardziej dojrzali. Aranżacje wydają się być mniej rozbuchane, a muzyka dość mocno czerpie z amerykańskiej tradycji. Parę utworów to bezapelacyjni kandydaci do miana utworów roku.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFJqf9IEI/AAAAAAAAA40/fZYKY8hZMso/s1600/archie-bronson-outfit-cocon.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFJqf9IEI/AAAAAAAAA40/fZYKY8hZMso/s1600/archie-bronson-outfit-cocon.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Archie Bronson Outfit - Coconut&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Moje (zapewnie nie tylko moje) odkrycie OFF Festivalu 2010. Panowie dali wtedy fenomenalny koncert i dzięki temu ich dwa albumy są w mojej kolekcji (w tym Coconut z 2010 roku). Psychodelicznie, hałaśliwie, melodycznie i chyba nie do końca poważnie. Ale za to cały czas fajnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFb56py-I/AAAAAAAAA44/m3uEeDplI-s/s1600/charlotte-gainsbourg-irm.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFb56py-I/AAAAAAAAA44/m3uEeDplI-s/s1600/charlotte-gainsbourg-irm.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Charlotte Gainsbourg - IRM&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Trzeba przyznać, że pani Charlotte umie sobie dobrać współpracowników. Na swojej drugiej płycie (ale pierwszej dorosłej) zaprosiła do współpracy Air, a na najnowszym wydawnictwie hula Beck. I to słychać. Zniknęły pościelowe dźwięki francuskiego Powietrza, pojawiło się za to beckowe szaleństwo. Ale też jest sporo ukłonów w stronę francuskiej tradycji muzyki popowej. Ścisła czołówka 2010 roku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFvS79P3I/AAAAAAAAA48/lE1lmSsEEM8/s1600/215888.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOFvS79P3I/AAAAAAAAA48/lE1lmSsEEM8/s1600/215888.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;Trent Reznor and Atticuss Ross - The Social Network&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Rewelacyjna muzyka do rewelacyjnego filmu. Jeden z niewielu soundtracków, którego dobrze się słucha w oderwaniu od filmu. Parę utworów zasługuje na miano genialnych, a gdyby wydane to zostało pod szyldem NIN, to pewnie uznałbym to za jedno z najlepszych wydawnictw Gwoździ.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOGANbit5I/AAAAAAAAA5A/8KqgzbYm9Ew/s1600/archandroid200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSOGANbit5I/AAAAAAAAA5A/8KqgzbYm9Ew/s1600/archandroid200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Janelle Monáe - The ArchAndroid&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wow. Łatwość, z jaką tę młodę dziewczę porusza się po takich gatunkach jak soul, funk, r'n'b, pop, muzyka bigbandowa jest wprost niesamowita. Rewelacyjna płyta, w której szacunek dla czarnej (i nie tylko) muzyki miesza się z nowoczesnością i przebojowością. Bez dwóch zdań DEBIUT ROKU i odkrycie roku numer dwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1831424231588968254?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1831424231588968254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-roku-2010.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1831424231588968254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1831424231588968254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-roku-2010.html' title='Podsumowanie roku 2010'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TSDDiQw0lbI/AAAAAAAAA2Q/sU2IRNGObJg/s72-c/plyta-yeasayer-odd-blood.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5337127661313345613</id><published>2010-12-27T05:35:00.000-08:00</published><updated>2010-12-27T05:35:36.396-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rankingi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Podsumowanie roku 2010 - reedycje</title><content type='html'>Co do reedycji panują skrajne opinie. Dla jednych możliwość kupienia i posłuchania albumów w "definitywnych" i dobrze brzmiących wersjach, dla drugich odgrzewany kotlet i chęć wyciągnięcia kasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy ma pewnie swoją własną opinię, ja natomiast postanowiłem wyróżnić te reedycje, które moim zdaniem zasługują na uwagę i z którymi naprawde warto się zapoznać. Oto i one:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Nine Inch Nails - Pretty Hate Machine&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiT0i67W1I/AAAAAAAAA2A/xwGqlDtfYn8/s1600/nin.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiT0i67W1I/AAAAAAAAA2A/xwGqlDtfYn8/s1600/nin.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Debiut NIN znacznie różni się muzycznie od dalszych dokonań Trenta. To muzyka dość silnie inspirowana elektronicznymi brzmieniami lat 80, chociażby Depeche Mode (choć jest dużo bardziej ostrzej i mroczniej). Dotychczasowe wydania tego albumu charakteryzowały się dość płaskim i mało dynamicznym brzmieniem. Remaster w zasadzie nie pozostawia nic do życzenia. No ale w końcu sam Reznor nad tym czuwał, więc musi być dobrze. Wszystkie utwory są głośniejsze, syntezatory i automaty perkusyjne dostały należytego kopa, a dźwięk jest ostry jak stal. Całość zapakowana jest w gustowny digipack z przezroczystą obwolutą. Co ciekawe, nadworny grafik NIN Rob Sheridan przygotował zupełnie nowy artwork (spowodowane było tym, że nigdzie nie zachował się oryginał graficznego projektu). Żeby móc zaprezentować okładkę w pełnej okazałości, digipack rozkłada się dość nietypowo w kształt litery L. Bardzo to ładne i bardzo ładnie brzmi. Chyba nie muszę mówić, że warto? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;John Lennon - Gimme Some Truth/katalog&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiUUjRqTqI/AAAAAAAAA2E/xh8npRnvQAo/s1600/lennon.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiUUjRqTqI/AAAAAAAAA2E/xh8npRnvQAo/s1600/lennon.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; W 2010 roku miały miejsce dwie okrągłe rocznice - urodzin i śmierci Johna Lennona. Z tej okazji, pod nadzorem Yoko Ono, wydano na nowo i zremasterowano cały studyjny katalog ex-Beatlesa. Nie będę opisywał tu żadnego studyjnego wydawnictwa. Skupię się za to na składance Gimme Some Truth. Dlaczego akurat składanka, skoro uważam składanki za zło wcielone? Ano dlatego, że ten czteropłytowy zestaw zawiera naprawdę wszystko to, co w twórczości Lennona najlepsze. Może się narażę, ale Lennonowi zdarzało się nie raz popełnić utwory słabe i nieciekawe. W przypadku Gimme Some Truth zostały zebrane naprawdę utwory dobre, bardzo dobre i wybitne. Warto wspomnieć, że są tu w całości dwa najlepsze albumy John Lennon/Ono Plastic Band i Imagine, wszystkie utwory singlowe i wybór z każdej solowej płyty. Dodatkowo każda z płyt ma dobrane utwory według specyficznego klucza. Dostajemy zatem niejako cztery różne portrety artysty. A sam dźwięk? Podoba mi się to, że remastering poszedł w kierunku przywrócenia brzmienia i dynamiki winyla. Mamy zatem do czynienia z bardzo ciepłym i pełnym brzmieniem. Reasumując: jeśli kogoś interesuje konkretny album, to może wreszcie wszystko bez problemu kupić. Jeżeli ktoś chce mieć to, co w Lennonie najlepsze i najciekawsze - niech wybierze polecaną przeze mnie składankę (zwłaszcza, że pięknie wydana i w bardzo przystępnej cenie).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Paul McCartney - Band on the Run&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiUqbWE4WI/AAAAAAAAA2I/nWXQomUFQXM/s1600/band.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiUqbWE4WI/AAAAAAAAA2I/nWXQomUFQXM/s1600/band.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; Chyba najlepsze solowe dokonanie McCartneya również doczekało się reedycji. Oprócz standardowego jednopłytowego wydawnictwa i mega wypasionego boxu, polecam wersję 2CD+DVD. Na dodatkowym CD znajdziemy utwory z singli i wykonania na żywo, a na dvd nigdy niewyemitowany dokument, w którym McCartney daje koncert w londyńskich studiach Abbey Road (nagranie oczywiście z czasów wydania płyty). Plus jeszcze parę ciekawostek. Płyta wydana w gustownym digipacku z bardzo ciekawym esejem. A że nad remasteringiem czuwała ekipa odpowiedzialna za ostatnie remastery katalogu The Beatles, to należy powieedzieć: wstyd nie znać i nie posłuchać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; David Bowie - Station to Station&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiU7xW2JMI/AAAAAAAAA2M/LqhpdoM_dEY/s1600/bowie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiU7xW2JMI/AAAAAAAAA2M/LqhpdoM_dEY/s1600/bowie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ta płyta to Bowie przejściowy. Niby jeszcze soul i disco, ale też już eksperymenty i droga do berlińskiej trylogii. Reedycja na 3CD to rzecz obowiązkowa dla fanów. Pierwsza płyta to klasyczny już album. Bardzo wielki plus dla dźwiękowców za ten remaster. Tu również postawiono na głębie i ciepło winylowego brzmienia, przez co nigdy chyba nie słuchało się z kompaktu tej płyty tak dobrze. Na dwóch pozostałych krążkach znajduje się mocno bootlegowany koncert z Nassau Colloseum z 1976 roku. I jest to chyba najlepszy portret koncertowego Bowiego z lat 70. Niektóre wykonania wręcz porażają feelingiem, mocą. No i oczywiście mega mega profesjonalizmem. Reedycja zapakowana jest w gustowny box, a na dokładkę dołączona jest gruba książeczka z długim esejem na temat powstawania Station to Station oraz pocztówki ze zdjęciami Bowiego z okresu Chudego Białego Księcia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5337127661313345613?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5337127661313345613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/12/podsumowanie-roku-2010-reedycje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5337127661313345613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5337127661313345613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/12/podsumowanie-roku-2010-reedycje.html' title='Podsumowanie roku 2010 - reedycje'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TRiT0i67W1I/AAAAAAAAA2A/xwGqlDtfYn8/s72-c/nin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5755321816272461397</id><published>2010-08-30T13:56:00.000-07:00</published><updated>2010-08-30T13:56:30.760-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Laurie Anderson - Homeland</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/THwai4lPJHI/AAAAAAAAA1E/gfX5q4eHJYc/s1600/homeland_laurie-anderson-99901576248_7559799918_600.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/THwai4lPJHI/AAAAAAAAA1E/gfX5q4eHJYc/s320/homeland_laurie-anderson-99901576248_7559799918_600.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Z Laurie Anderson po raz pierwszy zetknąłem się jakieś 7 lat temu, kiedy to usłysasłem płytę "So" Petera Gabriela. Na "So" znajduje się utwór zatytułowany "This Is the Picture (Excellent Birds)", napisany i zaśpiewany wspólnie przez Gabriela i Anderson. Ot tamtego czasu artystka kompletnie dla mnie nie istniała. Teraz mogę powiedzieć, że to był duży błąd.&lt;br /&gt;Dlaczego w ogóle sięgnąłem po ostatni album Anderson, zatytułowany "Homeland"? Zachęciły mnie dobre recenzje. Zdaję sobie sprawę, że często nie jest to dobry argument, bo zwłaszcza ostatnio jest moda na sztuczne promowanie i zachwycanie się. No ale w końcu Laurie Anderson jest uznaną osobą amerykańskiej (i nie tylko) kultury i zdecydowanie nie potrzebuje żadnego hype'u. Do tego warto dołożyć fakt, że to jej pierwsza płyta od niemal dekady (a takie przypadki większość recenzentów traktuje niezwykle krytycznie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim będzie o typowo muzycznym aspekcie, warto wspomnieć co nieco o genezie powstania albumu. "Homeland" powstało w drodze, a dokładniej rzecz biorąc podczas występów artystki. Jak sama mówi, inspirowały ją miejsca, ludzie. Być może nie każdy wie, ale występy Laurie bardziej przypominają performance niż tradycyjny koncert - zdecydowanie przeważa improwizacja połączona z wizualizacjami, opowieściami i tworzoną ad hoc muzyką. Tak właśnie narodziły się pomysły, które znalazły się ostatecznie na płycie. Ale i do tego droga była daleka, bowiem w studiu ciężko odtworzyć spontaniczność występów, jak i same pomysły, które wtedy się narodziły. Powstało wiele szkiców, strzępków utworów, które trzeba było poukładać i rozwinąć. Wtedy z pomocą przyszedł mąż artystki - Lou Reed. Choć jego wkład w stronę czysto wykonawczą jest niewielki, to jednak jemu można właściwie zawdzięczać to, że ta płyta w ogóle została ukończona. Lou Reed nie jest jedynym zacnym gościem, który pojawia się na płycie. Warto jeszcze wymienić znakomitego saksofonistę Johna Zorna, wokalistę Antony'ego (od Antony and the Johnsons) oraz gościa chyba najbardziej zaskakującego - Kierana Hebdena, bardziej znanego jako Four Tet. Dodatkowo można jeszcze usłyszeć mistrzów gardłowego śpiewu z Tuwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem jak w ogóle prezentuje się "Homeland" muzycznie? Wbrew pozorom bardzo intymnie. Praktycznie wszystkie utwory oparte są o elektroniczne plamy wzbogacone dźwiękiem skrzypiec (często elektronicznie przetworzonych) i oczywiście głosem Laurie. O wokalu pani Anderson trzeba w tym miejscu powiedzieć coś więcej: jest zachwycający. Od pierwszego przesłuchania jestem pełen podziwu z jaką łatwością przechodzi od zwykłej mowy, poprzez melodeklamację aż do śpiewu (którego jest w sumie niewiele). Sama barwa głosu też jest ciekawa. Z jednej strony jest słyszalny wiek i doświadczenie, a z drugiej ten głos potrafi brzmieć jakby należał do młodej dziewczyny. &lt;br /&gt;Myślałem długo nad tym, czy wyróżniać szczególnie jakiś utwór, ale raczej się nie da. Wszystkie są bowiem swoistymi opowieściami i każdy ma swój niezaprzeczalny urok.&lt;br /&gt;To w sumie trudna w odbiorze płyta. Trzeba jej poświęcić sporo czasu i raczej nie nadaje się jako ilustracja do np. porannej jazdy do pracy w tłumie ludzi. Jednak kiedy już oswoimy się z tymi dźwiękami, to naprawdę szybko dostrzeże się tę subtelność i niezaprzeczalne piękno. Dla mnie już teraz ścisła czołówka najlepszych płyt 2010 roku.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5755321816272461397?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5755321816272461397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/08/laurie-anderson-homeland.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5755321816272461397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5755321816272461397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/08/laurie-anderson-homeland.html' title='Laurie Anderson - Homeland'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/THwai4lPJHI/AAAAAAAAA1E/gfX5q4eHJYc/s72-c/homeland_laurie-anderson-99901576248_7559799918_600.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5608789803689705925</id><published>2010-06-12T11:12:00.000-07:00</published><updated>2010-06-12T11:14:19.275-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Boing Boom Tschak czyli Music Non Stop</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;Podobno podłogi i ściany oplecione były kilkoma kilometrami kabli. Podobno jeden jedyny aparat telefoniczny miał odłączony dzwonek – jak ktoś chciał zadzwonić, należało się wcześniej umówić na konkretny dzień i godzinę, o której ktoś po prostu podniesie słuchawkę.&amp;nbsp; Podobno znajdowały się tam budowane na zamówienie syntezatory w cenie nowego Volkswagena.&amp;nbsp; Podobno…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wbrew pozorom niewiele wiadomo o jednej z najbardziej wpływowych, innowacyjnych i kultowych grup muzycznych w dziejach muzyki. Powyższe przypuszczenia dotyczą studia Kling Klang, czyli swoistego laboratorium Kraftwerk. Mało kto miał okazję tam być, a sami muzycy praktycznie nie udzielają wywiadów. Wiemy mało, ale zostaje muzyka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W czym przejawia się innowacyjność Elektrowni? By odpowiedzieć na to pytanie najlepiej zrobić wycieczkę poprzez kolejne albumy. W jednym z nielicznych wywiadów Ralph Hüter powiedział, że muzyka przemawia sama przez siebie i dlatego oni nie muszą nic więcej tłumaczyć. Zatem zaufajmy muzyce, a fakty i tak będą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Choć pierwszy album Kraftwerk pojawił się już w roku 1970, to jednak całe zamieszanie rozpoczęło się w 1974 roku. Wtedy to świat wjechał na Autostradę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Autobahn (1974)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPK4ANxCPI/AAAAAAAAAzU/OMFDkxBLznM/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPK4ANxCPI/AAAAAAAAAzU/OMFDkxBLznM/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Można powiedzieć, że od tego album wszystko się zaczęło. Pojawiły się tu bowiem elementy, które zdefiniowały styl zespołu na lata. Po pierwsze: tematyka. Tematyką albumu (jak chyba łatwo się domyślić) jest jazda samochodem po autostradzie. Nie żadna wyczynowa, szaleńcza jazda – zwykła, monotonna podróż. Można sobie zadać pytanie: co jest ciekawego w nudnej jeździe autem? Dlaczego poświęcać temu niemal 40 minut muzyki, podczas gdy np. Pink Floyd na wydanej rok wcześniej Ciemnej Stronie poruszało niemal filozoficzne tematy życia, śmierci i miejsca człowieka w świecie? Ano właśnie. Dla Kraftwerk ważna jest idea. Co z tego, że jazda samochodem jest nudna. Ważne jest to, że w ogóle człowiek ma możliwość takiej jazdy, że może się przemieszczać z miejsca na miejsce.&amp;nbsp; A poza tym czyż nie jest to ważna część naszego życia?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Gloryfikowanie idei stanie się znakiem rozpoznawczym zespołu, ale o tym będzie przy okazji kolejnych płyt. Następnym elementem, który zdefiniował styl, jest muzyka. Utwór tytułowy jest długi – trwa ponad 20 minut. Jest monotonny. Jest w pewnym sensie naiwny (wystarczy posłuchać wokalu – liryki i melodia są niezwykle proste). &amp;nbsp;Ale taka jest właśnie jazda samochodem po autostradzie. Jeżeli ktoś z czytelników nie miał okazji wysłuchać Autob ahn w całości, to proszę się nie bać. Nudzić się nie będziecie. Prędzej będziecie nucić „Wir fahr'n fahr'n fahr'n auf der Autobahn”. Pozostałe utwory na płycie kontynuują wątek jazdy, ale tym razem upływają godziny i zastaje nas noc. Skoro słońce nie świeci, ruch mniejszy, to i muzyka inna – bardziej wyciszona, płynąca. Całość kończy się powtórzeniem tematu tytułowego – beztroski dźwięk fletu oznajmia, że nastał zupełnie nowy dzień, a my nadal jedziemy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Właśnie. Na „Autobahn” oprócz różnego rodzaju elektronicznych instrumentów pojawiają się także instrumenty klasyczne, takie jak gitara, flet. Ten stan rzeczy jednak nie ma już miejsca na kolejnym albumie, którym jest…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;Radio-Activity (1975)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLQh7VfFI/AAAAAAAAAzc/joMNnMZTBE4/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLQh7VfFI/AAAAAAAAAzc/joMNnMZTBE4/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;To pierwszy album Kraftwerk nagrany tylko i wyłącznie przy pomocy elektronicznych urządzeń, zatem w pewnym sensie jest przełomowy. Jest to także album, którego spora część fanów nie ceni jakoś wybitnie. Przyczyną tego jest to, że Radio-Activity jest pełna blipania, plumkania i zwartych utworów w zasadzie tu nie ma. Płyta ma bardziej charakter impresji i słuchowiska na tematy radioaktywności oraz radia. Nie oznacza to wcale tego, że jest to płyta zła. Wypada raczej powiedzieć, że jest ona bardziej przestrzenna, bardziej ambientowa i może mniej konkretna od poprzedniej. Ma jednakże kapitalny klimat. Pierwsze chwile utworu tytułowego to dla mnie jedne z najlepszych sekund w historii muzyki elektronicznej: narastający dźwięk syntezatora, pulsujący rytm i melodia składająca się z dosłownie kilku dźwięków. Warto wspomnieć też o niesamowicie transowej „Antennie”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Były samochody na autostradzie, więc teraz czas na…..&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;Trans Europe Express (1977)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLfHXD9eI/AAAAAAAAAzk/jz2ZRtsrxqw/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLfHXD9eI/AAAAAAAAAzk/jz2ZRtsrxqw/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;…pociąg.&amp;nbsp; Pociąg jako symbol Europy bez granic. Ta płyta to przede wszystkim utwór tytułowy. Oparty na syntezatorowym rytmie udającym stukot kół jest chyba najdoskonalszą ilustracją muzyczną jazdy pociągiem. Kraftwerk zabiera nas w podróż z Paryża do Dusseldorfu, a po drodze jeszcze spotkanie z Iggym Popem i Davidem Bowie’m (nota bene takie spotkanie muzycy Kraftwerk odbyli naprawdę). Co oprócz utworu tytułowego? Kapitalne i w pewnym sensie przebojowe „Showroom Dummies” o sklepowych manekinach. Zmuszające do zadumy i posępne „The Hall of Mirrors”. No i „Europe Endless” – pochwała Europy bez granic, pełnej hoteli, promenad i szczęśliwości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Muzycznie płyta oparta jest mocno o rytm. Melodie nadal proste i nadal wyraziste.&amp;nbsp; Do perfekcji zostało to doprowadzone na….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;….The Man-Machine (1978).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLrvdjpUI/AAAAAAAAAzs/TpGfLtOxJyE/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPLrvdjpUI/AAAAAAAAAzs/TpGfLtOxJyE/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Mamy kolejną ideę: ludzie-maszyny, ludzie-roboty, technologia. „We are the robots” śpiewa przekształcony elektronicznie głos w otwierających płytę „The Robots”. Kosmiczne laboratorium, metropolis, neony…o tym jest ta płyta. Muzycznie są tu właściwie same hity. Wspomniane „The Robots” czy też „Neon Lights” są żelaznymi punktami koncertów. Poza tym mają niesamowicie wpadające w ucho melodie. Na płycie jest też niezaprzeczalnie największy przebój Kraftwerk, czyli „The Model”. Czy jest ktoś, kto tego nie zna? Wątpię. Jako ciekawostkę warto napisać, że „The Model” stał się przebojem dopiero 4 lata od momentu wydania. Skąd ta zwłoka? Nie wynika ona z tego, że o Kraftwerk nikt nie słyszał. 4 lata potrzebował świat aby docenić innowacyjność tego utworu. Tak, to jest wytłumaczenie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Chciałbym jeszcze wspomnieć o stronie wizerunkowej. Na tej płycie muzycy zostali przedstawieni w duchu prac Lissitzky’ego – czerwone koszule, czarne krawaty, przylizane fryzury. &amp;nbsp;Stanie się to ich znakiem rozpoznawczym aż do tej pory.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;Computer World (1981)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPMPpwhyYI/AAAAAAAAAz0/Mhstxm4SHno/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPMPpwhyYI/AAAAAAAAAz0/Mhstxm4SHno/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Przez wielu uważana za najlepszą płytę Kraftwerk. Temat przewodni to: (niespodzianka) komputery. Melodie stały się znowu bardziej zwarte i popowe. Wszystko świetnie płynie i jest przebojowe.&amp;nbsp; Nie wiem, co mogę jeszcze napisać – płyta jest świetna i poświęcenie 34 minut na jej przesłuchanie nie będzie na pewno czasem straconym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Na kolejną płytę&amp;nbsp; trzeba było czekać aż 5 lat.&amp;nbsp; W międzyczasie Ralf Hutter miał wypadek na rowerze i spędził bardzo dużo czasu w szpitalu. Aż w końcu w 1986 roku ukazał się album zatytułowany&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;Electric Cafe/Techno Pop (1986)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPMuua_ZfI/AAAAAAAAAz8/jONweWqc0N4/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPMuua_ZfI/AAAAAAAAAz8/jONweWqc0N4/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Jest to pierwszy album Kraftwerk bez żadnej myśli przewodniej. Jest raczej zgodna opinia wśród fanów, że to najgorszy album w dorobku zespołu. &amp;nbsp;Moim zdaniem słucha się tego albumu dobrze. Nie ma tam żadnych rewelacji, melodie może nie zachwycają, zniknął gdzieś element innowacyjności, niemniej płyta jest w porządku&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W 1991 zespół wydał album „The Mix” – swoiste greatest hits, na którym dobrze znane utwory pojawiły się w zupełnie nowych aranżacjach. Całość zyskała wyraźnie taneczny posmak, co oczywiście niektórym się może kompletnie nie podobać. Nie polecam tej płyty na początek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ostatni studyjny album Kraftwerk to rok 2003. Był samochód, był pociąg, więc teraz czas na….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;Tour de France (2003)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPM-I6bZrI/AAAAAAAAA0E/tVUejUKmFMs/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPM-I6bZrI/AAAAAAAAA0E/tVUejUKmFMs/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;….rower. A konkretnie czas na słynny francuski wyścig. Tym albumem zespół powrócił do dźwiękowych opowieściach o idei – tym razem chodzi o kolarstwo.&amp;nbsp; Kraftwerk muzycznie oddał monotonię i wysiłek podczas brania udziału w wyścigu. &amp;nbsp;Ponadto swoje miejsce znalazły witaminy, EKG, aerodynamika… Pojęcie jest znowu punktem wyjścia dla muzyki. Płyta brzmi nowocześnie, analogowe brzmienia zostały zastąpione cyfrowymi. Jednak cały czas wiemy, że jest to Kraftwerk – charakterystyczne melodie, frazowanie i wokal pozostały bez zmian.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kraftwerk wyruszył w trasę promując swój ostatni album. Powstał dzięki temu album koncertowy „Minimum-Maximum” (2005), na którym znalazły się wykonania z całego świata – w tym 3 z Warszawy. Oprócz wersji audio jest także wersja dvd.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Kraftwerk jest jednym z najbardziej innowacyjnych zespołów na świecie. Swoją muzyką zainspirował takie gatunki muzyczne jak techno, house, minimal, hip hop, rap, dance.&amp;nbsp; Pomimo istnienia innych ważnych grup muzycznych i wykonawców, tworzących muzykę elektroniczną (Vangelis, Jean Michelle Jarre, Tangerine Dream, Klaus Schulze), Kraftwerk pozostał zespołem wiernym minimalizmowi. Specyficzna atmosfera tych nagrań, hasła zamiast właściwych słów, przenikanie elementu ludzkiego i techniki – za to są wielbieni do tej pory. Gorąco zachęcam do tego, by zapoznać się z twórczością Elektrowni. Warto chociażby dla aspektu czysto historycznego. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Pod koniec 2009 roku na rynku ukazały się zremasterowane wydania opisanych wyżej albumów. Jest to idealna okazja do tego, by zaopatrzyć się w te płyty. Nigdy nie brzmiały one tak dobrze i nie wyglądały tak dobrze – postanowione bowiem uzupełnić je także o nowe elementy graficzne. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;I uwaga na koniec. Albumy Kraftwerk dostępne są w dwóch wersjach językowych: angielskiej i niemieckiej. Wszystkie wymienione przeze mnie tytuły są oparte o wersje angielskie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5608789803689705925?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5608789803689705925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/06/boing-boom-tschak-czyli-music-non-stop.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5608789803689705925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5608789803689705925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/06/boing-boom-tschak-czyli-music-non-stop.html' title='Boing Boom Tschak czyli Music Non Stop'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/TBPK4ANxCPI/AAAAAAAAAzU/OMFDkxBLznM/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-2703910335310769486</id><published>2010-05-19T03:48:00.000-07:00</published><updated>2010-05-19T03:48:33.980-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Inżynier Mamoń od muzyki potrzebny od zaraz</title><content type='html'>Parę dni temu polskie media obiegła wiadomość, że rząd przygotowuje zmiany, które mają dotknąć stacje radiowe. Zmiany te mają polegać na zmuszeniu nadawców do nadawania polskiej muzyki. Będąc precyzyjnym: 75% czasu antenowego w godzinach 6-23 ma wypełnić polska muzyka (oczywiście w międzyczasie normalne audycje, wiadomości, reklamy itp.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez ogródek mówiąc: jest to jeden z najbardziej absurdalnych pomysłów ostatnich lat. Dlaczego? Pierwszy powód (z mojego punktu widzenia) jest podstawowy: polska muzyka w większości jest słaba i nie ma co się oszukiwać. Oczywiście mnóstwo osób zaraz powie, że zagraniczne utwory wcale lepsze nie są i poda przykłady w stylu Beyonce czy innej Lady Gagi. Ok, rzecz gustu. Wyobraźmy sobie jednak, że zamiast Beyonce i Lady Gagi stacje radiowe będą puszczać Gosię Andrzejewicz, Dodę, Natalię Lesz itp. Lepsze, bo polskie? Lepsze, bo po polsku? Nie. Chłam jakich mało. Kult? Pidżama Porno? Coma? Na juwenaliach raz w roku wystarczy. Gaba Kulka? Czesław? Ekstrakt przeciętności. Na tzw. zachodzie tacy artyści występują na co drugim rogu ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możnaby zaryzykować marzenie, że nowe przepisy pozwoliłyby zaistnieć dużej liczbie mniej znanych i naprawdę porządnych wykonawców. Tak się jednak nie stanie, bo EMI czy inny Warner będzie wolał na playlistę wepchnąć siódmy z rzędu utwór Kumki Olik i za to zapłacić,&amp;nbsp; niż pozwolić stacji radiowej na dowolność (a stacja też przecież zarobić musi).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim wpadnie się na pomysł przymusowej promocji polskiej muzyki warto się zastanowić, czy jest co promować. A jeśli jest, to czy nasze społeczeństwo się do tego nadaje. Bo teraz praktycznie każdy chodzi ze słuchawkami w uszach i swój odtwarzacz wypełniony ma ulubionymi utworami. A stacja radiowa na playliście umieści to, co podoba się większości. Polskie społeczeństwo w większości reprezentuje bezguście. Mniejszość z gustem woli pójść do sklepu po płytę, wydać 100 zł na koncert lub przeszukiwać myspace. Im stacje radiowe nie są potrzebne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra polska muzyka może zaistnieć w radiu pod warunkiem, że:&lt;br /&gt;1. Redaktor będzie chciał taką muzykę puścić&lt;br /&gt;2. Szefostwo mu na to pozwoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miejmy złudzeń, że pomysł rządu sprawi, iż te 75% czasu antenowego wypełni dobra polska muzyka. To będzie 75% czasu antenowego wypełnionego najczystszym szajsem. Moim zdaniem lepiej byłoby zająć się jakoś wspomaganiem polskich artystów niezależnych i na to powinien być marnowany czas rządzacych i nasze podatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porządne audycje autorskie - to w nich jest przyszłość dobrej polskiej muzyki w stacjach radiowych. O porządnych playlistach należy zapomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na litość....nie zapisujmy jakiś pseudo-patriotyzmów w ustawach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8 godzin Kultu i Gaby Kulki w radiu? Dziękuję, włączam na iPodzie Lady Gagę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-2703910335310769486?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/2703910335310769486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/05/inzynier-mamon-od-muzyki-potrzebny-od.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2703910335310769486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2703910335310769486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/05/inzynier-mamon-od-muzyki-potrzebny-od.html' title='Inżynier Mamoń od muzyki potrzebny od zaraz'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-507109484271376922</id><published>2010-04-13T12:36:00.000-07:00</published><updated>2010-04-13T12:36:48.120-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogłoszenia parafialne'/><title type='text'>Ogłoszenie parafialne</title><content type='html'>Ten post to właściwie tylko informacja, że blog (wbrew pozorom) żyje. Niestety natłok innych spraw powoduje, że ciężko zabrać się do pisania. Mam jednak wielką nadzieję, że uda mi się znaleźć odpowiednią ilość wolnego czasu i odpowiednią ilość chęci, by tworzyć nowe teksty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do końca tygodnia coś się powinno pojawić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-507109484271376922?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/507109484271376922/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/04/ogoszenie-parafialne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/507109484271376922'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/507109484271376922'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/04/ogoszenie-parafialne.html' title='Ogłoszenie parafialne'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-8626423324262147474</id><published>2010-03-15T13:33:00.000-07:00</published><updated>2010-03-15T13:33:29.780-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>LoneLady - Nerve Up</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S56S6cppj1I/AAAAAAAAAzM/VHZzMZhGXNQ/s1600-h/Lonelady.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S56S6cppj1I/AAAAAAAAAzM/VHZzMZhGXNQ/s320/Lonelady.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na początek proponuję zabawę w kucharza: bierzemy trochę Joy Division, dodajemy szczyptę New Order, parę ziarenek punku i trzy łyżeczki disco. Całość mieszamy i podajemy na trzech talerzach w kształcie trzech liter: D, I, Y. No i serwetka z wyhaftowanym "indie" też musi się znaleźć. Tak przygotowane i podane danie nazywa się LoneLady.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;LoneLady to tak naprawdę Julie Campbell. Pochodzi z miasta, które muzykę ma chyba we krwi - no bo jak inaczej określić Manchester? Właśnie ukazał się jej debiutancki album "Nerve Up". W tym miejscu muszę już stwierdzić, że jest to płyta, od której nie potrafię się uwolnić. Co jest w niej takiego, że chce mi się tego słuchać i słuchać? Kluczem jest jedno słowo: bezpretensjonalność.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Pani Campbell nie udaje, że chce grać tak, a nie inaczej. Nie udaje, że jest świetną instrumentalistką. Nie udaje, że jest niewiadomo jak oryginalna. Ona po prostu usiadła i nagrała rewelacyjną płytę. Warto nadmienić, skąd wcześniej wzmianka o DIY: ona naprawdę niemal samodzielnie przygotowała tę płytę. Zagrała na wszystkich instrumentach (resztę załatwił automat perkusyjny), zajęła się miksem oraz produkcją. Trochę wspomógł ją producencko Guy Fixsen, który na koncie ma chociażby współpracę z My Bloody Valentine.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;A sama muzyka? Muzyka to mieszanka punku, popu, dance'u i ogólnie nowej fali. Rozczaruje się ktoś, kto w tym momencie pomyślał, że oto jest kolejna kopia Siouxie czy PJ Harvey. Rozczaruje się ktoś, kto oczekuje od LoneLady przesterowanych gitar, zgiełku, hałasu i czadu. Uwierzycie, że chyba w żadnym utworze gitara nie jest potraktowana efektami? 3 akordy na krzyż, bez przesteru. I melodia. I przebojowość. Prostota aranżacyjna to przeogromny atut tego wydawnictwa, bowiem dzięki temu wszystkie mocne strony "Nerve Up" są jasne: Julie Campbell nagrała ultra przebojową płytę, przy której można poskakać. I nie jest ważne, czy będzie to przedbarjerkowy ścisk na koncercie, czy też parkiet na imprezie - przyjemność z obcowania z tą muzyką będzie zawsze i wszędzie taka sama.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na "Nerve Up" powoli zaczyna poznawać się świat. New Musical Express przyznał płycie ocenę 9/10, a z każdym dniem pozytywnych recenzji pojawia się więcej. Mam nadzieję, że Julie dalej będzie robić swoje, bo jeśli utrzyma poziom debiutu na koncertach i przyszłych wydawnictwach, to jestem pewien, że będzie o niej głośno. Czego jej osobiście bardzo życzę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na koniec recenzji utwór, który od samego początku powalił mnie swoją przebojowością. To tak a propos tej całej przebojowości.&amp;nbsp; A dla samej płyty.....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;.....9/10&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UePGXsKrRd0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UePGXsKrRd0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-8626423324262147474?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/8626423324262147474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/lonelady-nerve-up.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8626423324262147474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8626423324262147474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/lonelady-nerve-up.html' title='LoneLady - Nerve Up'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S56S6cppj1I/AAAAAAAAAzM/VHZzMZhGXNQ/s72-c/Lonelady.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1895131019921309415</id><published>2010-03-14T04:38:00.000-07:00</published><updated>2010-03-14T04:38:56.472-07:00</updated><title type='text'>Holly Miranda - The Magician's Private Library</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zBCr9gX2I/AAAAAAAAAy0/Fgf01wHWCZQ/s1600-h/0ad7717ahollymiran.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zBCr9gX2I/AAAAAAAAAy0/Fgf01wHWCZQ/s320/0ad7717ahollymiran.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dla każdego fana muzyki największą chyba radością jest moment, kiedy włącza nową płytę i okazuje się, że jest to płyta bardzo dobra. Dla mnie jeszcze większą radością jest, kiedy jest to płyta kogoś, kogo kompletnie wcześniej nie znałem. W tym przypadku jest to nawet debiut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Holly Miranda pochodzi z Brooklynu i wcześniej udzielała się w grupie Jealous Girlfriends. Album "The Magician's Private Library" to jej pierwsze solowe wydawnictwo. No i od razu pani Holly postanowiła uderzyć z wysokiego C.&lt;br /&gt;Dźwięki na tej płycie najłatwiej opisać jako dream pop. Całość jest niezwykle eteryczna, zatopiona w pogłosach. Jednym słowem: przestrzeń. Takie stwierdzenia mogłyby wywołać skojarzenie, że muzyka jest nudna i nieciekawa. Nic bardziej mylnego! Ta płyta od pierwszych dźwięków wciąga swoim klimatem. Najlepiej sobie w tym momencie wyobrazić stan pomiędzy snem, a jawą - człowiek nie jest do końca obudzony, ale już za rogiem czai się rzeczywistość. Holly bardzo umiejętnie balansuje na tej właśnie granicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na płycie jest 10 utworów i praktycznie każdy jest tak samo dobry. Nie ma tu tego, co jest w gruncie syndromem wielu ostatnio wydawanych płyt - parę utworów singlowych, reszta raczej średnia. Duża w tym zasługa Holly - sama napisała wszystkie utwory, no i oczywiście sama je zaśpiewała. Jej głos jest z jednej strony delikatny, a z drugiej strony mocny i wyrazisty. Słucha się go bardzo przyjemnie. Warto też wspomnieć, że Holly zagrała na tej płycie na gitarach, klawiszach, fortepianie...&lt;br /&gt;Niewątpliwie ważną postacią na "The Magician's Private Library" jest David A. Sitek - mózg Tv On The Radio. Sitek odpowiedzialny był za produkcję oraz zagrał na dużej ilości instrumentów. Wykonał kawał świetnej roboty, bowiem tego typu płyty łatwo popsuć - często muzyka jest dominująca, a wokal jest tylko dodatkiem. Tu jednak całość jest niezwykle organiczna. Głos jest traktowany na równi z muzyką, w związku z tym każdy utwór to integralna całość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już teraz wiem, że solowy debiut Holly Mirandy znajdzie się w moim top 2010. Potrzeba takich płyt, które uciekają od gitarowego zgiełku i jednocześnie nie nudzą. Świetna rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu jeden z utworów Holly do posłuchania:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="265" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bN8WknOjuFU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bN8WknOjuFU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A sama Holly jest wielce przeurocza :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zKodGnpAI/AAAAAAAAAy8/LoUCkPYbVt8/s1600-h/holly+miranda.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zKodGnpAI/AAAAAAAAAy8/LoUCkPYbVt8/s320/holly+miranda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zKuAzWBmI/AAAAAAAAAzE/ZUrLGgRW7_g/s1600-h/2208262109_70aca585cd-735409.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zKuAzWBmI/AAAAAAAAAzE/ZUrLGgRW7_g/s320/2208262109_70aca585cd-735409.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1895131019921309415?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1895131019921309415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/holly-miranda-magicians-private-library.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1895131019921309415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1895131019921309415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/holly-miranda-magicians-private-library.html' title='Holly Miranda - The Magician&apos;s Private Library'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S5zBCr9gX2I/AAAAAAAAAy0/Fgf01wHWCZQ/s72-c/0ad7717ahollymiran.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5815345306827001058</id><published>2010-03-02T04:43:00.000-08:00</published><updated>2010-03-02T04:43:19.877-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Brian Eno - Another Green World</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S4z_XZ3JtkI/AAAAAAAAAys/1HMD0CwINQA/s1600-h/B000025JSF.02.LZZZZZZZ.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S4z_XZ3JtkI/AAAAAAAAAys/1HMD0CwINQA/s320/B000025JSF.02.LZZZZZZZ.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Chyba każdy, kto podejmuje się napisania recenzji czy też opisu jakiejś płyty, natrafia na taki moment, że nie wie co napisać. Nie dlatego, że płyta jest słaba albo nijaka. Dlatego, że płyta od pierwszej do ostatniej minuty jest genialna jako całość. Z płytą "Another Green World" ja mam taki właśnie problem. Mimo wszystko spróbuję trochę napisać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ta płyta jest trzecią solową płytą w dorobku Briana Eno. Ukazała się w 1975 roku. Warto przypomnieć, że to był czas, kiedy na mocnych nogach stały już gatunki takie jak pop, hard rock, heavy metal, prog rock, startowała też elektronika. Eno mógł nagrać płytę, która mieściłaby się w ramach któregoś z tych gatunków. Mógł je także wymieszać ze sobą. On jednak postanowił nagrać płytę popową, która jednocześnie popową nie jest. Na tej samej zasadzie jest awangordowa, ale nie jest. Elektroniczna? I tak, i nie. Zatem jaka?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Taka, że recenzent ma problem. Weźmy utwór otwierający - "Sky Saw". Sekcja rytmiczna: Phil Collins na bębnach, Percy Jones i Paul Rudolph na gitarach basowych (tak, dwa basy!!!). John Cale na skrzypcach gra kakofonicznie w stylu Velvet Underground (zaryzykuję stwierdzenie, że nawet lepiej). Eno na przetworzonych gitarach (gitara niczym tytułowa piła...czy ktoś w 1975 myślał o industrialu?) i Eno śpiewa (tekst bardziej mi się kojarzy z jakimś haiku). Nic do siebie nie pasuje, ale tylko na papierze. W tym właśnie wyraża się geniusz Briana - pozorny nieład tworzy w konsekwencji totalnie poukładaną całość. Nie chciałbym powiedzieć, że tak jest do końca, bo dzieje się tu sporo. Chociażby w kolejnym utworze mamy właściwie jazz. Dalej jest motoryczna elektronika, która z jednej strony zapowiada to, co do perfekcji 2-3 lata później doprowadzi Kraftwerk, z drugiej strony totalnie usprawiedliwia berlińską trylogię Bowiego. Warto nadmienić, że to był także czas, kiedy Eno rozpoczął definiowanie stylu, który sam nazwał potem "ambientem". Nie powinno zatem dziwić, że na Another Green World jest sporo dźwiękowych miniatur utrzymanych w niepowtarzalnym, pejzażowym stylu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i piosenki. Już na poprzednich albumach Eno udowodnił, że ma niezwykły talent do pisania uroczych, prostych, ale niebanalnych melodii. Powiedzmy sobie szczerze: słuchając takiego "I'll come running" robi się po prostu miło i uroczo. A gdy się jeszcze doda solo Roberta Frippa...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Another Green World to jedna z tych płyt, gdzie po prostu nie da się wyróżnić czegokolwiek. Płyta, gdzie absolutnie każdy element jest na swoim miejscu i tak naprawdę mamy do czynienia z muzyką, a nie instrumentami grającymi muzykę. Stąd ta moja recenzja może zbyt rzetelna nie jest. Chciałbym jednak, by ta recenzja skłoniła chociaż do zapoznania się z tym materiałem. Dla mnie jest to najwybitniejsza płyta 1975 roku obok "Wish You Were Here" Pink Floyd.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;11/10&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5815345306827001058?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5815345306827001058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/brian-eno-another-green-world.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5815345306827001058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5815345306827001058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/03/brian-eno-another-green-world.html' title='Brian Eno - Another Green World'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S4z_XZ3JtkI/AAAAAAAAAys/1HMD0CwINQA/s72-c/B000025JSF.02.LZZZZZZZ.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-6125775314524632435</id><published>2010-02-25T03:51:00.000-08:00</published><updated>2010-02-25T03:53:19.768-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Why do you get all the love in the world?</title><content type='html'>Są zespoły, wobec których człowiek przestaje być obiektywny. Jest muzyka, która za każdym razem robi te same dobre wrażenie. Bez wątpienia dla mnie takim zespołem jest Nine Inch Nails.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dźwiękami Trenta Reznora zetknąłem się po raz pierwszy 5 lat temu. Poleciła mi je internetowa znajoma. To był czas, kiedy zacząłem się otwierać na nowe dźwięki, jednak dość mocno siedziałem jeszcze wtedy w tzw. progresie. Jako że był to rok 2005, to miałem okazję posłuchać na początek płyty With Teeth (może jakiś tydzień po premierze). I spodobało się. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć co dokładnie: teksty? muzyka? wokal? brzmienie? Pewnie wszystko razem dało bardzo pozytywny odbiór. Niemniej nie mogę powiedzieć, że wtedy miałem jakiś wielki szczękoopad - ot kolejny bardzo dobry zespół. Po With Teeth kolejne płyty lądowały na półce: The Fragile, The Downward Spiral. Od tego czasu NIN po prostu dla mnie było. Z miesiąca na miesiąc jednak Reznor perfidnie wkręcał się w moją głowę. Oprócz słuchania pojawiło się też czucie muzyki. Reznor mi się wkręcił w głowę, a ja niesamowicie się wkręciłem w NIN. Kupiłem wszystkie wydawnictwa, które w miarę bez problemu można było w Polsce dostać (obecnie mam na półce 16 NINowych wydawnictw). Po co to piszę? Bo ostatnio wróciła mi faza na muzykę Nine Inch Nails. Słucham tego na potęgę i potwierdza się to, co napisałem na początku - odczuwam taką samą (jak nie większą nawet) radość jak podczas słuchania pierwszy raz. Bo to jest świetna muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pretty Hate Machine... No rany: Terrible Lie, Sin, Sanctified, Something I Can Never Have, Head Like A Hole...słów brakuje - to są absolutne hiciory. Syntetyczne brzmienie, w gruncie rzeczy niezwykle melodyjne utwory...I ciągle ta przeogromna chęć wrzeszczenia z Reznorem "Hey God!" w Terrible Lie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Broken... Czad, czad, czad.... Nie wiem czemu, ale jakoś mocno utożsamiam się z tekstami tej EPki....Wish, Gave Up, Last, Suck... Być może brak tu wyrafinowania (zwłaszcza w porównaniu z tym, co dopiero w muzyce NIN się pojawić miało). ale jest ta niesamowita reznorowska agresja i desperacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Downard Spiral.... Trent nieprzypadkowo śpiewa, że "God is dead"...Na tej płycie pokazał, że jest geniuszem. Że ma cholernie wielki talent. Że chyba nikt tak świetnie nie oddał muzycznie i tekstowo odczuć zagubionego i w pewnym sensie skrzywdzonego życiem człowieka. Każdy utwór jest absolutnie perfekcyjny. A jeśli chodzi o ciężar (nie szybkość riffów, ale właśnie ciężar), to przy Reptile wysiada większość grup grających tzw. ciężką muzykę. Naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Fragile... Niby spokojniej, ale dla mnie tu Reznor osiągnął apogeum swojego artystycznego przekazu. Na Fragile gniew ustąpił miejsca smutkowi, zniechęceniu, depresji oraz desperacji. Cholernie dobra i cholernie piękna płyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;With Teeth... przez Right Where It Belongs nie da się tej płyty nie lubić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Year Zero... Rozwala mnie ten album. Trudna w odbiorze mieszanka elektronicznych zgrzytów i innych dziwnych dźwięków. Za pierwszym razem nie wchodzi, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem miażdży. Dla mnie jest to jeden z najlepszych przykładów dźwiękowej schizofrenii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ghosts I-IV...36 utworów, reznorowy ambient. Soundtrack do snów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Slip...Powrót do rockowego brzmienia. Jest brudno, garażowo i niesamowicie fajnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście są jeszcze płyty z remixami, są single...Naprawdę sporo by było pisania, a ja nie potrafię o tym wszystkim napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napiszę tylko tyle: Trent Reznor jest bogiem i geniuszem. Ma we mnie szczerego i oddanego wyznawcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...underneath we're not so tough...&lt;br /&gt;....and love is not enough&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od paru dni na stronie nin.com publikowane są zdjęcia ze studia nagraniowego. Co prawda żadnego komentarza nie ma, ale dla mnie to jednoznaczne potwierdzenie, że powstaje nowa muzyka. Czekamy, Trent.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-6125775314524632435?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/6125775314524632435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/why-do-you-get-all-love-in-world.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6125775314524632435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6125775314524632435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/why-do-you-get-all-love-in-world.html' title='Why do you get all the love in the world?'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-7122899982663540846</id><published>2010-02-16T01:47:00.000-08:00</published><updated>2010-02-16T01:47:19.335-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Peter Gabriel - "Scratch My Back"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S3ppm92gJVI/AAAAAAAAAyk/__wbIMiX44k/s1600-h/300pgabriel.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S3ppm92gJVI/AAAAAAAAAyk/__wbIMiX44k/s320/300pgabriel.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam wakacje 2002 roku, kiedy to jechałem z rodzinką na wakacje. W samochodzie leciała radiowa Trójka i akurat prowadzący (nie pamiętam kto) jarał się, że już wkrótce nowa płyta Petera Gabriela. Przyznam, że mego imiennika wtedy kompletnie nie znałem. Wiadomo - "Sledgehammer" i "Don't Give Up" zna każdy, ale nie o to przecież chodzi. Nie rozumiałem za bardzo o co chodzi z tym zamieszaniem. Dopiero kilka miesięcy później postanowiłem przysłuchać się twórczości PG. No i wpadłem. Od razu wiedziałem skąd się wzięło wspomniane wyżej zamieszanie - artysta nowymi płytami fanów nie rozpieszcza. Od ostatniego, pełnoprawnego solowego "Up" minęło już niemal 10 lat!. Nie dziwne więc, że jeśli się artystę lubi i szanuje, to oczekuje się nowych wydawnictw. Teraz to doskonale rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Informacje o "Scratch My Back" pojawiały się od jakiegoś czasu. Muszę przyznać, że zamiast ekscytacji, każda z tych wiadomości wywoływała u mnie coraz to większe zdziwienie. Same covery? Orkiestrowa aranżacja? WTF? Powiedziałem sobie, że jednak uprzedzać się nie będę. Najpierw posłucham, potem ocenię. Zatem oceniam ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Peter Gabriel od początku swojej kariery lubił bawić się formą. Ma niezwykły dar łączenia popu z etnicznymi brzmieniami. Często doprawione jest to awangardowym brzmieniem. Faceta po prostu ubóstwiam, jednak za "Scratch My Back" ubóstwiać Petera nie mogę. Wbrew pozorom nie mam pretensji o te covery. I tak na plus należy zaliczyć to, że są to covery Radiohead, Arcade Fire, Talking Heads, a nie jakieś rzeczy oczywiste. Mam raczej zastrzeżenia do formy. Mówiąc wprost: płyta wypełniona w 100% orkiestrowymi brzmieniami mnie kompletnie nudzi. Całość jest jednostajna, przewidywalna i bez polotu. Może ktoś powiedzieć, że w końcu Gabriel już się nagrał w życiu, że nie musi odkrywać nowych muzycznych terytoriów... Zgoda, ale nudy to nie usprawiedliwia. I nie usprawiedliwia to 10 lat czekania na nowe wydawnictwo. Wystarczy spojrzeć na młodych, którzy teraz potrafią wydać nawet 2 porywające płyty w ciągu roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciałbym jednak do końca jechać po tym wydawnictwie, bo de facto nie jest ono aż takie złe. Moim zdaniem bardziej trafi do tych, którzy szukają takiej właśnie muzyki i niekoniecznie lubią (lub znają) Petera Gabriela. Spora grupa fanów może się jednak poczuć rozczarowana. I ja się do tej grupy zaliczam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-7122899982663540846?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/7122899982663540846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/peter-gabriel-scratch-my-back.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7122899982663540846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7122899982663540846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/peter-gabriel-scratch-my-back.html' title='Peter Gabriel - &quot;Scratch My Back&quot;'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S3ppm92gJVI/AAAAAAAAAyk/__wbIMiX44k/s72-c/300pgabriel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-395269771133225694</id><published>2010-02-12T13:59:00.000-08:00</published><updated>2010-02-12T13:59:30.915-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacje'/><title type='text'>Danny Cavanagh + Leafblade - 10.02.2010, No Mercy, Warszawa</title><content type='html'>Na koncert Danny'ego Cavanagh w ogóle nie czekałem. Nie jestem fanem akustycznej konwencji, poza tym wolę jednak, jak przyjeżdża normalnie cały zespół (wyjątek robię tylko dla Steve'a Hogartha). Zdecydowałem się jednak wybrać do No Mercy, bo w końcu bilety drogie nie były, znajomi też jechali...i w domu siedzieć się nie chciało ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z red. Wojtachem dotarliśmy w okolice No Mercy o godzinie 19. Specjalnie wcześniej, bo nie posiadałem biletu i chciałem mieć pewność, że wejdę. No i oczywiście wcześniejsza godzina miała być spędzona na spożyciu złotego napoju. Plan udał się połowicznie, bowiem drzwi do klubu nie dały się otworzyć i po którejś próbie otworzyła pani i oznajmiła, że wpuszczać będą dopiero o 20 (o tej godzinie planowo miał startować koncert) oraz że biletów nie zabraknie. Zatem zaczęliśmy wypełniać punkt drugi porządku wieczornego, czyli spożycie złocistego trunku (przebiegło w miłej atmosferze i bez przeszkód - to tak gwoli kronikarskiego obowiązku).&amp;nbsp; Przejdźmy zatem do kwestii już czysto muzycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na scenie pojawiło się wpierw Leafblade. Miałem okazję słyszeć już ten zespół na żywo (ponad dwa lata temu supportowali Antimatter w Progresji), więc wiedziałem, czego się spodziewać. Zaskoczył mnie skład, bowiem oprócz Seana Jude'a na scenę wszedł Danny C i grali/śpiewali we dwóch. Muzyka Leafblade to dla mnie taki typowy "ogniskowy" folk. Wytworzył się naprawdę przyjemny klimat i było po prostu ładnie. Kilkanaście minut po 21 na scenę wszedł ponownie sam Danny. Zastanawiałem się wcześniej jak zabrzmi muzyka w wykonaniu pana Cavanagh - w końcu&amp;nbsp; to tylko on + gitara. Po pierwszych dźwiękach już było wiadomo - nie brakuje niczego. Daniel używał różnego rodzaju elektronicznych urządzeń, które służyły do zapętlania dźwięków w czasie rzeczywistym. Świetna sprawa, bo choć dźwięki oszczędne, to jednak kapitalnie sprawdzały się jako podkład. Co było? Oczywiście hity Anathemy: Fragile Dreams, Deep, One Last Goodbye, Lost Control, Are You There?.... Jeśli chodzi o emocje, to w niczym nie ustępowało to koncertom Anathemy - to są po prostu świetne kompozycje. Akustyczna formuła również pasowała do tych rockowych przecież utworów (co zresztą potwierdziła płyta Hindsight). Oprócz tego były covery...I to jakie! Oprócz oczywistych, jak np. Wish You Were Here, pojawiło się "Wasted Years" Iron Maiden, Enjoy the Silence. A na sam koniec 3 "epickie" covery: "High Hopes" Pink Floyd, Stairway to Heaven (wiadomo) i Brothers in Arms (wiadomo). Z racji wspomnianych wcześniej urządzeń, jak i rewelacyjnej formy Danny'ego, daleko było tym wersjom do prostych ogniskowych piosenek na 3 akordy. Przyznam szczerze, że byłem oczarowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: świetny kontakt z publicznością, świetny dobór utworów, świetna forma i świetny klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na minus zaliczam organizację tego w No Mercy. I paradoksalnie nie mam na myśli nagłośnienia, które (o dziwo) było naprawdę dobre. Chodzi o totalną dezinformację - wszędzie napisane, że koncert o 20, a dopiero o tej godzinie wpuszczają do klubu. Poza tym standardowe problemy przy wejściu - wpisywanie ludzi na listę w tym klubie odbywa się chyba randomowo. Na szczęście w miarę rozsądnie daje się wszystko wyjaśnić, ale niesmak pozostaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.s. Danny bardzo zainteresował się moją koszulką Tides from Nebula - obejrzał dokładnie, a potem stwierdził, że jest ona "Sooooooo 70's"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.s.2. Na moje pokoncertowe pytanie "Kiedy nowa Anathema", dostałem odpowiedź: "Maj".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekamy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-395269771133225694?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/395269771133225694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/danny-cavanagh-leafblade-10022010-no.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/395269771133225694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/395269771133225694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/danny-cavanagh-leafblade-10022010-no.html' title='Danny Cavanagh + Leafblade - 10.02.2010, No Mercy, Warszawa'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-6375453670678190154</id><published>2010-02-02T04:30:00.000-08:00</published><updated>2010-02-02T04:33:31.324-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>David Bowie - A Reality Tour</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S2gT4FsrqNI/AAAAAAAAAyY/8JymoebLvII/s1600-h/bowie_reality_tour.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="182" src="http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S2gT4FsrqNI/AAAAAAAAAyY/8JymoebLvII/s200/bowie_reality_tour.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;David Bowie - o nim powiedziano i napisano już chyba wszystko. Dla mnie po wsze czasy będzie on jednym z najwybitniejszych artystów ever (warto pamiętać, że: pisze piosenki, śpiewa, gra na wielu instrumentach, maluje i gra w filmach). Jego kariera trwa już ponad 40 lat. Niestety od 2004 roku muzycznie praktycznie się nie udziela. Miał na to wpływ zawał i pobyt w szpitalu. Z drugiej strony należy mu się odpoczynek - w końcu prowadził mocno rock'n'rollowy tryb życia ;) Nie zmienia to faktu, że fani czekają jednak na ten dzień, kiedy pojawi się info o nowej płycie. Póki co musimy cieszyć się tym, co mamy. Dokładnie dziś w sklepach pojawiło się nowe-stare wydawnictwo "A Reality Tour"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Dlaczego nowe-stare? Jest to bowiem wersja audio dwóch dublińskich koncertów, które na dvd ukazały się właśnie w 2004 roku. Zdecydowanie jednak warto po tę płytę (dwie płyty) sięgnąć. Tracklista imponująca: 33 nagrania, ponad 150 minut dźwięków. Jest też bonus, którego posiadacze dvd nie mają: 3 dodatkowe utwory. O samych kompozycjach nie ma co się wypowiadać - są genialne. Ważne, że David grał wtedy bardzo przekrojowo, w związku z czym pojawiają się utwory z praktycznie wszystkich okresów jego kariery. Mamy więc mocno rockowe dźwięki ery Ziggy'ego Stardusta, fragmenty eksperymentalnej berlińskiej trylogii, popowe hity, industrialne dźwięki Outside czy też powrót do klasycznych brzmień z ostatnich płyt. Perełki? By nie szukać daleko: Under Pressure. Absolutnie fenomenalne wykonanie w duecie z basistką Gail Ann Dorsey. Co ważne, utwory nie są przearanżowane w stosunku do studyjnych odpowiedników. Z drugiej strony nie są jednak odegrane nuta w nutę, przez co cały czas ma się niesamowitą radość z obcowania ze znanymi przecież na pamięć piosenkami. Duża w tym zasługa zespołu. W pewnych momentach słychać aż cztery gitary!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;I tu dochodzimi do strony technicznej wydawnictwa. Z koncertówkami często jest tak, że brzmią albo sterylnie (niemal studyjnie), albo przesadnie brudno. W przypadku "A Reality Tour" wszystko jest perfekcyjne: czysto, przejrzyście, ale cały czas wiemy, że słuchamy koncertu. I to koncertu z baaaardzo dobrym nagłośnieniem ;) Jeśli grają dwie gitary, to słychać obie idealnie. Jeśli Mike Garson (mistrz!!!) gra chociaż jeden dźwięk na fortepianie, to go słychać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Podsumowując: świetny repertuar, świetni muzycy, świetne wykonania, świetny Bowie. Obowiązkowo!!! Nie tylko dla fanów pana Davida.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-6375453670678190154?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/6375453670678190154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/david-bowie-relity-tour.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6375453670678190154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6375453670678190154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/02/david-bowie-relity-tour.html' title='David Bowie - A Reality Tour'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S2gT4FsrqNI/AAAAAAAAAyY/8JymoebLvII/s72-c/bowie_reality_tour.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-2600050911078791623</id><published>2010-01-31T14:56:00.000-08:00</published><updated>2010-01-31T14:56:45.053-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogłoszenia parafialne'/><title type='text'>Drobny update</title><content type='html'>Z planami często jest tak, że je się ma. I koniec. Tak też niestety stało się z moją ofensywą blogową, którą to zapowiedziałem parę dni temu. Niestety ostatni tydzień wyglądał tak, że czas stricte wolny to był czas na sen. Praca, koncerty, różnego rodzaju spotkania itp. - przez to zabrakło sił na nowe wpisy. Ale będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętajcie, że już w niedzielę 7.02 o godzinie 16.30 start nowej audycji - Stymulacja Intelektualna nikogo nie pozostawi obojętnym ;) Słuchać na www.radioaktywne.pl. Słuchać. Przeżywać. Przede wszystkim słuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blog audycji: &lt;a href="http://stymulacjaintelektualna.blogspot.com/"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-2600050911078791623?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/2600050911078791623/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/drobny-update.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2600050911078791623'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2600050911078791623'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/drobny-update.html' title='Drobny update'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-3149368091425053776</id><published>2010-01-25T00:57:00.000-08:00</published><updated>2010-01-25T00:57:01.873-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacje'/><title type='text'>Hey + The Black Tapes + Folder – 22.01.2010, Stodoła, Warszawa</title><content type='html'>To był już drugi koncert grupy Hey w Stodole w ciągu miesiąca i drugi wyprzedany. Zacząłem się nawet zastanawiać&amp;nbsp; co jest tego przyczyną: popularność wypracowana przez lata, czy też nadzwyczaj udana płyta „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Koncert dał mi jako taką odpowiedź na to pytanie. Ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym supportem była grupa Folder. Wcześniej kompletnie nie słyszałem ich twórczości i nawet w ogóle nie obiła mi się o uszy ta nazwa. Zaskoczyli mnie nadzwyczaj pozytywnie swoją muzyką, w której można doszukać się inspiracji chociażby Interpolem czy innymi wykonawcami, którym nie jest obcy duch Joy Division. Bardzo chętnie wybrałbym się na ich koncert w jakimś mniejszym klubie. Warto na nich zwrócić uwagę. Następnie na scenę wyszli The Black Tapes. Zaprezentowali set na swoim wysokim poziomie, czyli było energetycznie i rockowo. Publiczności chyba też się podobało, choć widać było, że dla wielu jest to pierwszy kontakt z ich muzyką. Czas, jaki pozostał do występu Hey, spędziłem na przeciskaniu się do fosy, w związku z tym zleciało szybko ;) (dawno nie widziałem w Stodole takiego tłumu ). Kilkanaście minut po godzinie 21 zgasły światła. Z głośników zaczęły wybrzmiewać dźwięki „Vanitas” – utworu otwierającego najnowszą płytę Hey. Ku mojemu zdziwieniu nawet śpiew Kasi Nosowskiej był z taśmy. Na scenę powoli schodzili się instrumentaliści, a gdy rozpoczęła się transowa końcówka wiedziałem już, że to będzie dobry koncert. Brzmienie było niezwykle klarowne i mocne. Panowie postanowili trochę sobie pograć (już na żywo) i to, co na płycie trwa kilkanaście sekund, na żywo zostało rozciągnięte do paru minut. Zrobiło się niesamowicie hipnotycznie. Kasia Nosowska pojawiła się dopiero przy drugim utworze – jak zwykle małomówna, praktycznie nieruchoma. Tego wieczoru, mimo lekko chorego gardła, była w bardzo dobrej formie wokalnej. Warto też wspomnieć o dodatkowym muzyku, który od początku wspierał zespół grą na pokaźnym zestawie instrumentów klawiszowych oraz wokalnie – Krzysztof Zalewski, zwycięzca drugiej edycji Idola, pokazał się z naprawdę ciekawej strony, bowiem do tej pory kojarzył mi się raczej z muzyką stricte rockową, a na koncercie zaprezentował się jako bardzo zdolny klawiszowiec.&lt;br /&gt;Zespół w pierwszej części odegrał całą płytę „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” zachowując kolejność utworów. Potem zabrzmiały starsze utwory, jak chociażby „Że”, „Antiba”, „Heledore Baby”, „Muka”. Warto zaznaczyć, że zespół postanowił zagrać je trochę inaczej, stosując patenty z najnowszej płyty. Nie oznacza to, że nagle perkusję zastąpiły beaty, jednak brzmienie było zdecydowanie bardziej nowoczesne – mnie się podobało, choć wiele osób mogło się poczuć rozczarowanymi takim podejściem do starszej twórczości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas na podsumowanie: ten koncert mógł rozczarować. Mógł rozczarować tych, dla których Hey to przede wszystkim zespół z lat 90, grający rockowe, surowe utwory. Mógł rozczarować tych, którzy od swojego ulubionego zespołu oczekują na koncercie swoistego greatest hits. Mógł rozczarować tych, którym nie odpowiada stylistyczna zmiana zaprezentowana na ostatniej płycie. Z drugiej strony Hey zaprezentował się jako niezwykle profesjonalny zespół, który jest niesamowicie pewny muzycznej drogi, jaką obrał i który nie chce stać w miejscu. Pokazali, że nie są juwenaliowo-odpustową grupą dla małolatów (choć było przecież mnóstwo młodych ludzi).&amp;nbsp; Po tym koncercie naprawdę czekam z ciekawością na to, co pokażą na swoim kolejnym wydawnictwie. Jestem zdecydowanie na tak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-3149368091425053776?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/3149368091425053776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/hey-black-tapes-folder-22012010-stodoa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3149368091425053776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3149368091425053776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/hey-black-tapes-folder-22012010-stodoa.html' title='Hey + The Black Tapes + Folder – 22.01.2010, Stodoła, Warszawa'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-6172856952247566414</id><published>2010-01-23T16:57:00.000-08:00</published><updated>2010-01-23T16:57:43.925-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogłoszenia parafialne'/><title type='text'>Ogłoszenia parafialne - 24.01.10</title><content type='html'>Nie lubię, kiedy nic się nie dzieje. Nie lubię, kiedy ostatni wpis na blogu pojawia się niemal 2 tygodnie temu. W związku z tym zastosuję samomotywację, czyli będzie oficjalna zapowiedź tego, co w ciągu tygodnia tu się pojawi. I w razie czego proszę mnie rozliczać, gdybym się z obietnicy nie wywiązał ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- relacje z koncertów Hey i Asleep In The Park&lt;br /&gt;- recenzje płyt, które w przeciągu paru ostatnich dni trafiły w moje ręce (jest ich sześć - nie wiem, czy dam radę ze wszystkimi, ale się postaram)&lt;br /&gt;- powrót do recenzji pana Eno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan ambitny i mam nadzieję, że uda się zrealizować go w całości. A jeśli nie w całości, to przynajmniej każdy punkt znajdzie swojego reprezentanta - to mogę obiecać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-6172856952247566414?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/6172856952247566414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/ogoszenia-parafialne-240110.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6172856952247566414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6172856952247566414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/ogoszenia-parafialne-240110.html' title='Ogłoszenia parafialne - 24.01.10'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-6987813105414925973</id><published>2010-01-13T08:17:00.000-08:00</published><updated>2010-01-13T12:37:24.185-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Led Zeppelin - Houses of the Holy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S03tOrZmQBI/AAAAAAAAAx4/-tzSIpSbmwI/s1600-h/houses-of-the-holy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S03tOrZmQBI/AAAAAAAAAx4/-tzSIpSbmwI/s320/houses-of-the-holy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zwykło się mówić, że trzecia płyta zespołu tak naprawdę pokazuje na co zespół stać: debiut - wiadomo - zachwyt i euforia, druga płyta jedzie zazwyczaj na fali pierwszej. No i przychodzi płyta nr 3. "Houses of the Holy" ma numer 5. W przypadku Led Zeppelin reguła, o której wspomniałem na początku, raczej nie ma zastosowania. Pierwsze cztery albumy są absolutną klasyką i co do tego nie ma wątpliwości. Zapewne wiele zespołów poszłoby za ciosem, bo po co niby zmieniać to, co dobre. Led Zeppelin postanowiło inaczej: nie tylko idziemy do przodu, ale i trochę w bok.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Gdy czytam recenzje "Houses..." to często pojawiają się opinie, że to taka niezdecydowana płyta. Bo do tej pory był hard rock, ciągłe inspiracje bluesem, Stairway to Heaven, a tu co? Pseudo reggae? No jak tak można ;) Ale właśnie w tym tkwi siła tej płyty: w różnorodności, która potwierdziła to, z jakimi wybitnymi muzykami i kompozytorami mamy do czynienia. Zaczyna się dość niewinnie. "The Song Remains the Same" to w sumie nieodbiegający utwór od tego, do czego Led Zeppelin nas przyzwyczaiło - jest czadowo, gitary pędzą, bas gra aż miło (John Paul Jones to mistrz - o tym później). Mimo wszystko jednak jest tu nowa jakość: zamiast riffów Jimmy Page raczej gra różnorakie gitarowe tekstury, Robert Plant śpiewa sztucznie podwyższonym głosem, tempo i melodia się zmieniają. Progresywny hard rock? Chyba to najwłaściwsze określenie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W utworze numer dwa dzieją się cuda. Doprawdy nie wiem, dlaczego wszyscy tak wielbią "Stairway to Heaven" nie dostrzegając, że w temacie balladowego i spokojnego grania "The Rain Song" jest jednym z najlepszych utworów Zeppelina. Mellotron, świetna gra Page'a, zero popisów i kapitalny nastrój. Wystarczy tylko dać poszaleć JPJ i powstaje rzecz kapitalna. "Over the Hills and Far Away" to kolejna dobra piosenka z bardzo fajnym groovem - coś, co od razu zapada w pamięć. W podobnym stylu (i jednocześnie tym bardziej klasycznym zeppelinowym) utrzymane są "The Crunge", "Dancing Days" i "The Ocean". Na koniec zostawiłem dwie absolutne perły. "D'yer Mak'er" - tego się nie powinno lubić, bo w sumie jest banał. Ale powiedzmy sobie szczerze: buja jak cholera. "No Quarter"...tu za to wątpliwości być nie może: arcydzieło. John Paul Jones na fortepianie elektrycznym stworzył jeden z najbardziej klimatycznych utworów ever. Jest i psychodelicznie, i tajemniczo, i z gracją. Nawet te mocniejsze wejścia gitary Page'a są na swoim miejscu. Na żywo jest nawet jeszcze lepiej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i tak się kończy moja druga (po "Physical Graffiti") ulubiona płyta Led Zeppelin. Może trochę niedoceniana, ale tak często jest, jak zespół próbuje czegoś nowego. Kto nie zna, to proponuję któregoś wieczoru odpalić "Houses of the Holy" na słuchawkach i zanurzyć się w tych dźwiękach. Led Zeppelin to w końcu nie tylko "Whole Lotta Love" ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-6987813105414925973?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/6987813105414925973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/led-zeppelin-houses-of-holy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6987813105414925973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6987813105414925973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/led-zeppelin-houses-of-holy.html' title='Led Zeppelin - Houses of the Holy'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S03tOrZmQBI/AAAAAAAAAx4/-tzSIpSbmwI/s72-c/houses-of-the-holy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-41954628258994489</id><published>2010-01-08T08:27:00.000-08:00</published><updated>2010-01-08T08:27:44.504-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Brian Eno - Taking Tiger Moutain (By Strategy)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0dXu1LK3oI/AAAAAAAAAxs/YGk609-Q7ko/s1600-h/BrianEno-TakingTigerMountain-Front.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0dXu1LK3oI/AAAAAAAAAxs/YGk609-Q7ko/s320/BrianEno-TakingTigerMountain-Front.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Druga solowa płyta Briana Eno przeczy popularnemu przekonaniu, że "studyjne dopieszczanie" musi trwać długo i płyty wydaje się co 2-3 lata. "Taking Tiger Mountain (By Strategy)" została nagrana we wrześniu 1974, a już w listopadzie tego samego roku leżała na sklepowych półkach. Kusi pomyśleć, że płyta pewnie nienajlepsza, skoro już druga w tym samym roku i tak ekspresowo przygotowana. Nic bardziej mylnego. Niemniej są pewne zmiany.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Pierwsze, co się rzuca w uszy, to pewne uproszczenie formy. Utwory mają zwartą konstrukcję, są znacznie bardziej przejrzyste niż te z debiutanckiego albumu. Słychać to też w produkcji. Wszystko jest bardziej selektywne, mniej tu dźwiękowej zupy. Czy to zatem oznacza, że Eno poszedł na kompromis? W żadnym razie. Swoją drugą płytą udowodnił swój nieprzeciętny kompozytorski talent. Wystarczy posłuchać utworu otwierającego płytę: charakterystyczny gitarowy motyw na początek i niezwykle wpadająca w ucho melodia. Tak jest właściwie przez całą płytę - to zestaw świetnych piosenek. Szczególnie chciałbym tu wyróżnić utwór "Third Uncle". Zaczyna się od basu przywodzącego na myśl "One of These Days" Pink Floyd, a potem jedna wielka galopada. Pamiętajmy, że to rok 1974 i czasy punku, cold wave'u i Joy Division miały dopiero nadejść. Kiedy pierwszy raz usłyszałem "Third Uncle", to od razu pomyślałem: przecież tak gra kapela Iana Curtisa...No ale rok się nie zgadza i wypada teraz powiedzieć: Joy Division zżyna z Eno ;) Może przesadzam, ale najlepiej samemu się przekonać. W ogóle na płycie sporo takich uproszczonych w formie żwawych utworów. Słucha się tego wszystkiego naprawdę przyjemnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W przeciwieństwie do debiutu, na Taking Tiger Mountain gra w miarę stały skład muzyków i prawdopodobnie to zaważyło na tym ujednoliceniu formy. Mnie się to osobiście podoba - wyszła płyta momentami surowa, ale cały czas słychać, że nie są to zwykłe piosenki. W końcu Eno czuwa cały czas. Warto też wspomnieć, że to była pierwsza płyta, przy produkcji której Brian wykorzystał Oblique Strategies (więcej na ten temat w artykule o Eno parę postów niżej).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Podsumowując: jedna z lepszych popowych (pop-rockowych) płyt, do których samemu trzeba dotrzeć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/yai4bier1oM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/yai4bier1oM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-41954628258994489?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/41954628258994489/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/brian-eno-taking-tiger-moutain-by.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/41954628258994489'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/41954628258994489'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/brian-eno-taking-tiger-moutain-by.html' title='Brian Eno - Taking Tiger Moutain (By Strategy)'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0dXu1LK3oI/AAAAAAAAAxs/YGk609-Q7ko/s72-c/BrianEno-TakingTigerMountain-Front.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-3739088717771495155</id><published>2010-01-05T15:48:00.000-08:00</published><updated>2010-01-05T15:48:18.858-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Brian Eno - Here Come the Warm Jets</title><content type='html'>Ponieważ zamierzam poświęcić więcej miejsca twórczości Briana Eno, czas na pierwszą odsłonę. Chciałbym napisać parę słów o każdym z jego "rockowych" albumów. Nieprzypadkowo to słowo umieszczam w cudzysłowie, bowiem określenie nie jest precyzyjne. Pod tym określeniem rozumiem wszystkie te albumy, których utwory mają uporządkowaną strukturę, trwają maksymalnie kilka minut i instrumenty stricte rockowe są na równi z różnymi elektronicznymi urządzeniami. Pora zaczynać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0PKDnZTJHI/AAAAAAAAAxk/Z0A3U5zBFSs/s1600-h/be-here-come-the-warm-jets.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0PKDnZTJHI/AAAAAAAAAxk/Z0A3U5zBFSs/s320/be-here-come-the-warm-jets.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Here Come the Warm Jets (1974)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Album wydany na samym początku 1974, choć nagrany w połowie roku poprzedniego. Jest to pierwszy pełnoprawny solowy album Eno. Warto na początku wspomnieć co nieco o samym powstawaniu tej muzyki i jej nagrywaniu. Po pierwsze: skład. Nazwiska są tu zacne - począwszy od całego składu Roxy Music (z wyłączeniem Briana Ferry'ego), po Johna Wettona i Roberta Frippa.&amp;nbsp; Po drugie: nagrywanie. Eno z założenia postanowił, by zestawić ze sobą muzyków kompletnie do siebie niepasujących, wywodzących się z innych muzycznych tradycji itp. Uznał, że przypadek i eksperyment sam w sobie, mogą być lepsze od z góry zaplanowanych efektów. Ponadto nigdy nie przekazywał zaproszonym gościom wprost tego, czego od nich oczekuje. Wolał np. zatańczyć. No bo czy taniec też nie może nieść ze sobą treści? Na pewno jest to bardziej oryginalne od "Stary, było nieźle, ale zagraj to raz jeszcze". Kiedy muzycy uporali się z nagraniami, Eno to wszystko po swojemu poprzerabiał do tego stopnia, że końcowy efekt często nie przypominał tego, co każdy z instrumentalistów pierwotnie nagrał. Dodatkowo doszły do tego manipulacje brzmieniami instrumentów, przez co we wkładce czytamy, że jeden z instrumentów to np. snake guitar.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;A jaka wyszła z tego muzyka? Od razu chciałoby się powiedzieć: awangardowa. Ale to by było niesprawiedliwe, bo awangarda mimo wszystko kojarzy się z czymś niezbyt przystępnym. Z tej płyty wyszła mieszanka popu, rocka, art rocka, glam rocka, brzmień elektronicznych...i awangardy. Utwór otwierający - "Neddles in the Camel's Eye" - ma naprawdę fajnego kopa. Napędzany jest niemal punkowymi gitarami z solówką w stylu The Shadows. Prawdziwą perłą jest jednak utwór nr 3 - "Baby's on Fire". Nosowy wokal Eno (wiem, że to głupie skojarzenie, ale dla mnie styl śpiewania idealnie wręcz ilustruje glam rockowy blichtr ze wszystkimi kolorowymi strojami, makijażami i homoseksualnymi odpałami), hi-hat wybijający ciągle ten sam rytm, a w 1:28 rozpoczyna się kosmos: Robert Fripp gra taką solówkę, że chyba tylko przez głuchotę recenzentów i słabe muzyczne obeznanie głosujących nie jest ona uwzględniana we wszelakiego typu rankingach gitarowych. Trudno mi powiedzieć, czy zagrana ona była w jednym podejściu. W każdym razie jest w tym tyle rockowej mocy, wirtuozerii i pasji, że ja normalnie padam na kolana. A to dopiero utwór numer 3. Dalej jest niezwykle różnorodnie - bardzo ładne "Cindy Tells Me" sąsiaduje z mega psychodelicznym i odjechanym "Driving Me Backwards". I tak jest do końca. Z jednej strony wygładzone popowe piosenki, z drugiej strony szaleństwo i kakofonia. Dozgonny szacun, że wszystko trzyma się razem po prostu fenomenalnie i nie ma na tej płycie absolutnie żadnego zbędnego dźwięku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Wielka płyta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-3739088717771495155?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/3739088717771495155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/brian-eno-here-come-warm-jets.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3739088717771495155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3739088717771495155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/brian-eno-here-come-warm-jets.html' title='Brian Eno - Here Come the Warm Jets'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/S0PKDnZTJHI/AAAAAAAAAxk/Z0A3U5zBFSs/s72-c/be-here-come-the-warm-jets.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-7425760927077959430</id><published>2010-01-04T14:20:00.000-08:00</published><updated>2010-01-04T14:23:26.162-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Igły w oku wielbłąda</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ten wpis będzie poświęcony jednemu artyście. Właściwie powinno być „Artyście”. Z wielkiej litery. Jednocześnie czuję się trochę zakłopotany, że wszystko to, co chcę o nim i o jego twórczości powiedzieć, musi się zawrzeć w ramach jednej blogowej notki. Tak naprawdę zasługuje na książkę, ale tego podejmować się nie będę ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brian Eno, bo o nim będzie mowa, to dla mnie artysta kompletny. Bóg, geniusz etc. Co ciekawe, nie jest to tylko moje zdanie. W Internecie można przeczytać niezliczone ilości komentarzy i opinii mówiących dokładnie to samo. Opinie te pochodzą także od uznanych ludzi kultury. Praktycznie zero krytyki. Czy słusznie? Oczywiście, że słusznie.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z kim, albo czym kojarzy się najpierw Brian Eno? Nie ma na dobrą sprawę jednej odpowiedzi, bowiem działa z powodzeniem na wielu frontach. Spróbuję zatem jakoś usystematyzować jego pracę.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brian Eno – muzyk.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Karierę zaczął w 1971 roku w Roxy Music. Tak właśnie – to ten zespół, który kojarzy nam się ze zblazowanym Brianem Ferry w nienagannym garniturze. Jednak na początku był to zespół w iście glam rockowym stylu. Stylu, do którego Eno dopasował się idealnie – makijaże, futra, boa z piór itp. Z Roxy nagrał dwie płyty, które zwykło się uważać za wielkie, bo właśnie on na nich gra. Bzdura. Wcale nie są to jakieś rewelacyjne dzieła. Można nawet powiedzieć, że są dość przeciętne. Wydaje się, że niezdecydowanie całej grupy oraz chęć Briana do eksperymentów sprawiły, że zdecydował się odejść i rozpocząć działania na własny kierunek.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Solowe działania Eno można podzielić na dwa nurty: dzieła „rockowe” i dzieła „elektroniczne”. Najbardziej kojarzony jest z elektroniką, ale zaczynał od płyt z piosenkami. I są to płyty rewelacyjne. Płyt elektronicznych nagrał zdecydowanie więcej i są one równie dobre. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brian Eno – filozof&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Iście filozoficzne podejście do sztuki, wraz z chęcią eksperymentowania, doprowadziły do tego, że Eno stał się ojcem ambientu. Nie każdy może wie, że to on wymyślił ten termin i w jednym z esejów napisał założenia tej muzyki. Oczywiście sam stworzył też od groma muzyki ambientowej, która uważana jest za klasycznego przedstawiciela gatunku i traktowana jest jak biblia (choć nagrania z elementami ambientu pojawiały się już 20-30 lat wcześniej). Poniekąd jest także twórcą tego, co po latach zyskało miano dark ambientu – dowód na to, jak często wyprzedzał epokę.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Warto także wspomnieć o frippertonics – jest to wymyślony przez Eno system tworzenia, nagrywania i odtwarzania dźwięku. W skrócie wygląda to tak: mamy dwa magnetofony. Na jednym się nagrywa dźwięk, taśma przechodzi do drugiego i w nim jest odtwarzana, potem wraca do pierwszego itd. Dało to możliwość zapętlania dźwięku i w czasie rzeczywistym dogrywania do tego nowych brzmień. Jak nazwa wskazuje, technikę tę Eno uskuteczniał razem z Robertem Frippem. Polecam posłuchać płyty „Evening Star”, sygnowanej jako Fripp/Eno. Ostatnie 20 minut tej płyty, to prawdopodobnie pierwszy w historii drone’owy utwór. Przypomnę tylko rok: 1975.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jako filozof Eno stworzył także „studyjną pomoc” o nazwie Oblique Strategies. Co to jest? To po prostu stos karteczek, na których widnieją różnego rodzaju teksty, stwierdzenia, polecenia. Przykład: zapisz 10 pomysłów i wykorzystaj trzeci od końca. Te karteczki się losuje. Po co? Po to, by spróbować niekonwencjonalnego podejścia do tworzenia. Po to, by pójść w zupełnie nieznanym kierunku. Po to, by się nie ograniczać. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pod &lt;a href="http://tools.blackhat-seo.com/strategies/#"&gt;TYM&lt;/a&gt; linkiem znajduje się elektroniczna wersja Oblique. Wystarczy kliknąć na którąś z edycji i wyskoczy randomowy tekst. Sami się przekonajcie, że ze stosowania tych prostych stwierdzeń może coś wyjść. Zwłaszcza, jak się przeżywa męki twórcze ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brian Eno – producent.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Od samego początku Eno zafascynowany był manipulowaniem dźwiękiem. Studio traktował jako instrument, a nie narzędzie pracy. Dążył do tego, by to, co banalne i zwykłe, zabrzmiało niebanalnie i niezwykle. Jego wpływ na brzmienie był często tak wielki, że na niektórych płytach w creditsach wymieniony jest po prostu jako Eno, albo instrument na jakim gra to „enossifications”. Brian często zestawia ze sobą pozornie niepasujące elementy po to tylko, by uzyskać nową jakość. I to jest to, za co go niezwykle cenię. Czy ktoś mógł sobie wyobrazić, że zespół, który nagrywa „Psycho killer” parę lat później nagra jedną z najwybitniejszych płyt wszech czasów, czyli „Remain In Light”? To właśnie zasługa Eno – pokazał Talking Heads co to są polirytmy i kim jest Fela Kuti. Dalej poszło samo. Od 25 lat jest stałym współpracownikiem U2. Działał z Davidem Bowie (trylogia berlińska, potem płyta Outside). Płyt, na których Eno się udziela jest mnóstwo. Odsyłam do angielskiej wikipedii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z ciekawostek: stworzył także dźwięk słyszany podczas uruchamiania Windowsa 95.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie napisałem w tym tekście nic nowego. Nie napisałem recenzji żadnej z płyt. Mam nadzieję, że ktoś, kto to przeczyta, zainteresuje się twórczością Briana Eno i posłucha jego płyt. Nie dlatego, że to artysta niszowy. Dlatego, że tak naprawdę nie tak dużo osób zna jego twórczość. Większość kojarzy go tylko, z działalnością producencką, ewentualnie z elektroniką. A to artysta o wiele bardziej złożony, który praktycznie złej płyty nie nagrał. Wierzcie mi, że jak posłuchacie, to się nie zawiedziecie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-7425760927077959430?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/7425760927077959430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/igy-w-oku-wielbada.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7425760927077959430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7425760927077959430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/igy-w-oku-wielbada.html' title='Igły w oku wielbłąda'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-8665660793813788230</id><published>2010-01-03T12:18:00.000-08:00</published><updated>2010-01-03T12:18:07.819-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Top Wszech Czasów, czyli jak czasem wyłączamy myślenie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak co roku, w radiowej Trójce, miał miejsce Top Wszech Czasów. Dla niewtajemiczonych: jest to po prostu lista, na której pojawiają się utwory aspirujące do miana tych naj. Przyznam, że od 4-5 lat nie śledzę tych notowań, ani nie biorę udziału w głosowaniu. Obiło mi się o uszy, że w tym roku zmienił się system głosowania, ale na czym ta zmiana polegała? Pojęcia nie mam. W każdym razie opublikowano wyniki. No i rozpętała się burza. Pierwsza 10 wygląda tak:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;1/ U2 – WITH OR WITHOUT YOU&lt;br /&gt;2/ U2 – ONE&lt;br /&gt;3/ TSA – 51&lt;br /&gt;4/ JIMI HENDRIX – HEY JOE&lt;br /&gt;5/ TURBO – DOROSŁE DZIECI&lt;br /&gt;6/ PERFECT – AUTOBIOGRAFIA&lt;br /&gt;7/ PINK FLOYD – WISH YOU WERE HERE&lt;br /&gt;8/ URIAH HEEP – JULY MORNING&lt;br /&gt;9/ LED ZEPPELIN – STAIRWAY TO HEAVEN&lt;br /&gt;10/ QUEEN – BOHEMIAN RHAPSODY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jeszcze rok temu ta 10 wyglądała tak:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;1&amp;nbsp; Led Zeppelin - Stairway To Heaven&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;2&amp;nbsp; Dire Straits - Brothers In Arms&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;3&amp;nbsp; Deep Purple - Child In Time&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;4&amp;nbsp; King Crimson - Epitaph&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;5&amp;nbsp; Queen - Bohemian Rhapsody &lt;br /&gt;6&amp;nbsp; Pink Floyd - Another Brick In The Wall&amp;nbsp; &lt;br /&gt;7&amp;nbsp; Archive - Again&amp;nbsp; &lt;br /&gt;8&amp;nbsp; Pink Floyd - Wish You Were Here&lt;br /&gt;9&amp;nbsp; Czesław Niemen - Dziwny jest ten świat&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;10&amp;nbsp; Pink Floyd - Shine On You Crazy Diamond&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit;"&gt;Niby lista jak lista. Ale "fani" się oburzyli, bo przez tyle lat skład pierwszej 10 właściwie nie ulegał zmianie. A w tym roku zonk. Śmiać mi się chciało, jak na oficjalnym forum Trójki właściwie wszyscy przyjęli postawę "olaboga, co się stało". Pojawiły się głosy, że to młodzież się nie zna i zero szacunku dla tradycji. Pozwoliłem sobie zarejstrować się na tym forum i napisać coś takiego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span id="_69294"&gt;A może warto na te wyniki spojrzeć inaczej? Może właśnie zagłosowały osoby, które z jednej strony mają szacunek dla tradycji, a z drugiej lubią posłuchać lżejszej, bardziej przebojowej muzyki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że Top stał się audycją-ołtarzykiem, podczas której wielu niemalże na klęczkach tego słuchało. Stairway to Heaven i Brothers już były nie do wytrzymania - ciągle to samo." (komentarz: Stairway to Heaven i Brothers in Arms w Trójkowym topie od paru-parunastu lat są non stop w pierwszej trójce i jedyne co się zmienia, to ich pozycja względem siebie).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69294"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69294"&gt;Odpowiedź na moją WIELCE PROWOKACYJNĄ wypowiedź:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69294"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69294"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Kiedy właśnie to ma być audycja do "słuchania na klęczkach". Lżejszej, bardziej przebojowej muzyczki słuchasz sobie na co dzień."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;I jeszcze:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69302"&gt;"Otóż to&lt;img alt=":)" class="emotikon" src="http://forum.polskieradio.pl/trojka/emotikony/icon_smile.gif" title=":)" /&gt; To winno być święto Muzyki&lt;img alt=":)" class="emotikon" src="http://forum.polskieradio.pl/trojka/emotikony/icon_smile.gif" title=":)" /&gt; Posłuchać utworów, które są lekkie, łatwe i przyjemne można na pierwszej lepszej LP, które są puszczane przez szereg stacji radiowych. TOP Wszechczasów do czegoś zobowiązuje jednak.&lt;/span&gt;&lt;span id="_69298"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Zobowiązuje do tego, by było dokładnie tak, jak my chcemy. A wszystko inne to szmelc i działalność wywrotowa. Polecam zresztą poczytać sobie to forum - link&amp;nbsp;&lt;a href="http://forum.polskieradio.pl/trojka/posts.aspx?od=61&amp;amp;t=6087"&gt;TUTAJ.&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Rozumiem, o gustach się nie rozmawia, ale śmieszy mnie to oburzenie z powodu wygranej U2. Bynajmniej nie dlatego, że to popieram (lubię U2, ale co innego bym widział na pierwszym miejscu). Śmieszą mnie inne kwiatki, o których nikt nie wspomina. Parę przykładów z różnych lat:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;- rok 2009: miejsce 90 "Baranek" Kultu. Miejsce 93(!!!) Whole Lotta Love "Led Zeppelin". Pierwszy utwór The Beatles pojawia się dopiero na 33 miejscu (idąc w dół listy)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;- rok 2008: miejsce 12 "Arahja" Kultu. Miejsce 14: "Comfortably Numb" Pink Floyd. &lt;/span&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Pierwszy utwór The Beatles pojawia się dopiero na 53 miejscu (idąc w dół listy)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;- rok 2007: "Długość dźwięku samotności" Myslovitz okazała się lepsza od: "Time" PF, Smoke On the Water, "Angie" RS... &lt;/span&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Pierwszy utwór The Beatles pojawia się dopiero na 52 miejscu (idąc w dół listy)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Tego typu sytuacji co roku jest mnóstwo. Ale jakoś nikogo to nie dziwi. Teraz za to wszyscy źli, że nagle U2 na pierwszym. Z całym szacunkiem, ale skoro w "topie wszech czasów" (proszę podkreślić nazwę) taki nędzny polski Kult bije Comfortably Numb, no to chyba tym bardziej U2 zasługuje na pierwsze miejsce (mówię to bez ironii).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Trójka jako radio jest sama sobie winna. Doceniam wkład tej rozgłośni w kształtowanie gustów słuchaczy, no ale właśnie... Albo są oni wiecznie zapatrzeni w przeszłość, albo zachwycają się pseudoalternatywnymi mdłymi wykonawcami pokroju Czesława, Gaby Kulki, Dick 4 Dick, albo się w ogóle nie znają i słuchają jakiegoś indie czy naprawdę alternatywy, a z drugiej strony mają szacunek dla klasyki i potrafią zachwycać się Pink Floyd czy King Crimson.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Niekoniecznie słuchając tego 24/7.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="_69298"&gt;Niekoniecznie słuchając Topu Wszech Czasów na klęczkach.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-8665660793813788230?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/8665660793813788230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/top-wszech-czasow-czyli-jak-czasem.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8665660793813788230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8665660793813788230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2010/01/top-wszech-czasow-czyli-jak-czasem.html' title='Top Wszech Czasów, czyli jak czasem wyłączamy myślenie'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-4236862470334439808</id><published>2009-12-27T05:18:00.000-08:00</published><updated>2009-12-27T05:18:22.736-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rankingi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Płyta roku 2009</title><content type='html'>Wiem. Podsumowanie mijającego roku już się pojawiło. Wymieniłem tam w przypadkowej kolejności te płyty, które uważałem za warte uwagi. Które uważałem po prostu za te najlepsze. Zawsze mam wielki problem ze stopniowaniem - wskazaniem, że to jest lepsze od tamtego. W przypadku muzyki szczególnie tego unikam, bo z doświadczenia wiem, że opinia może się dość drastycznie zmienić z czasem. Poza tym ciężko porównywać płyty, które same w sobie różnią się praktycznie wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku jednak zrobię wyjątek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim to nastąpi, to jeszcze parę słów wstępu i ogólnych rozważań. W moim przypadku rok 2009 był dość przełomowy. Mój muzyczny umysł skierował się ku nowym dla mnie rejonom. Nie jest tajemnicą, że jeszcze rok temu wolałem formy bardziej rozbudowane. W ciągu paru miesięcy nastąpiła jednak zmiana - głównie za sprawą różnych koncertów. Zmiana w kierunku uwielbienia form prostych, ale nie banalnych. No i jednak porządny rockowy hałas rządzi. Poczułem autentyczne zmęczenie tymi wszystkimi zespołami, które na siłę rozwlekają swoje utwory, by tak naprawdę stworzyć z tego niestrawną papkę solówek gitarowych, klawiszowych etc. Owszem, parę płyt tego typu w 2009 roku się ukazało i je lubię. Ale to bardziej wyjątki potwierdzające regułę. Stwierdziłem, że muzyka to przede wszystkim moc i radość z jej słuchania. To też radość z obserwowania na scenie ludzi, którzy po prostu wkładają całe serce w swoją muzykę (pamiętamy Editors w Warszawie, nie?) i stawiają na bezpretensjonalność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale koniec już gadania o niczym, czas na płytę roku. Wybór bardzo trudny, ale przemyślany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Szdaenf8HZI/AAAAAAAAAxc/Es5PZlMUPJw/s1600-h/embryonic_cover.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Szdaenf8HZI/AAAAAAAAAxc/Es5PZlMUPJw/s320/embryonic_cover.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Flaming Lips - "Embryonic"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Długo zastanawiałem się, co mam o tej płycie napisać. Gdy próbowałem rozkładać poszczególne jej elementy na czynniki pierwsze, to prędzej czy później dochodziłem i tak do jednego stwierdzenia: doskonałe. Właściwie wszystko na tym albumie jest perfekcyjne. Od samego początku ta płyta ujęła mnie bezkompromisowością: jest zgrzytliwie, hałaśliwie, psychodelicznie, absolutnie nieprzebojowo. Jest zajebiście. Zestawienie cieżkich, momentami transowych brzmień, z ładnymi melodiami i delikatnym wokalem Wayne'a Coyne'a to jedna z najlepszych rzeczy w muzyce ostatnich lat i będę tego stwierdzenia bronił zawzięcie ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ponieważ nic więcej konstruktywnego nie napiszę, to może chociaż 3 argumenty, które dla mnie czynią tę płytę wielką:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;1. Produkcja/brzmienie/smaczki - wystarczy posłuchać na dobrych słuchawkach i spróbować rozłożyć sobie te utwory na pojedyncze dźwięki. Kosmos.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;2. Utwór "I can be a frog" z gościnnym (telefonicznym) udziałem Karen O - no ja przepraszam, ale jak to słyszę, to za każdym razem banan na twarzy. Ten spontaniczny, radosny śmiech Karen (a zaraz potem załamanie głosu Wayne'a) to podręcznikowy wręcz przykład spontaniczności i szczerości. Czegoś tak uroczego dawno nie słyszałem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;3. Utwór "The sparrow looks up at the machine" - dla mnie utwór roku (choć nie singiel, więc i tak mało kto to słyszał). Niesamowicie transowy podkład z zajebistym basem, gitarowymi zgrzytami i delikatnymi klawiszami. Wokal Wayne'a rewelacja - delikatny, by zaraz potem rozbrzmieć dziwnymi wrzaskami i zaśpiewami. Moment od 2:14 do 2:27 to najlepsze 13 sekund w muzyce anno domini 2009 (zwolnienie, delikatność, dziwny przeciągły metaliczny dźwięk i ponowne wejście perkusyjnego rytmu i basu - M-I-A-Z-G-A).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Koniec już, bo zaraz to będą jakieś ekstatyczne pierdoły, a nie tekst o płycie roku. No ale nic nie poradzę, że po prostu dla mnie nic lepszego w tym roku się nie ukazało. Ciężkie zadanie teraz przed innymi zespołami. Chciałbym za rok napisać w podobnym tonie o jakiejś płycie. Zatem starajcie się, panowie i panie. Macie kolejne 365 dni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-4236862470334439808?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/4236862470334439808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/pyta-roku-2009.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4236862470334439808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4236862470334439808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/pyta-roku-2009.html' title='Płyta roku 2009'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Szdaenf8HZI/AAAAAAAAAxc/Es5PZlMUPJw/s72-c/embryonic_cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-8949787191587834556</id><published>2009-12-22T00:37:00.000-08:00</published><updated>2009-12-22T00:44:04.408-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>Them Crooked Vultures live</title><content type='html'>Niestety nie zapowiedź koncertu w Polsce (a szkoda), ale zawsze coś: koncert z Rockpalast porządnie nagrany i zagrany. Miła alternatywa dla "komórkowych" filmów z YouTube.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Link &lt;a href="http://www.wdr.de/tv/rockpalast/extra/videos/2009/1208/them_crooked_vultures.jsp"&gt;TUTAJ &lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-8949787191587834556?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/8949787191587834556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/them-crooked-vultures-live.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8949787191587834556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8949787191587834556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/them-crooked-vultures-live.html' title='Them Crooked Vultures live'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1953715882554826416</id><published>2009-12-21T11:04:00.000-08:00</published><updated>2009-12-21T11:08:04.949-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>The Big Pink - " A Brief History of Love"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Sy_CJimwB8I/AAAAAAAAAxU/sYw5PkaoN0c/s1600-h/the-big-pink.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Sy_CJimwB8I/AAAAAAAAAxU/sYw5PkaoN0c/s320/the-big-pink.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Tak to już jest, kiedy człowiek ma otwartą głowę i chłonie wiele nowych rzeczy. Myślałem, że podsumowanie roku 2009 będę miał zamknięte, a tu pojawiła się nowa (dla mnie) płyta, która kompletnie zaburzyła mi koncepcję ;) No ale dzielnie trzeba stawić jej czoła i coś napisać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Słyszeliście kilkanaście miesięcy temu o The Big Pink? Ja nie. I podejrzewam, że wiele osób nie. No chyba, że jest się na bieżąco kto jaki singiel i kiedy wypuszcza. Mnie się takich rzeczy śledzić nie chce, więc rzadko kiedy mam okazję kibicować debiutantom, by wydali wreszcie swój pierwszy album - zazwyczaj poprzez debiutanckie albumy poznaję kapelę. Nie inaczej było w tym przypadku. Do zapoznania się z The Big Pink skłoniły mnie bardzo pozytywne recenzje z Zachodu. W takich sytuacjach zazwyczaj zapala mi się lampka ostrzegawcza, bowiem wielokrotnie "przejechałem się" na hypie mediów. No ale staram się zawsze wystrzegać uprzedzeń, więc na zasadzie "posłucham, ocenię" dałem The Big Pink szansę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;No i po paru godzinach (!) od pierwszego (!) przesłuchania dzielnie wracałem do domu z płytą w ręku ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Co w ogóle gra The Big Pink? Jakoś najłatwiej powiedzieć synth-pop. Generalnie sporo elektroniki, symultanicznej gry zwykłej i elektronicznej perkusji, ładne melodie itp. Ale tak prosto nie jest, bo inaczej skąd te zachwyty... Istotą tej muzyki jest niezwykła dbałość o brzmienie. Wszystko brzmi po prostu czysto, niemal krystalicznie. Każdy najmniejszy elektroniczny dźwięk jest tak perfekcyjnie dobrany, zagrany i wyprodukowany, że chciałoby się go postawić na półce obok wazoników i szklanego słonika ;) Muszę od razu zaznaczyć, że to wcale nie jest jakieś plumkanie. Panom z The Big Pink bliżej jest do shoegaze'u niż do Depeche Mode. W ogóle sporo tam takich przesterowanych dźwięków, pogłosów. Niby cały czas wszystko ładnie, ale w tym drugim dnie jest całkiem miły i zaskakujący pazur.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;A same kompozycje? Praktycznie każda mogłaby być singlem. Jest przebojowo, momentami nastrojowo, ale nie nudno. Właśnie - wiele osób zarzuca tej płycie, że poszczególne utwory mało się od siebie różnią i generalnie pod koniec wszystko siada. W pewnym sensie jest to prawda - utwory są spójne brzmieniowo, stylistycznie itp. Z drugiej strony to nie jest jakiś nudny progresywny rock, gdzie wszystko ma się zmieniać co chwilę. Ja naprawdę całości słucham z przyjemnością od początku do końca. No i poza tym: to są przecież debiutanci. Skoro tyle pokazali na pierwszej płycie, to mam nadzieję, że na drugiej i kolejnych, pomysły będą rosły w postępie geometrycznym. Bo o talent jestem spokojny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Jeżeli ktoś chciałby tej płyty posłuchać, to mała rada: koniecznie słuchać na DOBRYCH słuchawkach. Wierzcie mi, że brzmi rewelacyjnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Dla ciekawych/niecierpliwych dwie próbki:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OA3twi3iSNQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OA3twi3iSNQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;object height="295" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OGnNlQ-KNv4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OGnNlQ-KNv4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1953715882554826416?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1953715882554826416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/big-pink-brief-history-of-love.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1953715882554826416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1953715882554826416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/big-pink-brief-history-of-love.html' title='The Big Pink - &quot; A Brief History of Love&quot;'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/Sy_CJimwB8I/AAAAAAAAAxU/sYw5PkaoN0c/s72-c/the-big-pink.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1413399449504685378</id><published>2009-12-18T05:40:00.000-08:00</published><updated>2009-12-18T05:44:25.596-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='felieton'/><title type='text'>Welcome to the....Pink Floyd</title><content type='html'>Doskonale pamiętam ten dzień - 29.06.2000. Na Euro 2000 Holandia grała z Włochami. Tego też dnia miał być wyemitowany w TVP1 film "The Wall" Alana Parkera. Widziałem wcześniej w telewizji zapowiedzi i postanowiłem ten film nagrać na kasetę video, bowiem w telewizji był on późnym wieczorem (w końcu po co taki film miałby być o ludzkiej porze?). Całe szczęście, że miałem zwyczaj wykorzystywania kasety w pełni i programując timer zawsze ustawiałem maksymalne przedłużenie nagrywania - w meczu Holandia-Włochy była dogrywka i całą ramówkę diabli wzięli. Film na szczęście był. Godzina opóźnienia spowodowała, że ledwo zmieścił się na kasecie. Ale się udało!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czasu obejrzenia "The Wall" nie miałem styczności z muzyką Pink Floyd. Owszem, jak każdy znałem Another Brick In The Wall (Part 2) i pamiętałem teledysk do High Hopes. Właśnie...Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy w TVP między programami puszczano teledyski? I to teledyski do świetnej muzyki? No ale koniec dygresji ;) Wracając do Pink Floyd: w mojej świadomości była to tylko nazwa. Nie wiedziałem, że był jakiś Gilmour, Waters, że jakieś Echoes, Ciemna Strona... W domu nie było żadnych płyt ani kaset PF. Zatem chęć obejrzenia "The Wall" była wynikiem czystej ciekawości - w końcu zespół znany, a do tego muzyka (której nie znałem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia odpaliłem taśmę, obejrzałem film i mnie zamurowało. Nie wiem nawet, co przeważyło - muzyka, obraz, teksty... (film bez lektora, z napisami - tłumaczenie Wojciecha Manna). Może po prostu całokształt. W każdym razie był to pierwszy raz, kiedy Sztuka do mnie trafiła. Ale tak naprawdę trafiła. Wtedy dotarło do mnie, że muzyka może nieść nieprawdopodobną wręcz dawkę emocji i treści. To wszystko było niczym potężny cios w głowę. I wcale nie przesadzam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tego momentu zaczęła się moja fascynacja Pink Floyd. Warto zaznaczyć, że nie miałem wtedy internetu, by móc chociażby coś o zespole poczytać (o posłuchaniu nie wspominając). Nie miałem również nikogo znajomego, żeby pożyczyć jakąś płytę lub kasetę. Co ciekawe, mój ojciec doskonale kojarzył płytę Atom Heart Mother (jego znajomy ze studiów był wielkim fanem i miał winyl) i w tydzień po obejrzeniu filmu kupił mi kompakt z jedną z najlepszych okładek ever. The Wall było dopiero drugim albumem, który miałem. Stopniowo zacząłem zapoznawać się z dyskografią - pamiętam, że kupiłem kasety z Animals, A Momentary Lapse of Reason, The Dark Side of the Moon. Niedługo potem CD The Division Bell, Meddle...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsiąkłem bez reszty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego akurat o tym piszę? Bo Pink Floyd jest pierwszym zespołem, w którym po prostu się rozkochałem. I ten związek trwa nieprzerwanie 9 lat ;) Poza tym... Czy można w ogóle kwestionować wielkość tego zespołu? Te wszystkie utwory, płyty? Przecież to JEST jeden z najlepszych zespołów w dziejach muzyki. W sumie to fenomen: teraz tzw. muzyka progresywna uważana jest za niszową, a jeszcze 30 lat temu takie Pink Floyd było w stanie zapełnić stadion niemal stutysięczną publicznością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielka szóstka progresywnego rocka: Pink Floyd, King Crimson, Jethro Tull, Yes, Genesis, Emerson Lake &amp; Palmer - niby ten sam gatunek i każdy inny. I tylko Pink Floyd jestem w stanie słuchać całościowo - tu nie ma tych instrumentalnych popisów, wszystko jest poukładane, żaden dźwięk nie jest przypadkowy. Fenomen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Dark Side of the Moon, Wish You Were Here, Animals, The Wall - jaki zespół teraz będzie w stanie nagrać TAKIE albumy (skończone, genialne, ponadczasowe)? Jaki zespół będzie w stanie nagrać TAKIE albumy w 6 LAT?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzę, że jest ktoś czytający tego bloga, co Pink Floyd nie zna. Jeżeli taka zabłąkana owieczka jednak się trafi, to wyżej wymienione 4 albumy są tym dla konesera dobrych dźwięków, czym biblia dla katolików. I basta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Teraz w sklepach płyty PF są w bardzo przystępnych cenach - 150 zł i te cztery albumy można mieć w domu. Nie zastanawiałbym się ani chwili)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może jestem dziwny, sentymentalny etc., ale gdy 2 lipca 2005, około północy polskiego czasu, panowie David Gilmour, Roger Waters, Rick Wright i Nick Mason usiedli za swoimi instrumentami i zaczęli grać, to ja miałem łzy w oczach - jedna z najpiękniejszych chwil w historii. W sumie dobrze, że nie było mnie tam na miejscu, w Londynie. Mogłoby to się źle skończyć ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1413399449504685378?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1413399449504685378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/welcome-to-thepink-floyd.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1413399449504685378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1413399449504685378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/welcome-to-thepink-floyd.html' title='Welcome to the....Pink Floyd'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-3037126355594704672</id><published>2009-12-15T14:28:00.000-08:00</published><updated>2009-12-15T14:38:48.621-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>The Beatles - "Abbey Road"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SygNu5z5trI/AAAAAAAAAwc/47wwKqs1p_c/s1600-h/abbey_road.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SygNu5z5trI/AAAAAAAAAwc/47wwKqs1p_c/s320/abbey_road.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415593651356677810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie recenzja z cyklu: "wulgarnie, niewyszukanie, ale szczerze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Recenzja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł na okładkę jest genialny. Wykonanie okładki jest genialne. Tracklista jest genialna. Paul jest genialny. Ringo jest genialny. John jest genialny. George jest genialny. Bas jest genialny. Gitary są genialne. Wokale są genialne. Here Comes The Sun jest genialne. Perkusja jest genialna. Klawisze są genialne. Wszystkie piosenki są genialne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Beatles są genialni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne, co nie jest genialne, to ta recenzja. Ale przynajmniej jest, do kurwy nędzy, szczera. O. I szatan \m/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[tak na marginesie: ta recenzja powstała dlatego, że dziś tej płyty posłuchałem po dość sporym (jak na mnie) niesłuchaniu. Posłuchałem i genialność, ponadczasowość oraz radość ze słuchania po prostu mnie poraziła. niesamowite]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-3037126355594704672?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/3037126355594704672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/beatles-abbey-road.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3037126355594704672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3037126355594704672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/beatles-abbey-road.html' title='The Beatles - &quot;Abbey Road&quot;'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SygNu5z5trI/AAAAAAAAAwc/47wwKqs1p_c/s72-c/abbey_road.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-4962904909205532152</id><published>2009-12-13T12:38:00.000-08:00</published><updated>2009-12-13T13:07:24.444-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rankingi'/><title type='text'>Podsumowanie roku 2009</title><content type='html'>I. Płyty 2009 (kolejność przypadkowa)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Proghma-C - "Bar-do Travel"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo w Polsce też można grać pokomplikowany metal z elementami elektroniki, który nie jest jednym okiem zapatrzony w Dream Theater (technika), a drugim w Pink Floyd (konstrukcja utworów)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Yo La Tengo - "Popular Songs"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo fajne są płyty, których się słucha i można się przenieść w fajne lata 60-te&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Grizzly Bear - "Veckatimest"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo nie jest przereklamowane jak Fleet Foxes, a znacznie bardziej mi się podoba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Editors - "In This Light and On This Evening"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo klawisze, mrok, fajne melodie i zajebisty koncert w Warszawie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Air - "Love 2"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo lubimy ciepłe i miłe elektroniczne brzmienia, z których wylewa się europejskość i miłość do analogowych syntezatorów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Alice In Chains - "Black Gives Way To Blue"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo nauczyliśmy się, że AIC to tak naprawdę Jerry Cantrell i zamiast jechać na legendzie, to można nagrać po prostu dobrą płytę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Various Artists - "Dark Was The Night"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo dwa posty niżej napisałem dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Marilyn Manson - "The High End Of Low"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo zabijamy tak, jak to robią w filmach i biegniemy na kraniec świata. No i to Manson przecież jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. The Horrors - Primary Colours&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jest energetycznie, czadowo, momentami fajny oldskul, dobre melodie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Flaming Lips - "Embryonic"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo miażdży mnie totalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Fever Ray - "Fever Ray"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo niesamowicie wciąga klimatem i brzmieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. The Dead Weather - "Horehound"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jest brud, oldskul, tradycja i zajebiste brzmienie. A Alison jaka zajebista...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Mastodon - "Crack The Skye"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo (nigdy nie myślałem że to powiem) wystarczy posłuchać singla i wiadomo dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Muse - "The Resistance"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo to ewenement na skalę światową, że czegoś tak niemiłosiernie pretensjonalnego słucha się tak dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Moby - "Wait For Me"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jest smutno (stwierdzenie bez ironii), brzmieniowo retro i raczej marne szanse, by każdy z tych utworów wylądował w jakiejś reklamie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Pati Yang - "Faith, Hope and Fury"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo fajnie buja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Pearl Jam - "Backspacer"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo radosne, bezpretensjonalne, no i jednak profesjonalizm jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Soulsavers - "Broken"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo sama nazwa projektu i skład mówią dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Them Crooked Vultures - "Them Crooked Vultures"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo się tego zajebiście słucha - ale czy taki skład mógłby stworzyć coś innego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. We Fell To Earth - "We Fell To Earth"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo rozwaliło na łopatki przy pierwszym kontakcie, bo jeszcze bardziej rozwaliło na koncercie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowo wspominam o: U2, Tides From Nebula, Porcupine Tree, Port-Royal, OSI, Steven Wilson, Made In Poland, Hey - wszyscy wydali swoje płyty w tym roku i są to naprawdę porządne płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;II. Rozczarowanie płytowe 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie "Controlling Crowds" (obie części), czyli nowy album grupy Archive&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;III. Koncert roku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nine Inch Nails, 23.06.2009, Poznań&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;IV.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(moje) Koncertowe zaskoczenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rachael&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;V. Koncertowe rozczarowanie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(z wielkim bólem, ale) Air&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-4962904909205532152?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/4962904909205532152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/podsumowanie-roku-2009_13.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4962904909205532152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4962904909205532152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/podsumowanie-roku-2009_13.html' title='Podsumowanie roku 2009'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-5567895242359636933</id><published>2009-12-13T12:25:00.001-08:00</published><updated>2009-12-13T12:37:18.845-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>Podsumowanie roku 2009 - wstęp</title><content type='html'>Będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będzie natomiast żadnego rankingu. Dla mnie to czysta głupota, bo nie jestem absolutnie żadnym ekspertem w dziedzinie muzyki, by stwierdzić, że ta płyta jest lepsza od tamtej. Ja wiem, że tu chodzi o czysty subiektywizm i zabawę, ale ja mam tak, że jednego dnia czegoś słucha mi się lepiej, a czegoś innego gorzej. Potem jest na odwrót. A jeszcze kiedy indziej nie słucham niczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem spodziewajcie się po prostu listy płyt (zapewne w kolejności alfabetycznej), które w tym roku się ukazały i na które zwróciłem uwagę. To będą płyty, które po prostu lubię. Być może z jakimś krótkim uzasadnieniem, być może bez.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;\m/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-5567895242359636933?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/5567895242359636933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/podsumowanie-roku-2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5567895242359636933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/5567895242359636933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/podsumowanie-roku-2009.html' title='Podsumowanie roku 2009 - wstęp'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-4040553060166322551</id><published>2009-12-11T15:53:00.001-08:00</published><updated>2009-12-11T16:20:04.340-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Various Artist - "Dark Was The Night"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SyLbnk1sTII/AAAAAAAAAwU/S0cBqWo762s/s1600-h/dark-was-the-night.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SyLbnk1sTII/AAAAAAAAAwU/S0cBqWo762s/s320/dark-was-the-night.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5414131175003016322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wstępie chciałem zaznaczyć, że bardzo nie lubię składanek. W większości przypadków są to dla mnie kompletnie niepotrzebne wydawnictwa, które absolutnie nic nowego nie wnoszą do dyskografii artysty/artystów, którzy się tam pojawiają. Owszem, pojawiają się chlubne wyjątki - chociażby różnego rodzaju kolekcje B-sidów, rarytasów. Są też składanki po prostu dobrze ułożone, których słucha się rewelacyjnie - "Lost Highway", czyli soundtrack do filmu Davida Lyncha po prostu wymiata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o tym będzie mowa. Chciałem napisać parę słów na temat składanki, którą uważam za absolutną rewelację, czyli o "Dark Was The Night". Ukazała się ona w połowie roku 2009. Za jej powstanie odpowiada organizacja Red Hot Organization, która ma na celu uświadamianie społeczeństwa w kwestiach dotyczących AIDS i HIV. Jeżeli komuś w tym momencie zapaliła się czerwona lampka, że to kolejny badziew stworzony na szybko w celach charytatywnych, pragnę uspokoić - nic z tych rzeczy. Dlaczego? Oto parę punktów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Dobór artystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żadnego Bono, czy innych zaangażowanych w ratowanie świata nie ma. Są za to reprezentanci współczesnej indie-alternatywnej sceny. Przykłady? Proszę bardzo: Arcade Fire, Beirut, Grizzly Bear, Yo La Tengo, The Decemberists, Dave Sitek z TV On The Radio, Jose Gonzales, Sufjan Stevens, Dirty Projectors, Chronos Quartet... Lubi się, czy nie - nazwiska i nazwy wrażenie robią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Materiał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj na tego typu składanki trafiają utwory już znane lub pospiesznie nagrane różnego rodzaju protest songi i pieśni zaangażowane. Tu jest zupełnie inaczej. Wszyscy artyści przygotowali i nagrali utwory specjalnie na potrzeby tej płyty. Chwała im za to, że stworzyli kompozycje w swoim stylu. Na dwóch płytach można znaleźć wszystko - od akustycznych brzmień po subtelną elektronikę, po drodze zahaczając o rap, folk i klasyczne indie. Choć wydaje się, że ze spójnością nie ma to nic wspólnego, to jednak utwory są tak kapitalne, iż słucha się tego wszystkiego wyśmienicie. Warto też wspomnieć, że album jest dwupłytowy - 31 utworów, ponad 2 godziny muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Cel&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co by nie mówić - cel wydania tego albumu jest jak najbardziej szlachetny. Dla mnie jednak jest jeszcze jeden powód, który świadczy o wielkości tego wydawnictwa: to tak naprawdę taka współczesna indie-alternatywa w pigułce. Nie jest to może reprezentatywne dla całej sceny, jednak są to zespoły (i wykonawcy), którzy powoli zaczynają rozdawać karty nie mając szans na jakąkolwiek większą promocję, a mimo tego są ropoznawalni i lubiani. No i wydają świetne płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam naprawdę zapoznać się z tą składanką. Od początku do końca słucha się tego wyśmienicie. A że rzecz nie jest droga (ok. 60 zł), to i zakup nie jest złym pomysłem - z jednej strony otrzymujemy dwie płyty pełne świetnej muzyki, z drugiej pieniądze idą na szczytny cel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Ostatnio dosyć popularna stała się składanka do kolejnej części filmu "Zmierzch" - sporo osób zachwyca się właśnie doborem artystów i piosenkami. Wierzcie mi: z "Dark Was The Night" nie ma żadnych szans.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tracklista:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CD 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   1. "Knotty Pine" – Dirty Projectors and David Byrne&lt;br /&gt;   2. "Cello Song" – The Books featuring José González&lt;br /&gt;   3. "Train Song" – Feist and Ben Gibbard&lt;br /&gt;   5. "Deep Blue Sea" – Grizzly Bear&lt;br /&gt;   6. "So Far Around the Bend" – The National&lt;br /&gt;   7. "Tightrope" – Yeasayer&lt;br /&gt;   8. "Feeling Good" – My Brightest Diamond&lt;br /&gt;   9. "Dark Was the Night" – Kronos Quartet&lt;br /&gt;  10. "I Was Young When I Left Home" – Antony with Bryce Dessner&lt;br /&gt;  11. "Big Red Machine" – Justin Vernon and Aaron Dessner&lt;br /&gt;  12. "Sleepless" – The Decemberists&lt;br /&gt;  13. "Die" – Iron &amp; Wine&lt;br /&gt;  14. "Service Bell" – Grizzly Bear and Feist&lt;br /&gt;  15. "You Are the Blood" – Sufjan Stevens&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CD 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   1. "Well-Alright" – Spoon&lt;br /&gt;   2. "Lenin" – Arcade Fire&lt;br /&gt;   3. "Mimizan" – Beirut&lt;br /&gt;   4. "El Caporal" – My Morning Jacket&lt;br /&gt;   5. "Inspiration Information" – Sharon Jones &amp; The Dap-Kings&lt;br /&gt;   6. "With a Girl Like You" – Dave Sitek – 3:27&lt;br /&gt;   7. "Blood Pt. 2" – Buck 65 Remix (featuring Sufjan Stevens &amp; Serengeti)&lt;br /&gt;   8. "Hey, Snow White" – The New Pornographers&lt;br /&gt;   9. "Gentle Hour" – Yo La Tengo&lt;br /&gt;  10. "Another Saturday" – Stuart Murdoch&lt;br /&gt;  11. "Happiness" – Riceboy Sleeps (Jónsi &amp; Alex)&lt;br /&gt;  12. "Amazing Grace" – Cat Power and Dirty Delta Blues&lt;br /&gt;  13. "The Giant of Illinois" – Andrew Bird&lt;br /&gt;  14. "Lua" (Bright Eyes) – Conor Oberst &amp; Gillian Welch&lt;br /&gt;  15. "When the Road Runs Out" – Blonde Redhead &amp; Devastations&lt;br /&gt;  16. "Love vs. Porn" – Kevin Drew&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-4040553060166322551?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/4040553060166322551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/various-artist-dark-was-night.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4040553060166322551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4040553060166322551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/various-artist-dark-was-night.html' title='Various Artist - &quot;Dark Was The Night&quot;'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SyLbnk1sTII/AAAAAAAAAwU/S0cBqWo762s/s72-c/dark-was-the-night.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-7596812738484524132</id><published>2009-12-11T04:25:00.000-08:00</published><updated>2009-12-11T04:49:17.913-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacje'/><title type='text'>Air + We Fell To Earth - 10.12.2009, Arena Ursynów, Warszawa</title><content type='html'>Nie jestem zagorzałym fanem muzyki Air. Przyznam się bez bicia, że nawet nie mam i nie znam wszystkich płyt. Niemniej mam sporo ulubionych dźwięków i piosenek, które naprawdę lubię, także jak pojawiła się informacja o koncercie, to poszedłem spokojnie po bilet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast buszować po internecie i sprawdzać setlisty z poprzednich koncertów, wolałem zapoznać się za sprawą &lt;a href="http://www.myspace.com/wefelltoearth"&gt;myspace'a&lt;/a&gt; z zespołem We Fell To Earth, który to miał wystąpić w roli supportu. O We Fell To Earth w dalszej części tekstu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O godzinie 21 na scenę wyszli panowie z Air i rozpoczęli od utworów z nowej płyty. Przyznam, że byłem ciekaw, jak powietrzna muzyka zabrzmi na żywo. Trochę obawiałem się koncertu "z laptopa" (zwłaszcza, że wiedziałem iż na scenie jest tylko trójka muzyków). Okazało się, że bardzo dużo dźwięków faktycznie jest granych live i że brzmienie Mooga, elektrycznego pianina czy vocodera na żywo jest jednak nie do podrobienia. Nie będę się rozpisywał na temat setlisty - nie lubię gdybać odnośnie tego, co mogli zagrać itp. Myślę, że większość była zadowolona - nowa płyta przecież daje radę, a hiciory też były.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzmienie: moim zdaniem całkiem ok. Stałem pośrodku hali, niedaleko akustyków i wszystko słyszałem należycie. Może momentami przydałoby się ciut więcej basu. Ogólnie brzmienie na plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbiór koncertu: rozczarowanie. Żeby nie było wątpliwości: Air zagrało naprawdę dobrze. Ja jednak z tego koncertu do końca zadowolony nie wyszedłem. Dlaczego? Moim zdaniem wynika to z charakteru tej muzyki. Podejrzewam, że większość (w tym i ja) lubi słuchać Air w konkretnych okolicznościach/miejscu/czasie/towarzystwie. Wtedy ta muzyka naprawdę olśniewa. A na koncercie...na koncercie zabrzmiało to dla mnie strasznie nijako. Gdyby nie trochę mocniejsze i szalone fragmenty (People In The City i przerewelacyjne La Femme d'Argent), całość byłaby strasznie nużąca. A tak ten koncert odebrałem jako godzinę wysublimowanego "elevator music" i 20 minut naprawdę porywającej muzyki. Trochę mało jak za 140 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...ten wieczór należy do zdecydowanie udanych za sprawą We Fell To Earth. Na scenie trójka muzyków (w tym jedna z Moich Słabości - pani na basie). Perkusista wyczyniał niesamowite rzeczy na triggerowanych bębnach. Zero popisywania się, za to niesamowite wyczucie rytmu, budowanie napięcia. Rewelacja. Ta muzyka w ogóle to jedna wielka transowość, podbudowana elektroniką, psychodelią, shoegazem... Jedno wiem na pewno: gdziekolwiek w Polsce by nie grali i ile by ten koncert nie kosztował - ja muszę na nim być.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-7596812738484524132?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/7596812738484524132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/air-we-fell-to-earth-10122009-arena.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7596812738484524132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7596812738484524132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/air-we-fell-to-earth-10122009-arena.html' title='Air + We Fell To Earth - 10.12.2009, Arena Ursynów, Warszawa'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-2302529714879350803</id><published>2009-12-07T06:38:00.000-08:00</published><updated>2009-12-07T06:50:24.547-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nie ogarniam'/><title type='text'>Zapowiedź</title><content type='html'>Zapowiedź dotyczy nowego blogowego cyklu, który będzie miał iście prostą i zrozumiałą nazwę: "nie ogarniam".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idea jest bardzo nieskomplikowana: jako uczestnicy życia kulturalnego zauważamy czasem coś, co dla wielu (głównie w mediach i na listach pokroju OLIS) jest fenomenem. Dziełem wybitnym. Zjawiskiem na skalę światową, który odbywa się w klubie dla 50 osób. Może ja jestem dziwny i się nie znam (tak pewnie jest), ale w większości przypadków kompletnie tego pojąć nie mogę. Zachwytów znaczy i wychwalania pod niebiosa (albo pod piekło, jeśli to jakieś szatany).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a poza tym jestem w 100% Polakiem, a jak Polak nie będzie po czymś/po kimś jechał, to Polakiem pełnym nie będzie :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś może się zapytać, po co to wszystko, skoro można pisać o rzeczach dobrych. Good point. Ale czy aby nie jest tak, że rzeczy interesujące zanikają (jeśli chodzi o świadomość), wobec szeroko promowanej i uwielbianej miernoty? Zatem o interesujących rzeczach będzie nadal, a dodatkowo pojazd po tych mniej (moim zdaniem) interesujących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli szanowni czytelnicy mają pomysł na pojazdy, albo sami chcą coś opublikować - chętnie udostępnię miejsca i pomysłów wysłucham.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;\m/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-2302529714879350803?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/2302529714879350803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/zapowiedz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2302529714879350803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2302529714879350803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/zapowiedz.html' title='Zapowiedź'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-311747979006977472</id><published>2009-12-07T03:09:00.000-08:00</published><updated>2009-12-07T03:15:52.176-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>NIN forever</title><content type='html'>Kto był, widział i słuchał, ten będzie miał pamiątkę. Kto nie - niech wie co stracił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompilacja 90 nagrań z ostatniej Ostatniej trasy NIN. Maniaków dźwięku w krystalicznej jakości i koncertówek poprawianych w studiu uprzedzam: to jest bootleg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale czy nie wzruszymy się słuchając ostatniego utworu z ostatniego koncertu ostatniej trasy NIN?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LINK -&gt; &lt;a href="http://www.echoingthesound.org/phpbbx/viewtopic.php?t=48279"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;UWAGA. Z racji podejścia Trenta Reznora do nagrywania (zarówno audio i video) koncertów Nine Inch Nails, jak i z racji jego ogólnego podejścia do przemysłu muzycznego, czuję się w pełni rozgrzeszony za umieszczenie linka do torrenta z tymi nagrami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-311747979006977472?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/311747979006977472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/nin-forever.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/311747979006977472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/311747979006977472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/nin-forever.html' title='NIN forever'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-789933658535265440</id><published>2009-12-06T05:53:00.000-08:00</published><updated>2009-12-06T05:56:59.938-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uwagi'/><title type='text'>Uwaga nr 1</title><content type='html'>Być może nie jest to miejsce na takie krótkie wpisy, ale ewentualna perspektywa zakładania konta na Twitterze czy innym takim podobnym mnie przeraża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc do meritum...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...Przeczytałem właśnie relację z łódzkiego koncertu Comy sprzed paru dni. Oczywiście mega pochwalną, bo to przecież profesjonalizm pełną gębą. No i doszedłem do przekonania, że jednak Pustki to "mają jaja". Dlaczego? Bo to jedyny zespół, który gra muzykę adekwatną do swojej nazwy i są w tym cholernie konsekwentni. Zatem dla Comy może jakaś nowa nazwa w podchoinkowym prezencie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-789933658535265440?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/789933658535265440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/uwaga-nr-1.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/789933658535265440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/789933658535265440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/uwaga-nr-1.html' title='Uwaga nr 1'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1914786581795808518</id><published>2009-12-04T00:59:00.000-08:00</published><updated>2009-12-04T01:16:24.564-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>Playlista z audycji "Uszami Wyobraźni" - 03.12.2009</title><content type='html'>Zgodnie z obietnicą, zamieszczam playlistę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Brian Eno - "Third Uncle" (Taking Tiger Mountain By Strategy, 1974)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Brian Eno - "King's Lead Heat" (Before And After Science, 1977)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Talking Heads - "Pulled Up" (The Name Of This Band Is Talking Heads, 1982/2004)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Air - "Missing The Light Of The Day" (Love 2, 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Air - "Sexy Boy" (Moon Safari, 1998)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Editors - "Eat Raw Meat=Blood Drool" (In This Light and On This Evening, 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Editors - "Papillon" (In This Light and On This Evening, 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Pink Floyd - "Goodbye Blue Sky" (Is There Anybody Out There - The Wall Live &lt;br /&gt;1980-1981, 2000)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Pink Floyd - "Empty Spaces" (Is There Anybody Out There - The Wall Live 1980-1981, 2000)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Pink Floyd - "What Shall We Do Now?" (Is There Anybody Out There - The Wall Live 1980-1981, 2000)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Them Crooked Vultures - "Dead End Friends" (Them Crooked Vultures, 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Them Crooked Vultures - "Elephants" (Them Crooked Vultures, 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Electric Light Orchestra - "Mr. Blue Sky" (Out Of The Blue, 1977)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Travelling Wilburys - "End Of The Line" (Travelling Wilburys Vol. 1, 1988)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. The Beatles - "I Am The Walrus" (Magical Mystery Tour, 1967)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Goon Moon - "An Autumn That Came Too Soon" (Licker's Last Leg, 2007) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Goon Moon - "Every Christian Lion Hearted Man Will Show You" (Licker's Last Leg, &lt;br /&gt;2007)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Velvet Underground - "Coyote" (Velvet Redux Live MCMXCIII, 1993)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Velvet Underground - "Femme Fatale" (Velvet Redux Live MCMXCIII, 1993)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. King Crimson - "Starless" (Red, 1974)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypadkiem udało się zebrać utwory z 4 dekad... To tylko dowód na to, że w muzyce nieprzerwanie dzieją się rzeczy ważne i powstają dźwięki miłe i radosne ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1914786581795808518?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1914786581795808518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/playlista-z-audycji-uszami-wyobrazni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1914786581795808518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1914786581795808518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/playlista-z-audycji-uszami-wyobrazni.html' title='Playlista z audycji &quot;Uszami Wyobraźni&quot; - 03.12.2009'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-7398327815256162145</id><published>2009-12-01T14:36:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:37:59.442-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>Radiowy kambek ;)</title><content type='html'>W ten czwartek, czyli 02.12.2009 o godzinie 21, będę gościnnie prowadził audycję "Uszami Wyobraźni".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rockowo będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;......SŁUCHAĆ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.radioaktywne.pl"&gt;RADIOAKTYWNE.PL&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-7398327815256162145?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/7398327815256162145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/radiowy-kambek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7398327815256162145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/7398327815256162145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/radiowy-kambek.html' title='Radiowy kambek ;)'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-4629827600009911374</id><published>2009-12-01T14:02:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:27:39.739-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacje'/><title type='text'>The Vinyl Stitches + The Phantoms - 28.11.2009, Obiekt Znaleziony, Warszawa</title><content type='html'>Koncerty, koncerty, koncerty... Zazwyczaj zawsze planowałem sobie tego typu wyjścia. Na parę tygodni przed wiedziałem, że dzieje się to i to, i że należy się wybrać. Ostatnio jednak bardzo polubiłem spontaniczne wyjścia na zasadzie "nie znam kapeli, ale może być fajnie, więc idę". Tak było w sumie z Editors, tak było i w przypadku The Vinyl Stitches.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Vinyl Stitches - co to za kapela? Proszę wejść na ich &lt;a href="http://myspace.com/thevinylstitches"&gt;myspace'a&lt;/a&gt; i się zapoznać. Powiem tylko tyle, że są z Londynu i że jest ich trójka. Ale zanim o Winylach, to parę słów o The Phantoms. Oczywiście wcześniej nie słuchałem ich muzyki, ani nie miałem okazji ich widzieć na żywo. Słyszałem jedynie pozytywne opinie znajomych. Muszę przyznać, że kapela wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wychwytywałem w muzyce The Phantoms od groma odniesień do psychodelicznego, rozimprowizowanego grania z lat 60. Podobają mi się takie klimaty. Na szczególną uwagę zasługiwała instrumentalna improwizacja (zatytułowana "The Phantoms") - Velvet Underground pełną gębą. Nie byłbym jednak sobą, gdyby coś mi się jednak nie podobało ;) Mianowicie: te utwory są za krótkie. Żyjemy w czasach, że albo gra się 3 minuty singlowego badziewia, albo odwala 20-minutowe kolosy, które tak naprawdę są czterema różnymi piosenkami na siłę tworzącymi Wielkie Coś, co zazwyczaj przekłada się na Wielkie Nic. Natomiast The Phantoms mają przeogromny potencjał, by zaszczycić słuchaczy parominutową improwizacją. Wtedy skakałbym ze szczęścia. Niestety (jak dla mnie) kiedy zaczynały się dziać fajne rzeczy, to utwór się kończył. A gdzie grać takie rzeczy, jak nie na koncertach? Mało który zespół potrafi zarejestrować ciekawe improwizacje na płytę (odrębną sprawą jest przecież jeszcze różnica w odbiorze pomiędzy CD a koncertem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po The Phantoms sceną zawładnęli The Vinyl Stitches. Na scenie trójka: Claude-claws na gitarze i wokalu, Vinn-sinister na basie i Sam-Bam na perkusji (Tak! Oni mają perkusistkę!). Od pierwszych dźwięków zostałem kupiony. To był rock'n'roll w najczystszej postaci, podlany sosem lat 60 i początku lat 70. Takiej bezpretensjonalności dawno nie widziałem. Utwory przepełnione energią, nogi same chcą skakać. Coś niesamowitego. Do tego dochodzi bardzo fajny kontakt z publicznością. Widać było, że zespół bardzo dobrze się czuje na scenie i ma autentyczną radość z grania. Nie przeszkodził nawet fakt, że Claude'owi wysiadła gitara. Na szczęście została pożyczona kolejna, od The Phantoms. Koncert trwał nadal. Wada? Jest jedna, bardzo istotna. Za krótko. Naprawdę rzadko można coś tak porywającego usłyszeć i człowiek chciałby więcej i więcej. No ale trzeba się zadowolić tym, co było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co? Widzimy się na kolejnym koncercie The Vinyl Stitches? Nie widzę sprzeciwu. I bardzo słusznie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na sam koniec trochę o samym Obiekcie Znalezionym. Miejsce to znajduje się dokładnie pod warszawską Zachętą i na dobrą sprawę jest to kompleks piwnic. Brzmi to może niezbyt ciekawie, ale z piwnicznym wystrojem tak naprawdę wiele wspólnego nie ma: miejsca jest sporo, sporo jest też zakamarków. Ogólnie całkiem przyjemnie, gdyby nie:&lt;br /&gt;1. Fakt, że miejsce na koncerty się nie nadaje, bo....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. ...panuje tam lansiarstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rock'n'rollowy koncert w miejscu, gdzie na ten koncert przychodzi może 10% wszystkich ludzi, nie jest dobrym rozwiązaniem. Co niektórzy wpadali na salę, gdzie odbywał się koncert, na zasadzie: "fazy nie czaję, ale przyjdę se poskakać, będzie cool". Niby to jakoś wybitnie nie przeszkadzało, ale pewien dyskomfort pozostał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadłodajnio, wróć ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-4629827600009911374?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/4629827600009911374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/vinyl-stitches-phantoms-28112009-obiekt.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4629827600009911374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/4629827600009911374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/12/vinyl-stitches-phantoms-28112009-obiekt.html' title='The Vinyl Stitches + The Phantoms - 28.11.2009, Obiekt Znaleziony, Warszawa'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-6781051911640199176</id><published>2009-11-25T11:13:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:31:48.921-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Relacje'/><title type='text'>Editors, Maccabees, Wintersleep - 23.11.2009, Warszawa, Klub Stodoła</title><content type='html'>Idea pójścia na koncert Editors wykiełkowała w najpóźniejszym z możliwych dni - dniu koncertu. Spowodowane to było powolnym, acz konsekwentnym utrwalaniem nowej płyty. Czemu czekałem tak długo na opinię o nowym wydawnictwie? Bo to moja pierwsza i jedyna (póki co) przesłuchana płyta. Płyta, która szalenie mi się spodobała. A że mam podejście takie, że nawet jak się do końca czegoś nie zna, to koncert na pewno nie zaszkodzi, udałem się po bilet i ku mojemu zaskoczeniu zapłaciłem 90, a nie 100 zł (10 zł w kieszeni na browar w Stodole. Kiepski).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Z ręką na sercu mówię, że nawet nie kojarzyłem żadnego singla/przeboju. Czekałem za to bardzo mocno na numery z "In This Light And On This Evening". No ale wcześniej supporty. Spora grupka widzów dzielnie trzymała wartę pod sceną, a gdzieś koło 19.40 pojawiło się Wintersleep. Za dużo o ich graniu nie powiem - gitarowa muzyka, całkiem przyjemna, ale mnie osobiście nie porwało zupełnie. Za to Maccabees owszem. Może też nie jakaś mega rewelacja czy też kolejne rockowe objawienie, ale chłopaki wypadli naprawdę nieźle i w przyszłości nie obraziłbym się za jakiś klubowy koncert. Tu jednak większość (wszyscy?) przyszli na Editors.&lt;br /&gt;A Editors zaczęli tak, że już wtedy wiedziałem, że będzie co najmniej dobrze. Utwór tytułowy i jednocześnie otwierający najnowszą płytę. Przed koncertem zastanawiałem się jak to zabrzmi na żywo. Na płycie jednak króluje elektronika bardzo fajnie zgrana przez Flooda, a koncert wiadomo - Editors to przede wszystkim gitarowy zespół. Ale już ten pierwszy utwór pokazał, że jak trzeba, to siada się przy pianinie, odkłada gitarę i obsługuje różnego rodzaju syntezatory. Rzekomo panowie się trochę rozjechali w tym pierwszym numerze, ale ja osobiście tego nie zarejestrowałem. Więc nawet jeśli, to nie mogło być tak bardzo źle ;)&lt;br /&gt;Setlista wyglądała tradycyjnie, czyli nowy materiał przetykany starszymi utworami. I tu coś, co szalenie rzuciło mi się w oczy: kiedy pojawiał się stary materiał (pierwsze dwie płyty), wszyscy dostawali euforii, skakali, bawili się. A w przypadku nowych utworów (ku mojej uciesze pojawiły się wszystkie utwory z "In This Light...") sala się uspokojała. Ciekawi mnie w sumie jakie jest przyjęcie nowego materiału u takich true fanów. Ja skromnie powiem, że kierunek, jaki obrali panowie z Editors znacznie bardziej mi odpowiada niż skoczne nogotupajki, którym jednak uroku odmówić nie można. I na pewno nie można im odmówić podżegania do fajnej zabawy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryję, ale jestem naprawdę urzeczony energią, jaką dają z siebie panowie z Editors. To, co wyrabiał Tom Smith momentami powodowało u mnie opad szczęki. Zobaczyłem faceta, który naprawdę całym sobą śpiewa. I mnie się to zajebiście podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: jeszcze kilkanaście godzin przed koncertem w ogóle nie myślałem o tym, że zobaczę w najbliższym czasie Editors na żywo. Teraz wiem, że jakbym nie kupił biletu, to straciłbym jeden z najlepszych koncertów tego roku (załapał się do mojej pierwszej trójki). Od tej pory będę bacznie przyglądał się poczynaniom Editors, bo to teraz jeden z ważniejszych rockowych zespołów, który nie szpanuje grzywkami na okładce NME i który daje z siebie wszystko. A ja im wierzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-6781051911640199176?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/6781051911640199176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/editors-maccabees-wintersleep-23112009.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6781051911640199176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/6781051911640199176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/editors-maccabees-wintersleep-23112009.html' title='Editors, Maccabees, Wintersleep - 23.11.2009, Warszawa, Klub Stodoła'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-3468488736571346397</id><published>2009-11-19T05:19:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:31:28.283-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>True szatan rodem z ciepłych krajów.</title><content type='html'>Już tłumaczę skąd taki tytuł. Grecja. Z czym nam się ten kraj kojarzy? Głównie ze starożytnością, z urlopem na Krecie. I ewentualnie z Zorbą (filmem, muzyką). No właśnie - muzyką. Nie zastanowiło was nigdy, dlaczego nie znamy praktycznie NIC z greckiej muzyki? Bo mnie tak. Nawet teraz, kiedy każdy może zacząć tworzyć muzykę i promować ją w internecie, greckich twórców brak. Doprawdy nie wiem z czego to wynika. Może ktoś z czytelników ma jakieś pomysły?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie pisałbym tego wstępu, gdybym nie miał czegoś w rękawie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę Grecja "wypuściła" dwóch artystów, którzy w sumie sprzedali kilkanaście (kilkadziesiąt?) milionów płyt, a jeden z nich nawet ma w dorobku Oscara. Pierwszy z nich to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kE-7sQnIDa4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/kE-7sQnIDa4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="400"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;(popularności odmówić temu nie można, prawda?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A drugi to.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rKn9pB8YzKI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/rKn9pB8YzKI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="400"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;(tu komentarze są zbędne)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego piszę o tych dwóch artystach w jednym miejscu? Bo chyba nie wszyscy wiedzą, że ci panowie występowali razem w greckiej rockowej grupie o wdzięcznej nazwie Aphrodite's Child. Oprócz Demisa Roussosa (śpiewającego i grającego na basie i gitarach) i Vangelisa (wiadomo jakie instrumenty), w składzie był jeszcze perkusista Lucas Sideras. Grupa nie działała długo - zaczęli w 1967, a skończyli w 1972. W tym czasie zdążyli wydać trzy albumy. I o ostatnim z nich właściwie będzie ten tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szatan nadchodzi \m/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwVJPhTGEdI/AAAAAAAAAvo/AyAi6ZZtrRM/s1600/666_Aphrodite%2527s_Child.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwVJPhTGEdI/AAAAAAAAAvo/AyAi6ZZtrRM/s320/666_Aphrodite%2527s_Child.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405807458713473490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Aphrodite's Child - "666" (1972)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Album ten został wydany, kiedy Aphrodite's Child formalnie nie istniało i każdy z muzyków zdążył zająć się solową działalnością. Nie ma co się oszukiwać - ten album to dzieło Vangelisa. Uczulonych na wszelakiej maści elektronikę i syntezatorowo-klawiszowe informuję: to album rockowy. Powiem więcej: to niesamowity rockowy album, w którym klimat i psychodelia występują w praktycznie każdej minucie (a ich jest całkiem sporo, bo to dwupłytowy album - niemal 80 minut muzyki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim o muzyce, to parę słów o treści. Tytuł (wbrew pozorom) nie oznacza, że mamy do czynienia z albumem poświęconym Szatanowi czy innym czarnym mszom. Teksty oparte są (często dosłownie) o cytaty i opisy pochodzące z Apokalipsy Św. Jana, przez co całość jest właściwie koncept albumem opartym o ten właśnie tekst. Przyznać muszę, że te teksty naprawdę robią wrażenie. Dosłowność wszystkich sformułowań i ich biblijność składają się właśnie na niepowtarzalny klimat (tu nie ma tekstów w stylu "przyjdzie Szatan i cię zje" - to nie metal).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teksty nie robiłyby AŻ TAK wielkiego wrażenia, gdyby nie muzyka. A w tej kwestii dzieje się sporo. Są momenty którym blisko do klasycznego rocka. Są momenty awangardowe, którym bliżej do jakiejś odjechanej odmiany jazzu. Są momenty absolutnie piękne, gdzie właściwie jest sam fortepian. A nad całością góruje psychodelia. Niepokojące dźwięki + damsko-męski chór recytujący fragmenty o nadejściu bestii - tak to mniej więcej wygląda. I choć z opisu może się wydawać, że dzieło to jest pretensjonalne lub kiczowate, to nic w tym stylu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego ten album pozostaje w cieniu wszystkiego, co działo się w muzyce przełomu lat 60/70? Nie bardzo wiem. Być może właśnie geografia miała (ma) z tym dużo wspólnego. Świat zalewany był wtedy gigantami w stylu Pink Floyd czy Rolling Stones, zatem jaką szansę miał się przebić jakiś tam grecki zespół (pamiętajmy, że wtedy jeszcze Roussos i Vangelis nie byli uznanymi światowymi markami i nie dzięki Aphrodite's Child stali się potem gwiazdami). Sami też się pewnie przyczynili do tego: Roussos zaczął śpiewać łzawy pop, Vangelis stał się mistrzem elektronicznych brzmień - dla odjazdów z "666" miejsca nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może gdyby nagrywali i działali w np. Wielkiej Brytanii, to Aphrodite's Child od razu byłoby zauważone. A tak jest to muzyka, którą trzeba samemu znaleźć i (mam nadzieję) docenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu mały fragment na zachętę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="400"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/selfqEH-JnY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/selfqEH-JnY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="400"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"And when the lamb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; opened the first seal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I saw the first Horse.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Horseman held a bow.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Now when the lamb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; opened the second seal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I saw the second Horse.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Horseman held a sword.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The leading Horse is white,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;the second Horse is red,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; the third one is a black,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; the last one is a green.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; And when the lamb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; opened the third seal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I saw the third Horse.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Horseman had a balance.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Now when the lamb&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; opened the fourth seal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I saw the fourth Horse.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Horseman was the Pest"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;PS. Tego albumu w sklepach tradycyjnych się nie znajdzie. Jedyna szansa, to polować na aukcjach internetowych, sprowadzać z zagranicy lub czatować w antykwariatach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-3468488736571346397?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/3468488736571346397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/true-szatan-rodem-z-ciepych-krajow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3468488736571346397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/3468488736571346397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/true-szatan-rodem-z-ciepych-krajow.html' title='True szatan rodem z ciepłych krajów.'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwVJPhTGEdI/AAAAAAAAAvo/AyAi6ZZtrRM/s72-c/666_Aphrodite%2527s_Child.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1248475698997609566</id><published>2009-11-17T04:10:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:31:14.324-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Time flies, czyli jak wchodziłem na jeżozwierzowe drzewo</title><content type='html'>To będzie notka pochwalna. Notka-pomnik niemalże. Poświęcona będzie artyście (może lepiej napisać to nawet z dużej litery), którego twórczość na bieżąco śledzę od paru ładnych i który jeszcze do tej pory mnie nie zawiódł&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Steven Wilson.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wielu "boski" Steven Wilson. Dla mnie w pewnym sensie też. Z muzyką Wilsona pierwszy raz zetknąłem się gdzieś na początku tego stulecia. To był czas, kiedy najmocniej chłonąłem nowe dźwięki. Czas, który chyba najmocniej ukształtował mnie muzycznie. Szukałem wtedy zespołów, które grają ciekawie i które mają coś do powiedzenia (przynajmniej w porównaniu do tych wszystkich komercyjnych sieczek serwowanych nam w mediach). Tak właśnie trafiłem na Porcupine Tree, a będąc szczegółowym: na płytę "Stupid Dream" (1999). To, co od razu rzuciło mi się w uszy, to brzmienie. Brzmienie niezwykle czyste, dopracowane, pełne różnych ukrytych smaczków. No i głos. Głos w pewnym stopniu nostalgiczny, nasączony czymś w rodzaju tęsknoty. Wszystko to, w połączeniu ze świetnym songwritingiem, dało płytę może nie wybitną, ale za to taką, do której się chce wracać i wracać.&lt;br /&gt;Oczywiście potem zacząłem wgryzać się w temat - kolejne płyty, pierwsze przesłuchanie "In Absentii", która wtedy akurat miała premierę. Wsiąkłem po uszy, totalnie. Po Porcupine Tree pojawił się No-Man, pojawił się Opeth (dla niezorientowanych - pan Stefan produkował ich trzy albumy)... No i zostało do dziś.&lt;br /&gt;Steven Wilson jest dla mnie artystą kompletnym. Artystą, który doskonale wie, co chce zrobić. Artystą, który nie idzie na żadne komercyjne kompromisy (nie oznacza to bynajmniej, że tworzy jakieś pseudo-awangardowe dziwactwa). Artystą, którego nowe płyty kupuję w ciemno. Nie inaczej było z najnowszym wydawnictwem Porcupine Tree: "The Incident"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwKV8FcXkqI/AAAAAAAAAvg/JrUYzU5VZNA/s1600/porcupine_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwKV8FcXkqI/AAAAAAAAAvg/JrUYzU5VZNA/s320/porcupine_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405047362283868834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Informacje o następcy wydanego dwa lata temu "Fear of a Blank Planet" pojawiały się stopniowo. To, co chyba wszystkich najbardziej intrygowało to fakt, że będzie to album dwupłytowy i że pierwszą płytę wypełni trwający 50 minut utwór tytułowy. Przyznam, że trochę mnie to...hmmm...zmartwiło. Nie długość, ale fakt, że to taka wielka całość. W ostatnim czasie reaguję alergicznie na takie kolosy i bardziej preferuje krótsze, zwarte formy. Jakiś czas potem się uspokoiłem, że ten utwór będzie podzielony na kilkanaście krótszych części i każda z tych części to de facto odrębna piosenka. No, i tak ma być ;) Z racji natłoku innych życiowych obowiązków nawet nie bardzo byłem świadom konkretnej daty premiery. Ale jakiś duch (boski Steven? ;) ) czuwał i akurat w dniu premiery wszedłem na stronę jednego z dystrybutorów i patrzę, że to DZIŚ. Zatem telefon dłoń, rozmowa ze sprzedawcą w sklepie i najbardziej błogosławione w takich sytuacjach słowo padło: JEST.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero następnego dnia płyta wylądowała w odtwarzaczu. I co po pierwszym przesłuchaniu? Rozczarowanie. O dziwo nie kompozycjami, ale formą. Tytułowa suita jest bardzo niespójna. Utwory niby przechodzą jeden w drugi, ale całość sprawia wrażenie stworzonej trochę na siłę. Ponadto są utwory, które wyglądają bardziej na szkice. Kończą się zanim tak naprawdę zdążą się rozkręcić, czy też wprowadzić w jakiś nastrój.&lt;br /&gt;Po paru przesłuchaniach zmieniłem swoje nastawienie. Niespójność jest nadal, ale ja przestałem to traktować jako jedną całość. I kiedy na The Incident (utwór, zbiór utworów) spojrzy się właśnie w ten sposób, to otrzymuje się kawałek naprawdę dobrej muzyki. W porównaniu z poprzednimi albumami, utwory są bardziej stonowane. Mniej jest mocnych gitar, za to praktycznie non stop rządzi akustyk. Oczywiście mocniejsze fragmenty są (zagmatwam: tytułowy fragment tytułowego utworu, The Blind House, Drawing The Line), ale całość jest jednak całkiem lekka. I przebojowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nurt ten wpisuje się też cała płyta nr 2, na której znalazły się cztery krótkie utwory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: nie jest to na pewno szczytowe osiągnięcie Wilsona, nie jest to najlepsza płyta Porcupine Tree. Niemniej ma parę fragmentów, na nuceniu których przyłapywałem sam siebie przez długi czas. To jedna z tych płyt, które nowych lądów nie odkrywają, ale za to dają sporo przyjemności ze słuchania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ocena: (w porywach) 8/10&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1248475698997609566?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1248475698997609566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/time-flies-czyli-jak-wchodziem-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1248475698997609566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1248475698997609566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/time-flies-czyli-jak-wchodziem-na.html' title='Time flies, czyli jak wchodziłem na jeżozwierzowe drzewo'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FB7XzBQ60Rk/SwKV8FcXkqI/AAAAAAAAAvg/JrUYzU5VZNA/s72-c/porcupine_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-9054766117860884148</id><published>2009-11-14T06:39:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:31:04.415-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>Warto...</title><content type='html'>...&lt;a href="http://www.myspace.com/rachaelband"&gt;TEGO&lt;/a&gt; posłuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już na pewno koncertowo. Ja się jeszcze nie zawiodłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-9054766117860884148?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/9054766117860884148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/warto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/9054766117860884148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/9054766117860884148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/warto.html' title='Warto...'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-1249408482514517478</id><published>2009-11-13T02:48:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:30:49.063-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><title type='text'>2012</title><content type='html'>Tym razem będzie nie o muzyce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba każdy ma coś takiego, że lubi czasami pójść do kina na niezobowiązujący film, w którym jest dużo huku, wybuchów, efektów specjalnych, pędzącej na złamanie karku akcji i zero logiki. Z takim też nastawieniem udałem się do kina na najnowszy film Rolanda Emmericha "2012" (bynajmniej nie o Euro w Polsce, choć film jednak katastroficzny).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie był to film, na który jakoś specjalnie czekałem. Miałem okazję widzieć parę razy w kinie zajawki i przyznam, że zrobiły na mnie wrażenie. Spodziewałem się filmu, w którym efekty specjalne wgniotą mnie w fotel i projekcja będzie jedynie ucztą dla oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co? I w sumie ta uczta stała się co najwyżej drugim śniadaniem. Ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Fabuła. Można o niej powiedzieć, że jest. Wygląda mniej więcej tak: Ziemia wewnątrz zaczyna się gotować (co już Majowie przecież przepowiedzieli), świat (dosłownie) zaczyna się walić itp. Jak widać, jest to idealny wręcz pretekst do tego, by zaprząc do pracy komputery i pokazać na ekranie jedną wielką katastrofę. Oczywiście mamy tu kilka sprawdzonych filmowych klisz. Mianowicie:&lt;br /&gt;- przeciętny amerykański facet, obowiązkowo rozwiedziony, ratuje siebie, byłą żonę z dziećmi i przy okazji sporo ludzi&lt;br /&gt;- tenże facet (przeciętny) ma więcej szczęścia niż dysponujące technologiami/pieniędzmi państwa/organizacje.&lt;br /&gt;- prawa fizyki nie istnieją (o prawdopodobieństwie nie ma co wspominać)&lt;br /&gt;- prezydent USA to bohaterski człowiek, który woli się poświęcić i zginąć (nic to nie dało poza wymiarem czysto ludzkim/propagandowym)&lt;br /&gt;- jest głupiutka w sumie blondynka, która w pewnym momencie poświęca więcej uwagi ratowaniu swojego pieska, niż sobie&lt;br /&gt;- wielka, zaawansowana technologia musi się w kluczowym momencie popsuć.&lt;br /&gt;- rząd nie robi nic innego poza spiskowaniem i okłamywaniem narodu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i obowiązkowo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- ratunek przychodzi w ostatniej (dosłownie) chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że czasami nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Nagromadzenie głupoty przewyższa jakiekolwiek normy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Logika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Efekty specjalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No niby są i niby zapierają dech w piersiach. Co z tego, jeżeli kompletnie nie pobudzają jakichkolwiek emocji? Od paru lat twórcy przekonują nas, że w kinie można pokazać właściwie wszystko i większym problemem staje się sensowne umiejscowienie tych efektów w kontekście fabuły oraz wytworzenie za ich pomocą klimatu. W "2012" oglądamy sceny, w których w ciągu sekundy giną miliony ludzi. I co? I nic. ( W tym momencie przypomniał mi się film "Love Actually" - czyli niezobowiązująca angielska komedia, którą naprawdę polecam. Scena, w której Rowan Atkinson pakuje prezent Alanowi Rickmanowi, ma więcej emocji i w pewnym sensie napięcia, niż sceny z zapadającymi się kontynentami w "2012". Dziwne, nie?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: nie polecam nawet jako odmóżdżającej rozrywki. Są znacznie lepsze filmy, w których świat wali się i pali. Pierwszy przykład z brzegu? "Wojna światów" Spielberga. Tam każda scena przewyższa nowy film Emmericha o bardzo dużo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-1249408482514517478?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/1249408482514517478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1249408482514517478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/1249408482514517478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/2012.html' title='2012'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-8001163201218072604</id><published>2009-11-12T10:57:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T14:29:56.891-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='różne'/><title type='text'>...I want it all czyli dlaczego (nie)kupujemy płyty...</title><content type='html'>Któregoś dnia natknąłem się na serwis &lt;a href="http://rateyourmusic.com/"&gt;Rate Your Music&lt;/a&gt;. Założyłem tam sobie nawet konto. W sumie do tej pory nie korzystam z tego serwisu jak należy. Dla mnie to jedna wielka baza płyt/wykonawców/labeli itp. Spodobała mi się (o dziwo) jedna opcja: skatalogowanie posiadanych przez siebie płyt. Pewnego zimowego dnia usiadłem, wziąłem z półki wszystkie swoje cd, ułożyłem je w gustowne stosiki na podłodze i zacząłem dodawać jedną po drugiej do swojego profilu na RYM. Trochę to trwało, ale w końcu się udało. I od tamtego czasu co jakiś czas uzupełniam ten katalog, by wszystko było aktualnie. Dziś właśnie uzupełniłem. Okazało się, że na półce mam 389 różnych wydawnictw (krążków fizycznie więcej, bo przecież wielopłytowe też się zdarzają). Nie piszę tego, by się tym w jakiś sposób chwalić. Znam osoby, które płyt mają więcej i są to płyty o wiele bardziej trudniejsze do zdobycia. Gdy dziś uzupełniałem ten internetowy katalog, zadałem sobie pytanie: dlaczego właściwie kupuję płyty? Dlaczego ludzie kupują płyty? I dlaczego ich nie kupują?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłym tygodniu miałem przyjemność być na koncercie Petera Murphy'ego w warszawskiej Stodole. Gdy wszedłem do klubu, to obowiązkowo udałem się w poszukiwaniu sklepiku z merchandisingiem - taki już mam zwyczaj, że nawet jak nie mam w planach zakupu, to przynajmniej patrzę co jest. W końcu coś ciekawego może się tam znaleźć. No i niespodzianka: stoiska brak. No cóż... Za chwilę niespodzianka: będzie support o nic nie mówiącej (przynajmniej mnie) nazwie Lettie Music. Nie znam, ale od tego jest koncert, by posłuchać ;) Lettie Music (a w zasadzie Lettie) to sympatyczna młoda dziewczyna z Anglii, która na scenę wyszła sama, stanęła przy keyboardzie, uruchomiła podkład i zaczęła śpiewać. Pop. To zdecydowanie nie była muzyka, przy której człowiek doznaje uniesień niemalże mistycznych. Ale była to muzyka, która mi się podobała. Podobał mi się głos Lettie, podobały mi się te piosenki. Grała, a ja myślałem sobie "kupiłbym jej płytę". No ale sklepiku brak. Peter Murphy wkroczył na scenę, po paru utworach udałem się na chwilę odpoczynku poza salę i ku mojemu zaskoczeniu pojawił się sklepik. A kto w roli sprzedającego? Lettie :) 20 zł i płyta jest. A oprócz płyty chwila pogawędki i pocztówka z Warszawy (bo Lettie kolekcjonuje stare pocztówki z całego świata i razem z płytą dała mi pocztówkę, którą jakiś Anglik wysłał z Polski. Po widoku wnioskuję, że to jakieś lata 70-te).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co ta cała opowieść? Bo wtedy sobie uświadomiłem, dlaczego kupuję płyty. Kupuję, bo to mój znak poparcia dla artysty. Moje "jestem na tak". Być może nigdy w życiu bym się o Lettie nie dowiedział. Przecież ludzie przyszli na Petera. Ale wcześniej wychodzi na scenę dziewczyna, której ja chcę powiedzieć, że podoba mi się to, co robi. Więc kupuję jej płytę, bo być może nigdy więcej do Polski nie przyjedzie. Kupuję, bo to jest wyraz mojego szacunku dla czyjejś pracy, która nie musi przecież zwalać ludzi z nóg, nie musi od razu lądować w kanonie "&lt;tu&gt; płyt wszechczasów", nie musi wyjść poza jakiś tam krąg wtajemniczonych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to jest chyba główny powód. Poza tym jest ten czysto ludzki element, czyli zbieractwo. Po prostu niektóre płyty ślicznie wyglądają na półce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki jest koronny argument za niekupowaniem płyt? Cena tychże. Mnóstwo osób powie "no kupiłbym, ale za drogie płyty, nie stać mnie". I te pe. To ja może przytoczę przykład ze swojego życia (dokładnie z wczoraj):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Bilet do kina: 14 zł&lt;br /&gt;2. 2 piwa w knajpie: 20 zł&lt;br /&gt;3. Taksówka do domu: 35 zł&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Razem: 70 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abbey Road (remasterowana wersja, cena średnia): 55 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się chce, to można. Ale trzeba chcieć. Bo przecież po co kupować debiutancką płytę Tides From Nebula za 15 zł? Można ściągnąć, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szanujmy kulturę. Szanujmy twórcow. Bo to jedni z nielicznych, którzy szczerze coś chcą przekazać. A to wielka zaleta w tych (bądź co bądź) pustych czasach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-8001163201218072604?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/8001163201218072604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/i-want-it-all-czyli-dlaczego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8001163201218072604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/8001163201218072604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/i-want-it-all-czyli-dlaczego.html' title='...I want it all czyli dlaczego (nie)kupujemy płyty...'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7308450373805825358.post-2368197841269430321</id><published>2009-11-12T10:36:00.000-08:00</published><updated>2009-11-12T10:43:10.985-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słowotok bez treści'/><title type='text'>...the beginning of the end...</title><content type='html'>Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na każdym blogu pojawia się pierwszy wpis. Albo notka. Jak zwał tak zwał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przeciwieństwie do Naszego Ulubionego KO-wca, nie będę mówił na początku o sobie. Powiem natomiast, czego możesz się tu, czytelniku, spodziewać. Spodziewać się możesz (najczęściej) tekstu o muzyce. O tej dobrej, o tej złej, o tym, co mi chodzi po głowie i o tym, co z tej głowy chcę czym prędzej wywalić. Może to być relacja z koncertu, może to być recenzja czegoś, może to być moja opinia na temat jakiegoś zjawiska. Cokolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może też nie być o muzyce NIC. Ale uprzedzam z góry, by nie spodziewać się tu moich wynaturzeń osobistych ;) Książki czytam, filmy oglądam, w gry gram. Może i o tym coś będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to chyba trzeba zacząć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7308450373805825358-2368197841269430321?l=szalonydiament.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szalonydiament.blogspot.com/feeds/2368197841269430321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/beginning-of-end.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2368197841269430321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7308450373805825358/posts/default/2368197841269430321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szalonydiament.blogspot.com/2009/11/beginning-of-end.html' title='...the beginning of the end...'/><author><name>Piotr Bujnowski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12360823595641337733</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
